Reklama

Reklama

Roland Garros. Trener kadry Polski juniorek: Iga miała problem, by uwierzyć w siebie

Iga zawsze była taką towarzyską indywidualistką. Dobrze się czuła zarówno w drużynie, jak i swoim świecie książek i muzyki. Nigdy nie miałem z nią problemów wychowawczych. Tylko czysto sportowe – o tym jak Iga Świątek stawała się tenisistką opowiada Mikołaj Weymann, wieloletni trener kadry Polski juniorek w tenisie. Dziś o 15 finał Rolanda Garrosa pomiędzy Polką a Sofią Kenin.

Olgierd Kwiatkowski, Interia: Od wielu lat jest pan trenerem kadry narodowej dziewcząt. Pracował pan też w reprezentacji z Igą Świątek. Kiedy miał pan okazję po raz pierwszy zobaczyć na korcie Igę?

Reklama

Mikołaj Weymann, trener kadry narodowej Polski juniorek: Iga dość szybko dała znać o sobie i swoim talencie. Od razu znalazła się w kręgu zainteresowania trenerów kadry. Ja pierwszy raz na korcie zobaczyłem ją w wieku 13 lat. Był to finał singla turnieju Tennis Europe U-16 w Zabrzu. Jej przeciwniczką była również bardzo utalentowana - o rok starsza - zawodniczka Wiktoria Rutkowska. To był bardzo emocjonujący mecz. Iga wygrała.

Czym wyróżniała się na tle rówieśniczek?

- Doskonale wykorzystywała geometrię kortu, potrafiła grać szybkie, pewne i głębokie kierunki, jak również w idealnych momentach potrafiła zagrać skrót. Jednak najważniejsze były jej emocje, które nakręcały ją do walki, odważnych zagrań i ciężkiej pracy na korcie. Kiedy razem jeździliśmy na turnieje, miała czasami problem z ich kontrolowaniem. Dziś widać, że wraz ze swoim sztabem wykonała ogromną pracę. Jest bardzo opanowana, wyważona i dojrzała.

Kiedy Iga była w kadrze pod pana opieką, reprezentacja Polski dziewcząt odniosła jeden z największych sukcesów w historii w tej kategorii wiekowej. W 2016 roku wygrała Fed Cup Junior, nazywane nieoficjalnymi drużynowymi mistrzostwami świata. Przedtem tylko raz Polska triumfowała w tych zawodach, za czasów sióstr Radwańskich. Jak to zwycięstwo wpłynęło na karierę Igi?

- Finały Fed Cup Juniors były pod wieloma względami wyjątkowe. Iga miała wtedy lekki problem z tym, by uwierzyć we własne możliwości, szczególnie w starciach z uznanymi rywalkami - zawodniczkami ze ścisłej światowej czołówki w jej kategorii wiekowej. To są dziś bardzo znane zawodniczki: Bianca Andreescu, która wygrała US Open w ubiegłym roku, Amanada Anisimowa - półfinalistka ubiegłorocznego Roland Garrosa, mniej utytułowane, ale znane w tenisowym świecie Anastazja Potapowa i Olga Danilović. Iga nie odstawała od nich na krok pod względem umiejętności taktyczno-technicznych, czy cech motorycznych. Ale, jeśli z nimi przegrywała, to mentalnie.

- Byliśmy wtedy na piątej pozycji w rankingu drużynowym. Dolosowano nas do grupy z Kanadą. Na pierwszej rakiecie (jako najsilniejsza zawodniczka w zespole - przyp. OK) grała Andreescu. W tym meczu Iga się w końcu przełamała.  Wcześniej swój mecz wygrała Maja Chwalińska. Wygrywaliśmy już po singlach. Dziewczyny nabrały pewności siebie. W półfinale ograły Rosję z Potapową w składzie. Zrewanżowały się za porażkę w finale mistrzostw Europy. O złoto zagrały z USA, gdzie liderką była Anisimova. Ta impreza i te zwycięstwa dały Idze ogromną pewność siebie. Pojechała zaraz potem do Szwecji zagrać pierwsze zawodowe turnieje w karierze i od razu wygrała.

Tenis jest grą indywidualną, ale Iga sprawdza się i w drużynie i w deblu, w którym doszła teraz do półfinału Rolanda Garrosa.

- Iga zawsze była taką towarzyską indywidualistką. Dobrze się czuła zarówno w drużynie, jak i swoim świecie książek i muzyki. Nigdy nie miałem z nią problemów wychowawczych. Tylko czysto sportowe. A to zupełnie normalne.

 Jak pan widzi finał Świątek - Kenin?

 - "Na papierze" jest faworytką, ale nic więcej nie powiem, żeby nie zapeszać. Tenisiści są przecież bardzo przesądni.

 A kariera po Rolandzie? Stać ją będzie, by potwierdzić obecną pozycję?

- Jak jej zdrowie pozwoli, to nie ma ograniczeń. Może w tenisie zdobyć wszystko. Dla niej, w tej dyscyplinie sportu tylko "sky is the limit".

 Myśli pan, że ten sukces będzie miał pozytywne przełożenie na polski tenis?

Zawsze takie sukcesy są kołem zamachowym. Dzieci i ich rodzice chcą iść w ślady najlepszych. Pewnie teraz też tak będzie.

Rozmawiał Olgierd Kwiatkowski

Dowiedz się więcej na temat: Iga Świątek | Mikołaj Weymann | tenis | roland garros

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama