Świątek dołączyła do protestu. Oto skutek. Decyzja ws. Wimbledonu jest ostateczna
Trwa odliczanie dni do startu Wimbledonu, jednak organizatorzy prestiżowego turnieju borykają się z potężnym problemem. Tenisistki i tenisiści protestują przeciwko ich ustaleniom, a obóz Igi Świątek postanowił dołączyć do sprzeciwu. U progu rozgrywek wciąż nie ma porozumienia, a stanowisko ze strony zawodników i zawodniczek jest ostateczne. Do porozumienia jest na ten moment daleko. Jeśli strajk zostanie utrzymany, może wpłynąć on znacząco na przebieg Wimbledonu.

Na dni przed rozpoczęciem Wimbledonu organizatorzy mają spory problem. Wybuchł głośny protest ze strony zawodników i zawodniczek, którzy domagają się innego podziału przychodów generowanych przez turniej. Różnica w ich oczekiwaniach, względem propozycji ze strony działaczy nie jest mała.
Głośny protest przed Wimbledonem. Świątek też dołączyła
Tenisiści i tenisistki postanowili rozszerzyć protest, który rozpoczęli tuż przed Roland Garros do końca pierwszego tygodnia trwania Wimbledonu. W jego wyniku zdecydowali się ograniczyć działalność medialną do maksimum 15 minut - tyle czasu mogą przeznaczyć danego dnia dla dziennikarzy.
Navarro zaskoczyła Świątek. Trzysetowy pojedynek o ćwierćfinał WTA Bad Homburg
Do protestu przyłączył się także obóz Igi Świątek, o czym pod koniec maja poinformowała jej PR menadżerka - Daria Sulgostowska. Ww rozmowie z Przeglądem Sportowym Onet przedstawiła wówczas szczegóły decyzji tenisistki z Raszyna.
To nie jest bojkot ani strajk wobec mediów. Mamy ogromny szacunek dla dziennikarzy i roli, jaką odgrywają. Po wielu miesiącach rozmów i oczekiwań na zmiany ograniczamy jedynie czas poświęcany na obowiązki medialne do 15 minut jako wspólny sygnał ze strony zawodników. Nadal jesteśmy dostępni i odpowiadamy na pytania mediów
Organizatorzy Wimbledonu, liczyli, że za sprawą podwyżki puli nagród uda im się "udobruchać" sportowców, a protest zostanie zakończony. Mylili się. Po spotkaniu z przedstawicielami zawodników podczas Roland Garros ogłosili rekordowy, 20-procentowy wzrost puli nagród. Łączna kwota wzrosła do 64,2 mln funtów. Uczestnicy liczyli jednak na więcej.
Wciąż nie ma porozumienia z organizatorami. W grze miliony
Jak podaje "The Guardian" grupa reprezentująca zawodników nie kryła, że podwyżka jest znacząca, jednak zbyt mała względem oczekiwanego przez nich poziomu 71 mln funtów. Według nich ich udział w przychodach Wimbledonu wynosi obecnie 14,4%, podczas gdy domagają się zwiększenia go przynajmniej do 16%.
- Prosimy jedynie o bardziej sprawiedliwy podział i system, który będzie bardziej zrównoważony dla wszystkich tenisistów. Nie chodzi nam o nas samych (o czołową dziesiątkę), ale o wszystkich, którzy kształtują ten sport, zawodniczki i zawodników budujących swoje kariery, wracających po kontuzjach czy grających kwalifikacje - podkreślała miesiąc temu Sulgostowska.
Sama Świątek także zabrała głos ws. protestu, podkreślając szacunek do pracy dziennikarzy i mediów. Zaznaczyła jednak, że oczekuje większego zaangażowania w sprawę ze strony organizatorów i działaczy.
Myślę, że nikt z nas nie ma nic przeciwko mediom. Szanujemy was, wiemy, jak ważne są wzajemne i dobre relacje. Myślę, że zrobimy więcej, jeśli organizatorzy zrobią więcej dla nas, nie tylko czołowych zawodników, ale także zawodników z niższych miejsc w rankingu i całego układu. Osobiście nic do was nie mam, ale taką decyzję podjęliśmy i będziemy kontynuować
Jeśli porozumienia nie uda się osiągnąć, niewątpliwie wpłynie to na przebieg Wimbledonu. Tenisiści i tenisistki pozostają w tej kwestii nieugięci - nie zamierzają godzić się na półśrodki.









