"Przepraszam za szczerość". Iga Świątek wypaliła po starciu z Rosjanką
Ciekawie i niesztampowo rozmawiała Iga Świątek z dziennikarzami, spragnionymi przeróżnych opinii z ust czołowej tenisistki świata. Jesteśmy wprawdzie dopiero po pierwszym meczu Polki, ale Wimbledon zaczął się tak nieprzewidywalnie, że nawet nasza gwiazda musiała odnaleźć się w niespotykanych dotąd w Londynie warunkach. Nikogo nie ganiła też za doping w meczu z Poliną Kudiermietową, ale odpowiedziała tak, że na końcu aż sama się zdyscyplinowała.

Dla Igi Świątek to było bardzo - sięgnijmy po jedno z jej ulubionych słów - solidne wejście w wielkoszlemowy turniej, na którym w seniorskim tourze jeszcze nigdy nie poczuła się, jak ryba w wodzie. A sam mecz był metodycznym rozbrajaniem przeciwniczki, która w pierwszym secie bardzo ryzykowała i to przynosiło skutek.
Iga Świątek w "kurorcie". Polka: Poczułam się niekomfortowo
A Iga po prostu się rozkręcała. Jakby to powiedział każdy kibic żużla, "wpasowywała się w nawierzchnię", a gdy już znalazła "odpowiednie ustawienia", oglądaliśmy pojedynek na miarę zestawienia 4. rakiety świata z zajmującą 64. pozycję Poliną Kudiermietową.
Świątek miała za sobą świetny turniej w Bad Homburgu, w którym doszła do upragnionego finału. Była wielce zasmucona, że wciąż musi czekać na finałowy triumf, ale co ma powiedzieć Jessica Pegula, która w Niemczech ograła Polkę, a teraz sensacyjnie jest już za burtą Wimbledonu? Jednym z powodów, na który zwracała uwagę też Amerykanka, jest w ogóle problem krótkiego sezonu z grą na trawie. A do tego dochodzi fakt, że jest to naturalna nawierzchnia, zatem nie ma cudów, by warunki były idealne 1:1. Ba, przecież nawet trawa na kortach treningowych Aorangi przy Church Road różni się od tej z poszczególnych kortów. I nad tym aspektem pochyliła się Świątek.
- Szczerze mówiąc wydawało mi się, że jest wolniej. W Bad Homburgu każdego dnia było trochę szybciej, ponieważ na korcie było mniej trawy, jako że coraz bardziej niszczała. Tu czułam, że jest wolniej i trochę bardziej ślisko również z powodu upału. Jednak zakładam, że w kolejnych dniach piłka będzie odbijała się inaczej. Ze względu na zmianę pogody i wszystko inne, będziemy musieli każdego dnia dostosowywać się do nieco innych warunków. Trawa to, jak gdyby, żywa powierzchnia, więc samo to powoduje, że trochę się zmienia. Szczerze mówiąc, staram się jeszcze całościowo nie oceniać. Zobaczymy, jak sprawy potoczą się w ciągu najbliższych dni - odparła Świątek.
Upał w Londynie już przeszedł do historii, ale poniedziałek i wtorek potężnie dały się we znaki. Słupki rtęci w cieniu przekraczały 30 stopni Celsjusza, a w pełnym słońcu mieliśmy warunki, których nie powstydziłby się żaden kurort świata. Okazało się, że topili się nie tylko goście hotelu, w którym zatrzymał się dziennikarz Interii, ale sytuacja "złapała" także wybierającą najlepsze miejsca pobytowe gwiazdę tenisa.
- W większości domów tutaj nie ma klimatyzacji. To jest właśnie to - roześmiała się Iga. - Nie są przygotowani na taki upał. I szczerze mówiąc to był ten element, który sprawił, że poczułam się niekomfortowo. Co innego przebywanie na korcie i granie w upale, z czym nieraz mamy do czynienia w tourze, to nic nowego. Ale ledwo dałam radę normalnie spać z powodu braku klimatyzacji. Z drugiej strony, jeśli otworzysz okno o 5 rano, słońce będzie ci świecić w twarz. Wymagało to sporo logistyki. Upał jednak już się kończy, więc przetrwałam. Teraz trzeba będzie dostosowywać się do innych warunków - podsumowała ten wątek Iga.
Iga Świątek co w sercu, to na języku. "Prawdopodobnie blokuję"
Świątek i Kudiermietowa mogły liczyć na gorący doping. Kulturalny i z poszanowaniem reguł, ale momentami było głośniej, o co zadbał między innymi słynny były dziennikarz radiowy Tomasz Zimoch, który przybył na Wimbledon z żoną Agnieszką. I poczuł jego pełną specyfikę, bowiem zdecydowali się skorzystać z pola namiotowego, co daje w zasadzie gwarancję załapania się do grona osób, pewnych możliwości zakupienia biletów. Te, w określonej puli, pojawiają się do nabycia każdego dnia turnieju.
"Iga, jak bardzo podczas meczu słuchasz tłumu? Czy starasz się ich 'blokować', czy wykorzystywać na swoją korzyść?" - padło pytanie. A Iga poczuła się tak swobodnie, że odpowiedziała bez żadnej PR-owej sztampy.
- To zależy, bo czasami, gdy potrzebuję energii, to moim zdaniem publiczność może mi ją dać. Ale czasami, gdy ludzie mówią do mnie lub udzielają mi wskazówek, prawdopodobnie ich blokuję. Przepraszam za szczerość - mówiąc to, wymownie się uśmiechnęła.
W czwartek przeciwniczką Polki w 2. rundzie Wimbledonu będzie Amerykanka Caty McNally, lubiąca tę nawierzchnię. Iga zdaje sobie sprawę, że mimo niskiego rankingu przeciwniczki, czeka ją zapewne wymagająca batalia.
Artur Gac, Wimbledon







![Pewne zwycięstwo Amerykanów w Lidze Narodów. Rywale bezradni [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N22BOBNDWFG1P-C401.webp)




![To on błysnął w meczu Polaków. Tak punktował Bartłomiej Bołądź [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N21UMBN9D25NS-C401.webp)

