Iga Świątek od Wimbledonu rozpoczęła ten czas w sezonie, gdy niewiele może stracić, a bardzo wiele zyskać. Wygrana w turnieju na kortach trawiastych w Londynie sprawiła, że sytuacja w rankingu WTA stała się bardzo ciekawa. Strata naszej gwiazdy wciąż na oko wydaje się bardzo duża, ale gdy zagłębimy się w szczegóły, to sytuacja Polki wydaje się bardzo dobra do ataku.
Burza po słowach wielkiej mistrzyni szlema. Świątek w centrum wydarzeń
Pierwszą szansę nasza gwiazda niestety zmarnowała. W turnieju WTA 1000 w Montrealu nie grała Aryna Sabalenka, ale Świątek pożegnała się z walką o tytuł w Kanadzie dość szybko. Już w czwartej rundzie raszynianka musiała uznać wyższość Dunki Clary Tauson, co sprawia, że uciekło jej trochę możliwych punktów do zdobycia, ale przede wszystkim oczywiście nowe trofeum.
Znamy drabinkę Świątek w Cincinnati. Wszystko jasne
Kolejną okazją na powiększenie swojej gabloty Świątek dostanie podczas turnieju WTA 1000 w Cincinnati, który jednocześnie będzie także ostatnim testem przed US Open. Korty w USA również jak na razie nie należały do ulubionych dla naszej gwiazdy, ale być może pod wodzą Wima Fissette'a uda się ten stan rzeczy zmienić. Znamy już potencjalną drogę do wygranej w turnieju.
Iga zmagania w Cincinnati rozpocznie od 2. rundy od spotkania z Anastazją Potapową, lub kwalifikantką. Magdalena Fręch natomiast rozpoczęłaby wod meczu z Donną Vekić albo z Soraną Cirsteą. Magda Linette w 2. rundzie zagrałaby z Caroline Dolehide albo z Rebeccą Sramkovą.
W przypadku wygranej w kolejnej rundzie może zmierzyć się z Martą Kostiuk, a dwa zwycięstwa mogą sprawić, że będzie musiała zmierzyć się z Dianą Sznajder. W ćwierćfinale w gronie jej potencjalnych rywalek znalazły się m.in. Amanda Anisimova i Jekaterina Aleksandrowa.
Najpierw Iga Świątek, teraz mistrzyni Australian Open. Wiktorowski już zaciera ręce
Po stronie drabinki Polki znalazła się także Aryna Sabalenka. Potencjalny pojedynek z liderką rankingu WTA mógłby nastąpić w półfinale WTA Cincinnati. Na szczęście dla Igi po drugiej stronie drabinki znalazła się jej największa zmora - Jelena Ostapenko. Z Łotyszką Świątek mogłaby się zmierzyć dopiero w finale.













