"Potwornie trudna sytuacja". Abramowicz potwierdza. Tuż po sukcesie Świątek
Od sobotniego popołudnia Iga Świątek może upajać się tytułem mistrzyni Wimbledonu. Na turniejowy triumf musiała czekać długich 13 miesięcy. W tym czasie zmagała się nie tylko z rywalkami na korcie. - Iga musiała sobie też radzić z tym, co niesie ze sobą opinia publiczna, odnaleźć się w potwornie trudnej sytuacji, która przytrafiła jej się na przełomie roku - przypomina psycholog Daria Abramowicz w rozmowie ze stacją Polskie Radio 24.

Kiedy w czerwcu 2024 roku Iga Świątek trzeci raz z rzędu wygrywała Roland Garros, nikomu nie przyszło do głowy, że na kolejny tytuł przyjdzie jej czekać do następnego lata. Po 13 miesiącach okazała się bezkonkurencyjna na Wimbledonie. W finale wprost rozniosła Amandę Anisimovą 6:0, 6:0. To pierwszy triumf Polki w najbardziej prestiżowym turnieju wielkoszlemowym.
Wcześniej przez wiele sezonów powtarzano jak mantrę, że nawierzchnia trawiasta jest jej przekleństwem. Wyjścia z impasu można się było zatem spodziewać wszędzie i w każdej chwili, ale akurat nie na tym etapie sezonu. Wiktorią na angielskiej ziemi Iga przełamała fatum.
Tomasz Świątek zwrócił się do córki. Ogromne wzruszenie, widzieli tylko nieliczni
Abramowicz o triumfie Świątek: Widzieliśmy zupełnie inną dziewczynę
- Iga musiała do tego dojrzeć, bo tej trawy się obawiała, ale w tym roku okazało się, że gdy po sezonie na kortach ziemnych Iga pojechała trenować na Majorkę, pojechała do Bad Homburg, to widzieliśmy zupełnie inną dziewczynę - tłumaczy w rozmowie ze stacją Polskie Radio 24 psycholog najlepszej polskiej tenisistki Daria Abramowicz.
Droga do Londynu zaczęła się jednak znacznie wcześniej i okazała się wyjątkowo wyboista. Świątek musiała pozostać niezłomna nie tylko na korcie. Największe niebezpieczeństwa czyhały na nią w zasadzie poza nim.
- Iga musiała sobie też radzić z tym, co niesie ze sobą opinia publiczna, odnaleźć się w potwornie trudnej sytuacji, która przytrafiła jej się na przełomie roku - zaznacza Abramowicz.
Tymi słowami pani psycholog nawiązuje zapewne do traumy, jaką dla Świątek była miesięczna dyskwalifikacja (upłynęła 4 grudnia). To pokłosie wykrycia w jej organizmie trimetazydyny, znajdującej się na liście substancji zakazanych. Przyjęła ją nieświadomie wraz z zanieczyszczonymi tabletkami zawierającymi melatoninę.
Bez wątpienia dla zawodniczki z Raszyna było to najtrudniejsze doświadczenie w dotychczasowej karierze. A jednocześnie - najpoważniejsze test na odporność psychiczną. Zaliczyła go pozytywnie.
W każdym tegorocznym turnieju wielkoszlemowym Świątek docierała przynajmniej do półfinału. Wysoką dyspozycję będzie chciała potwierdzić w nadchodzących miesiącach. Cel strategiczny pozostaje oczywisty - odzyskanie miana pierwszej rakiety świata, które należy obecnie do Aryny Sabalenki.













