Reklama

Reklama

Roland Garros. Olejniczak: Iga pewnie by chciała, by za rok znów grać jesienią

Dawid Olejniczak opowiedział, co jego zdaniem złożyło się na triumf Igi Świątek w wielkoszlemowym French Open i jak wykorzystała zaistniałe okoliczności. "Pewnie by chciała, by za rok turniej ponownie był jesienią" - zaznaczył były trener tej tenisistki.

Trenerska intuicja podpowiadała panu przed tegorocznym French Open, że to może być turniej Igi Świątek?

Reklama

Dawid Olejniczak: Nie, nie podpowiadała, bo akurat oglądałem cały jej mecz w 1. rundzie w Rzymie z Arantxą Rus. I co tu dużo mówić, nie wyglądała w trakcie tamtego spotkania dobrze. Nie będę więc tutaj udawał, że wiedziałem, iż akurat na kortach im. Roland Garrosa się odbije. Nieplanowane sukcesy smakują jeszcze lepiej niż te spodziewane.

Nie obawiał się pan, że występ w deblu w Paryżu - a zwłaszcza dwuipółgodzinny półfinał - może się zemścić w finale singla?

- Nie, bo dzięki grze podwójnej nie miała czasu na myślenie o tym, co ją czeka w singlu, zwłaszcza przed finałem. Moim zdaniem debel jej bardzo pomógł, bo w rywalizacji indywidualnej miała krótkie mecze. Co innego gdyby miała trzy czy cztery trzygodzinne pojedynki w singlu za sobą, wtedy by przeszkadzał. Tak naprawdę debla miała zamiast treningu.

Czy w sobotnim spotkaniu o tytuł dostrzegł pan u byłej podopiecznej coś nowego w porównaniu z wcześniejszymi meczami?

- Było trochę bardziej nerwowo. Ale poza tym grała tak jak wcześniej - na własnych warunkach. Patrząc na siebie, a nie na to, co się dzieje po drugiej stronie kortu.

Amerykanka Sofia Kenin miała wtedy nie tylko problem z przeciwstawieniem się Polce, ale i z własnym udem...

- Do końca nie wiemy, jak poważne to było. Fakt, miała zabandażowane udo. Na pewno jej to nie pomagało, ale o kwestiach zdrowotnych w tenisie wiedzą tylko najbliżsi. My możemy tylko domniemywać co to dokładnie było i na ile miało wpływ na jej występ.

W tej edycji French Open nie brakowało niespodzianek. Zwracano uwagę, że mogło to mieć związek m.in. z warunkami, w jakich rywalizowano.

- Kort ziemny inaczej wygląda na przełomie maja i czerwca niż w okresie wrzesień/październik, kiedy jest zimno. Nawierzchnia zupełnie inaczej zachowuje się, gdy w nocy jest 6 stopni Celsjusza, a inaczej przy 20 st. Zmieniono też piłki, na które wiele osób - z Rafaelem Nadalem na czele - narzekało. Mówiono, że są ciężkie i mogą powodować kontuzje. Ale, jak widać, Idze takie warunki jak najbardziej pasowały i myślę, że ona by chciała, by w przyszłym roku turniej ponownie był jesienią, ale pewnie wtedy odbędzie się już w tradycyjnym terminie.

Można powiedzieć, że 19-letnia Polka wykorzystała w pełni zaistniałe okoliczności?

- Iga w 100 procentach wykorzystała sytuację. To, że nie było w obsadzie Ashleigh Barty czy Naomi Osaki to jest problem tych dziewczyn. Mogły grać, a nie grały. Warunki, kort, piłki były takie same dla wszystkich. Wiadomo, jednemu mniej lub bardziej przeszkadza gra przy mocnym wietrze, ale ogólnie warunki są takie same. Iga była najlepszą bez dwóch zdań zawodniczką tego turnieju. Nie miała w żadnym meczu takiej zapaści, by rywalka dominowała nad nią. Dla mnie ocena jest prosta - wygrała zdecydowanie najlepsza tenisistka ostatnich dwóch tygodni.

