- Iga Świątek gra najlepszy turniej w tym roku - mówi nam Adam Romer z Magazynu TenisKlub. - I nie chodzi wyłącznie o wyniki, ale o samą grę. Widać, że absolutnie jej forma rośnie. Jak się patrzyło na mecz z Eliną Switoliną, to od razu cisnął się na usta komentarz, że Iga grała tak, jak dwa, trzy lata temu, czyli wtedy, kiedy dominowała na kortach.
Ogłasza ws. Świątek
Jeśli część ekspertów ma jeszcze jakieś wątpliwości, jeśli chce się wstrzymać z ogłoszeniem wielkiego powrotu Świątek, to Romer mówi bez ogródek. - Tak, to już jest powrót - ogłasza i zwraca uwagę na to, jak Polka wyszła z opresji w dwóch z trzech ostatnich spotkań.
- Już w meczu z Kostiuk była w opałach. Tam przegrała pierwszego seta, ale to jej nie złamało. W kluczowych momentach grała najlepiej, jak mogła. Ze Switoliną było inaczej. Jasne, przegrała drugiego seta, ale ja bym o tym zapomniał. To była normalna meczowa sytuacja. Switolina siłą rzeczy musiała zacząć grać lepiej, a Iga musiała chwilę odpocząć. Przy 2:3 w trzecim secie wyszła jednak cała wartość Igi. Cztery gemy wygrane z rzędu w dobrym stylu. Powtórzyłbym słowa o dobrym graniu w kluczowych fragmentach spotkania.
Problem Igi Świątek tkwił w głowie
Romer w odróżnieniu od większości ekspertów nie mówi nic o tym, że Iga poprawiła pierwszy serwis, że nie robi już tylu niewymuszonych błędów. Zasadniczo zdaje się mówić, że problem Świątek tkwił w głowie. - Nie było tej pewności siebie. Teraz jest, a jak masz pewność uderzeń, to wszystko jakoś wychodzi, rośnie też twoja wiara w zwycięstwo. Ja naprawdę nie widzę jakiejś diametralnej zmiany w serwisie. On jest lepszy, bo wróciła pewność i tyle. Technicznie tam się nic nie zmieniło - analizuje Romer.
Nasz rozmówca zauważył jednak inne zmiany w grze. - Widziałem, że zaczęła grać dużo topspinu z forehandu i jest też w jej grze dużo większej rotacji. Tego nie mieliśmy wcześniej. Jednak to tyle. Resztę robi pewność siebie i mental, który rośnie dzięki kolejnym wygranym w turnieju.
Świątek wygrywa bez trenera
Ciekawe jest to, że Świątek wygrywa mimo absencji trenera Francisco Roiga. Tyle mówiło się o nowej miotle, o tym, że praca z Hiszpanem może wszystko zmienić na lepsze, a tymczasem w Toronto Roiga nie ma, a Świątek gra jak z nut. Żeby było śmieszniej, to telewizja przedstawia jako coacha Igi panią psycholog Darię Abramowicz, czyli osobę, która przecież zebrała ostatnio sporo negatywnych komentarzy.
- Za mało wiemy o tym, co dzieje się w środku, by mówić, że absencja Roiga lub obecność Abramowicz, działają na korzyść. Jedynie, co mogę potwierdzić, to jest to, że Iga wróciła w Toronto do dawnej, dobrej gry. I oby tak dalej. Jeszcze został finał z Rybakiną, który różnie może się potoczyć. Za Świątek przemawia to, że jest na fali i będzie miała kilka godzin odpoczynku więcej - kwituje Romer.












