Tomasz: Iga ją po prostu zmiażdżyła. Wzięła ją dwa razy "na rower", to jest niewiarygodne - nie mógł uwierzyć mieszkaniec Londynu, pochodzący z Rawicza.
Renata: Ona ją zwyczajnie złamała.
Iga Świątek jak jej idol, Rafa Nadal. Polacy zgłaszają pomysł
- Tak, złamała ją na samym początku, już w pierwszym gemie. Iga od razu poczuła krew i poszła za ciosem. Wyglądała tak, jakby dalej była w słuchawkach, słuchała sobie AC/DC i nic do niej nie dochodziło poza jej światem. Grała obłędny tenis - dodał Tomek.
I uzupełniali się jak dobre małżeństwo: - Trochę nie dowierzaliśmy, że coś takiego może się wydarzyć. Iga Świątek wygrała Wimbledon w takim stylu, że trudno to ogarnąć rozumem - wtrąciła Renata.
Czwórkę moich rozmówców spotkałem tuż przy korcie centralnym, gdzie w sobotnie późne popołudnie napisała się jedna z najbardziej niezwykłych historii w Wielkim Szlemie. A już na pewno w tym wimbledońskim, najstarszym na świecie. Teraz, drogi czytelniku, usiądź, bo możesz nie uwierzyć. Kort centralny istnieje od 1922 roku. Ostatni raz w finale kobiet w Londynie wynik 6:0, 6:0 padł w - uwaga - 1911 roku.
- No co ty? - zareagował Tomasz, a jego twarz wyglądała tak, jakby za chwilę trzeba było go cucić. Renata: - Nic dodać, nic ująć. 114 lat temu? To brzmi wręcz nierealnie.
Tomasz słusznie dodał, że ledwie 15 minut przed rozpoczęciem krótkiego finału Świątek, swój drugi wielkoszlemowy tytuł w rywalizacji juniorów w deblu wywalczył rzeszowianin Alan Ważny. I to na zacnej arenie, korcie numer jeden. - Absolutnie polski dzień w Londynie, mamy istne szaleństwo - promieniała Renata.
Zapytałem moich szacownych rozmówców, czy ich zdaniem, wszak mamy do czynienia z sześciokrotną triumfatorką Wielkich Szlemów, ojczyzna w jakiś sposób powinna już teraz uhonorować 24-latkę. Renata ekspresowo odpowiedziała: - Powołać szkółkę tenisową imienia Igi Świątek.
Tomasz podsunął też inne rozwiązanie: - Iga powinna otworzyć coś takiego, jak zrobił Rafa Nadal, czyli swoje szkoły tenisowe. On utworzył "Rafa Academy" w całej Europie i może Iga zrobiłaby coś takiego. I wtedy mógłbym do takiej szkoły zapisać swoją córkę. Zapytajcie ją o to na konferencji - mówił, a buzia 14-letniej Wiktorii aż rozpromieniała.
- Jestem pierwszy raz i czuję się bardzo zaskoczona, że finał mógł tak przebiegać - odparła, a rodzice dodali, że poprzez szkołę w Londynie, do której chodzi, chciała zostać ball girl, czyli dziewczynką od podawania piłek.
Renata wciąż nie mogła nachwalić się rodaczki: - Jest niesamowita. Skromna, pracowita i na takim poziomie sportowym. To, co wyprawia, tego nie da się opisać słowami.
"Popłakałem się jak dziecko". Tomasz nie krył wzruszenia
Serca rodaków po meczu skradła także Anisimova, która najpierw oddała wielkość Świątek, a potem mówiąc o swoim życiu prywatnym, zwłaszcza o mamie, w końcu przegrała z wewnętrznymi emocjami. Amerykanka miała bardzo ciężką przeprawę, straciła ojca.
- Ja normalnie popłakałem się jak dziecko. Tak łzy zaczęły mi spływać z oczu - na powrót wzruszył się Tomasz. I zadał pytanie, jak to możliwe, że ta sama Anisimova zagrała tak kapitalny mecz przeciwko Sabalence, ale szybko znalazł chyba najlepszą odpowiedź. - Zapłaciła cenę za mecz z Aryną, w nim się wypompowała. Tam dała z siebie wszystko - słusznie skonstatował.
Wiktorii tym razem nie udało się awansować do roli dziewczynki podającej piłki, ale będzie czerpała przykład z Igi Świątek, która z pozycji idolki pokazuje ogromną determinację. Niestrudzenie walczyła ponad rok, mimo dużym kłopotów, aż w końcu odniosła kolejne turniejowe zwycięstwo.
- Takie przykłady dają motywację, więc może za rok się uda i będzie podawać Idze piłki - z wiarą odparł Tomasz.
Myślicie pewnie, że cała czwórka zapłaciła krocie za bilety, ponad 300 funtów za jeden, jak wynikałoby z wcześniejszych stawek. Nic bardziej błędnego. - Stanęliśmy sobie dzisiaj w kolejce, poszło szybko i biletów mieliśmy po 20 funtów - triumfowali, czując się podwójnymi zwycięzcami.
Artur Gac, Wimbledon
