Jaka była, gdy pan z nią pracował?

- Gdy miała 12, 13 lat, widać było, że ma olbrzymi potencjał i jest motorycznie przygotowana do uprawiania sportu. Ogólnie - bo myślę, że gdybyśmy jej kazali grać w siatkówkę, koszykówkę czy piłkę nożną, też by sobie poradziła. Kwestia jest taka, że w okresie od 12. roku życia aż do teraz, czyli gdy ma 19 lat, w rozwoju zawodniczki wszystko się może wydarzyć. Bo mogą być problemy zdrowotne, brak ambicji czy inne rzeczy, które zupełnie nie pomagają. U Igi był olbrzymi udział taty, który zawsze ją stopował, kiedy za bardzo hulała, tzn. była za bardzo pewna siebie. Czasami trzeba było ją "szturchnąć" i on to robił. Warto przy tej okazji wspomnieć o Tomaszu Świątku, bo on jest architektem tego sukcesu.

Obecnie, słuchając wypowiedzi tej młodej tenisistki, wydaje się, że jest pokorna i twardo stąpa po ziemi. Kiedyś było inaczej?

- To nie tak, że była, że tak powiem, niewychowana. Zawsze była uczynna, skromna, ogólnie dobra. Ale wiadomo jak jest - czasem ludzie potrafią odlecieć. Szczególnie w wieku nastu lat, u niektórych to się zdarza później. Na taki sukces muszą się złożyć trzy elementy. Po pierwsze - nieprawdopodobny talent, bo moim zdaniem Iga to wielki talent. Z wielką łatwością przyswaja nowe rzeczy. Jedną rzecz opanuje na jednym treningu, a inna zawodniczka potrzebowałaby np. dwudziestu. Czasami tak bywa. Po drugie - inteligencja. To dziewczyna, która dobrze się uczy, ma inne perspektywy poza tenisem. To też jest ważne. I po trzecie - otoczenie, które się uzupełniało. Trener Piotr Sierzputowski też zrobił dobrą robotę. To trzeba podkreślić, bo wbrew pozorom wcale nie jest łatwo być trenerem aż tak utalentowanej zawodniczki.

Ile w sukcesie Świątek zasługi wspomnianego talentu, a ile pracy?

- Zawsze powtarzam, że w tenisie talent jest ważny, ale najważniejsza jest ciężka i żmudna praca. Nie będę rzucał tu procentami, ale u Igi to wszystko się dobrze zgrało, czego efektem dzisiaj się cieszymy.

Jej szkoleniowiec przyznał, że treningi ją nudzą...

- To też pokazuje jej charakter i skalę talentu. Bo zazwyczaj jest tak, że sportowcy różnie podchodzą do codziennej pracy, zwłaszcza u nas w Polsce. Ja na treningach przegrywałem praktycznie z większością kolegów z klubu, ale jak przyszło do meczu, to wiedzieli, że zostają im tylko zwycięstwa ze sparingów. Więc przynajmniej to mam wspólne z Igą.

Czy nastolatka z Raszyna jest uparta?

- Na pewno ma swój charakterek. Ale bez charakteru nic się nie osiągnie. Nie znam sportowca, który by coś osiągnął, będąc taką ciepłą kluchą.

Sądzi pan, że po triumfie we French Open Iga zanotuje kolejne podobne wyniki?

- Nie powinno to być jednostkowe. Wszyscy tutaj - jako ludzie blisko tenisa, na czele z teamem i bliskimi - zadbamy, by jej woda sodowa nie uderzyła do głowy i by to był pierwszy sukces z wielu.

Myśli pan, że Świątek będzie w stanie wygrywać turnieje także na innych nawierzchniach niż ziemna?

- Myślę, że na kortach twardych też. Sądzę również, że jak wyjdzie na trawę, to nie będzie mówiła, iż jest ona po to, by pasły się na niej krowy, tylko będzie grała najlepiej jak potrafi.

Rozmawiała: Agnieszka Niedziałek 

Dowiedz się więcej na temat: Iga Świątek | roland garros | dawid olejniczak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje