Świątek i Chwalińska czekają. Sześć punktów o losowaniu Wimbledonu
Wielkoszlemowy Wimbledon zakończy najkrótszy z okresów w tenisowym sezonie - gry na kortach trawiastych. Jednocześnie żadne inne trofeum "nie smakuje" tak bardzo, jak to wywalczone w Londynie - najstarszym z turniejów. Tytułu przy Church Road broni Iga Świątek, oczy kibiców zwrócone będą na Maję Chwalińską, sensacyjną finalistkę z Paryża. Swoje ścieżki poznają cztery Polki i dwóch Polaków, a na odrobinę szczęścia wciąż czeka też Katarzyna Kawa. Co warto wiedzieć przed samą ceremonią, która zacznie się po godz. 11? Choćby to, że Maja i Iga nie mogą ze sobą zagrać w pierwszym tygodniu.

Australia zaczyna sezon, w styczniu na południowej półkuli jest gorąco, to fajne miejsce by złapać odpowiedni rytm. Niemniej sam turniej w Melbourne ma najmniejszy budżet i mimo wszystko najmniejsze poważanie w środowisku. Roland Garros jest z kolei specyficzny, ze swoją mączką, którą część obu tourów uwielbia, a część nienawidzi. Na Rafaela Nadala przez lata nie było tam mocnych, tak samo pierwsza połowa obecnej dekady należała do Igi Świątek. Największe pieniądze są w Nowym Jorku podczas US open, a skoro to Ameryka, to również i otoczka medialna robi swoje.
Żaden z Wielkich Szlemów pod względem splendoru nie równa się jednak Wimbledonowi. Turniejowi, który najmniej ulega nowoczesnym trendom i zostaje przy większości swoich tradycji. Choć też powoli niektóre zmienia, niedawno zrezygnowano z "Middle Sunday", czyli wolnej od meczów niedzieli na zakończenie pierwszego tygodnia. Wciąż jednak wszyscy występują w białych strojach, wciąż turniej zaczyna się w poniedziałek. I takich wyróżników można znaleźć o wiele więcej, włącznie z ciszą nocną po godz. 23..
W piątek po godz. 10 lokalnego czasu (11 w Polsce) odbędzie się ceremonia losowania. Oto kilka faktów, które warto wiedzieć.
Ilu Polaków wystąpi w Wimbledonie?
Cztery panie i dwóch panów - to już na pewno. Pewny udział mają: Iga Świątek, Maja Chwalińska, Magdalena Fręch, Magda Linette, Kamil Majchrzak i Hubert Hurkacz. Może do nich dołączyć jeszcze Katarzyna Kawa, która jest trzecią najwyżej rozstawioną przegraną z finałów kwalifikacji. A to oznacza, że będzie losowana jako "szczęśliwa przegrana" w razie wycofań. I to w pierwszej kolejności, jej nazwisko będzie wśród czterech.
Siedmioro reprezentantów mieliśmy w 2022 roku - pamiętnej edycji, gdy organizatorzy nie dopuścili do gry sportowców z Rosji i Białorusi. A w efekcie - nie było za turniej punktów do rankingu. Wtedy w głównej drabince była też Kawa, a poza nią - ta szóstka, która jest obecnie.
32 rozstawione tenisistki. Co to właściwie oznacza?
To przywilej, który przysługuje zawodniczkom i zawodnikom najwyżej notowanym w rankingach WTA i ATP. Nie mogą ze sobą zagrać w dwóch pierwszych rundach - w teorii więc powinni trafić na łatwiejszych rywali. To jednak może nie być do końca prawdą: są zawodniczki z dalszych miejsc, które świetnie czują grę na trawie. Znacznie lepiej niż te z czołówki. Ale o tym za chwilę.

Spośród Biało-Czerwonych rozstawiona zostanie Iga Świątek, z "trójką". No i Maja Chwalińska, która dzięki fantastycznemu występowi w Paryżu awansowała na 21. pozycję w rankingu. W Londynie zagra z "20", bo kontuzjowana Victoria Mboko zrezygnowała z udziału.
Czy może dojść do polskiego meczu w 1/64 finału?
Tak, może. Zarówno u panów (Hurkacz - Majchrzak), jak i u pań. Jedno jest pewne: Maja Chwalińska nie zagra z Igą Świątek, obie są bowiem rozstawione. Do ich ewentualnej potyczki może dojść najwcześniej w czwartej rundzie, czyli już w drugim tygodniu Wimbledonu. A to dlatego, że Iga w 1/16 może wpaść na zawodniczki rozstawione w przedziale 25-32, a Chwalińska - w przedziale 9-16.
Mecze np. Fręch - Świątek czy Linette - Chwalińska są jednak możliwe od razu.
Ile płacą za wygrane mecze w Wimbledonie?
Każdy kolejny mecz to dodatkowa wypłata, a przecież pieniądze w Londynie są i tak większe niż te w Paryżu. Tam za awans do finału Maja Chwalińska dostała czek na 1,4 mln euro brutto, bo od tego niemal połowę musi zapłacić podatku.
W Londynie finalistka, ale też i finalistka, dostanie 1,8 mln, ale funtów. Choć oczywiście również brutto. Przeliczając na euro - to niespełna 2,1 mln. A na złotówki: prawie 9 milionów. Dla triumfatorów będzie dwa razy więcej.
Warto podkreślić inną rzecz: za sam występ w pierwszej rundzie jest wypłata 80 tys. funtów. A takie pieniądze mogą zapewnić budżet wyjazdowy na kilka miesięcy.
Zawodniczki w turnieju kobiecym, które warto ominąć
W przypadku Majchrzaka, Hurkacza, Fręch i Linette nie ma żadnych ograniczników w losowaniu - mogą trafić dosłownie na każdego rywala czy rywalkę. A Świątek czy Chwalińska - już nie. Ominą je na początku starcia z zawodniczkami rozstawionymi. Tyle że nawet poza tym gronem są tenisistki, które lepiej omijać na trawie szerokim łukiem.

Pecha miała Jelena Ostapenko - była półfinalistka tego turnieju, która obecnie świetnie radzi sobie w Eastbourne. Została pierwsza pod kreską i jeśli nikt w piątek rano się nie wycofa, zostanie nierozstawiona. Niedaleko za nią jest Barbora Krejcikova, mistrzyni Wimbledonu z 2024 roku. Świetnie na trawie radzą sobie doświadczone Niemki: Laura Siegemund, ale przede wszystkim: Tatjana Maria. Lepiej ominąć też Donnę Vekić (mistrzyni WTA 500 w Queens), Xinyu Wang, Katie Boulter, a nawet wciąż nieobliczalną Karolinę Pliskovą, finalistkę sprzed pięciu lat.
Kudiermietowa - warto zapamiętać to nazwisko. Rosjanka znów... wyznaczy mistrzynię?
A na koniec coś... humorystycznego. W 2023 roku mistrzynią Wimbledonu została Marketa Vondrousova, która teraz do gry nie przystąpi. Na początku tygodnia została zawieszona na cztery lata za odmowę poddania się kontroli antydopingowej, wykreślono ją z listy zgłoszeń. A w tamtej edycji nie była rozstawiona, w drugiej rundzie ograła 6:3, 6:3 turniejową "12" Weronikę Kudiermietową.
Rok później ta sama Kudiermietowa już nie była rozstawiona, w pierwszej rundzie wpadła za to na numer 31 - Barborę Krejcikovą. I po pasjonującej bitwie przegrała 6:7, 7:6, 5:7. A Czeszka... wywalczyła niespełna dwa tygodnie później tytuł.

Rok temu Weronika dotarła do drugiej rundy, uległa Emmie Navarro, ale... w drabince pojawiła się też jej młodsza siostra Polina. I na dzień dobry przegrała 5:7, 1:6 z Igą Świątek. Dalszy ciąg tej historii już znamy.
W tym sezonie Weronika nie gra, wycofuje się z wszystkich kolejnych turniejów, oficjalnego powodu nie zdradziła. A to też oznacza, że nie obroni tytułu deblowego, który wywalczyła z Elise Mertens.
Z kolei Polina grała w kwalifikacjach, przeszła trzy rundy. I jutro jej nazwisko znajdzie się w drabince. Czy znów wskaże... przyszłą mistrzynię?
Przekonamy się po godz. 11.













