Bunt Świątek, uderzyła w organizatorów Australian Open. "Czy jesteśmy zwierzętami w zoo?"
Na etapie ćwierćfinału Iga Świątek zakończyła udział w tegorocznym Australian Open. Polka poległa 5:7, 1:6 z Jeleną Rybakiną i marzenia o triumfie w Melbourne musi odłożyć przynajmniej na następny rok. Na konferencji prasowej po porażce atmosfera była wyjątkowo napięta. Dość powiedzieć, że w pewnym momencie wiceliderka rankingu WTA nie wytrzymała i z jej strony padły mocne słowa. -Czy my jesteśmy zwierzętami w zoo? - wypaliła.

Jelena Rybakina była zdecydowanie najpoważniejszą rywalką, z jaką Idze Świątek przyszło się mierzyć podczas tegorocznego Australian Open. Kazaszka postrzegana była przed meczem ćwierćfinałowym za faworytkę i w tym przypadku typowana bukmacherów niestety się potwierdziły.
Rybakina lepsza od Świątek. Polka nie hamowała się na konferencji prasowej
Po pełnym walki secie pierwszym reprezentantka Polski poległa 5:7, a później niestety coś się w jej grze załamało. Podbudowana zwycięstwem Rybakina za to zaczęła się rozpędzać i bardzo szybko uciekła z wynikiem, który nie był już możliwy do odrobienia. A przynajmniej nie przy takiej postawie.
Reprezentantka Kazachstanu wygrała 7:5, 6:1 i awansowała do półfinału. Idze zaś pozostało odłożyć marzenia o pierwszym w karierze triumfie w Melbourne przynajmniej na przyszły rok. Po odpadnięciu miała w sobie wyraźnie wiele złości, której dała ujście w trakcie konferencji prasowej.
Pytanie brzmi, czy my jesteśmy tenisistkami, czy zwierzętami w zoo? One są obserwowane nawet przy wypróżnianiu. Byłoby miło mieć nieco prywatności. Nie zawsze che się być tak uważnie obserwowanym
Świątek uderza w organizację Australian Open. To jej się nie podoba
Polka w oczywisty sposób nawiązywała do nagrania z Coco Gauff, które wywołało wielkie poruszenie w mediach. Amerykanka po sensacyjnej porażce z Eliną Switoliną już poza kortem, w korytarzu prowadzącym do szatni dała upust złym emocjom, roztrzaskując rakietę o podłogę. Zawrzało do tego stopnia, że musiała później się tłumaczyć, choć mogło wydawać jej się, że zrobiła to już poza obiektywem kamer.
- Byłoby miło móc zrobić takie rzeczy w przestrzeni, gdzie nie patrzy cały świat - dodała Iga, po czym zawiesiła się i skryła twarz w dłoniach, wyraźnie zmęczona i przytłoczona - Na Wimbledonie są niektóre korty, gdzie ludzie z akredytacją mogą wejść, ale nie ma tam kibiców, tak też jest na Roland Garros. Sa też turnieje, gdzie nie jest możliwe zrobić nic bez udziału kamer. Nie sądzę, że to powinno tak wyglądać - dodała rozczarowana Polka.
- My tenisistki powinniśmy być oglądane na korcie i w trakcie konferencji. To nasza praca. Nie jest naszym zadaniem bycie memem, kiedy zapomnisz akredytacji. Jasne, to zabawne. Ludzie mają o czym rozmawiać. Dla nas nie sądzę, żeby było to konieczne - dodała, nawiązując również do konkretnego nagrania. Ukazywało one, jak Raszynianka po jednym z meczów zapomniała niezbędnej akredytacji, aby móc przejść przez drzwi i w biegu musiała się po nią wracać. Wideo z zajścia błyskawicznie obiegło media społecznościowe.
Mimo bolesnej porażki w trakcie wywiadu dla Eurosportu Świątek wyraziła względe zadowolenie z Australian Open. Rozmowa z polskimi dziennikarzami miała skrajnie inny ładunek emocjonalny, aniżeli jej konferencja prasowa.














