Pogromczyni Świątek już za burtą turnieju. Od razu nawiązała do meczu z Polką
- Jest mnóstwo pozytywów. Myślę, że jednym z nich jest to, jak poradziłam sobie z presją - powiedziała Alexandra Eala, która najpierw sprawiła ogromną niespodziankę, wyrzucając z turnieju obrończynię tytułu Igę Świątek, a już w następnym meczu znalazła pogromczynię w osobie Jasmine Paolini, finalistki Wimbledonu z 2024 roku. Tenisistka z Filipin i tak zdążyła rozkochać w sobie wielu rodaków, a po spotkaniu obszernie nawiązała do przeprawy z polską zawodniczką.

- To był naprawdę trudny mecz. Uważam, że Jasmine zagrała świetnie. Dałam z siebie wszystko. Zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, więc jestem z tego dumna. Muszę być dumna z tego, co osiągnęłam w tym tygodniu. Wyjeżdżam stąd z pozytywnymi odczuciami - mówiła Alexandra Eala, której towarzyszyły słodko-gorzkie emocji.
Alexandra Eala wydrenowana meczem ze Świątek? Jest odpowiedź
Z jednej strony napisała kapitalną historię, zostając w wieku 21 lat pierwszą Filipinką, która awansowała do czwartej rundy turnieju wielkoszlemowego. Pierwszą ćwierćfinalistką na razie jednak nie została.
Trzeba oddać Paolini, że kiedy już łapie formę na wimbledońskiej trawie, jest jedną z faworytek całego turnieju. Tak było w jej najlepszym sezonie 2024, gdy była finalistką w Londynie, a także w Paryżu, a teraz wiele wskazuje na to, że ponownie może zrobić furorę w stolicy Wielkiej Brytanii.
Dla Eali to było trudne doświadczenie, bo w teorii nic lepiej nie może napędzić do sprawienia jeszcze większej sensacji w turnieju, niż wyrzucenie z niego jeszcze wciąż aktualną mistrzynię, sześciokrotną triumfatorkę Wielkich Szlemów. W konfrontacji z Włoszką nie była w stanie jednak przeciągnąć wyniku na swoją stronę, choć mecz był pasjonującym widowiskiem. Mająca polskie korzenie tenisistka wygrała 6:4, 4:6, 6:3.
Eala została skonfrontowana z faktem, że przeciwko Świątek zagrała bardzo dobrze. A w związku z czym czego zabrakło, by również na tym poziomie poprowadzić pojedynek z Paolini.
- Oczywiście są rzeczy, które wolałabym zrobić inaczej. Ale ostatecznie myślę, że taki właśnie jest tenis. To właśnie jest piękne w tenisie, każdy mecz jest na swój sposób inny. Ciągle szukasz rozwiązań, a rywalka nieustannie próbuje sprawić, byś czuła się niekomfortowo. Myślę, że Jasmine świetnie się z tego wywiązała. Grała bardzo odważnie, mocno uderzając piłkę - tłumaczyła Eala.
Filipinka bardzo drobiazgowo rozłożyła spotkanie na czynniki pierwsze: - W pewnych momentach meczu zdecydowanie czułam się przez to niepewnie. Mój serwis nie był dziś tak dobry jak w innych spotkaniach, ale takie dni się zdarzają. Każdemu przytrafiają się momenty, w których nie gra swojego najlepszego tenisa. Rozumiem, że to część tej pracy. Nie oczekuję, że każdego dnia będę prezentować życiową formę. Mimo to jestem naprawdę dumna z tego, jak poradziłam sobie z sytuacją. Muszę po prostu iść dalej i kontynuować swój rozwój - zapowiedziała.
Dramat w meczu Hurkacza z Niemcem. Polak ujawnia, do czego doszło
Zapytano ją o jeszcze jeden ważny aspekt, mianowicie nagromadzenie gigantycznych emocji, związanych z meczem ze Świątek, która wciąż ma status gwiazdy w zawodowym tourze. To także był test prawdy dla młodej zawodniczki. Czy w związku z tym zapłaciła cenę za te doznania? Czy w ciągu ostatnich 48 godzin trudno jej było wyciszyć wszystkie emocje?
- Owszem, musiałam zapanować nad emocjami. Uważam, że piękno tego sportu polega właśnie na tym, że można dać upust emocjom w odpowiednim momencie, gdy się je odczuwa. To również część profesjonalizmu. To nie pierwszy raz, kiedy odniosłam wielkie zwycięstwo, a potem musiałam grać kolejny mecz zaledwie dwa dni później. Myślę więc, że całkiem dobrze przygotowałam się do tego spotkania. Na wynik z Paolini złożyło się wiele różnych czynników. Uważam, że pod tym względem poradziłam sobie dobrze. Dzień wcześniej byłam w pełni skupiona na przygotowaniach. Teraz, gdy odpadłam już z turnieju i przetrawiłam porażkę, być może znów poczuję te emocje - zaakcentowała sympatyczna zawodniczka.
Z Wimbledonu - Artur Gac











