Wycofanie się Aryny Sabalenki z rywalizacji w WTA 1000 w Pekinie sprawiło, że przed Igą Świątek pojawiła się szansa zmniejszenia straty do Białorusinki w WTA Race do niespełna 600 punktów. A to klasyfikacja oddająca sytuację tylko w tym roku.
Wydawało się, że triumf liderki w US Open już praktycznie zapewnia jej miano najlepszej zawodniczki roku po raz drugi z rzędu, a tu przed Polką pojawiła się szansa odrobienia 3/4 z tych wszystkich strat. Warunki są dwa: najpierw cztery zwycięstwa i tytuł w Seulu, później sześć zwycięstw i tytuł w Pekinie.
Rzecz bardzo trudna, ale wcale nie niemożliwa.
W tenisie powrót na kortach po jakiejś przerwie często bywa niewiadomą, Magda Linette mówiła nawet, że "trzeba wtedy odrdzewieć". I ten pierwszy mecz bywa niewiadomą. Może i dotyczy to praktycznie wszystkich zawodniczek w tourze, ale Iga Świątek jest tu wyjątkiem. Nawet gdy wracała rok temu w Rijadzie po ponad dwóch miesiącach przerwy, to i tak zdołała ograć Barborę Krejcikovą. Mimo że też musiała szukać dyspozycji.
Tyle że Polka nie przegrała pierwszego meczu w turnieju mistrzowskim od ponad czterech lat - to absolutny rekord w tourze. I świadczy właśnie o tej umiejętności adaptacji Polki do nowych warunków.
WTA Seul. Iga Świątek kontra Sorana Cirstea. Stawką ćwierćfinał turnieju w Korei Południowej
Polka z Rumunką grały dotąd pięć razy, wszystkie te spotkania wygrała Iga. Cirstea triumfowała tylko w pierwszym secie ich inauguracyjnego starcia, ponad 3,5 roku temu w Melbourne, kolejnych 10 partii pewnie wygrywała już Polka. Jakiekolwiek inne rozstrzygnięcie niż 2:0 dla Polki byłoby tu zaskoczeniem.
Rumunka miała już w Seulu przetarcie, w środę bez najmniejszych problemów pokonała Anastazją Zacharową, Iga dopiero zaczynała zmagania. Nie było tego nie po niej widać, już pierwszy gem w tym spotkaniu był koncertem.

Cirstea wygrała losowanie, wybrała serwis, zagrała świetną pierwszą akcję, a później dominowała już Iga. Polka nie próbowała kończyć akcji jednym strzałem, cierpliwie rozrzucała 35-latkę z Târgoviște po bokach. Aż w końcu przyspieszała i kończyła.
A nawet jak Idze przytrafiały się słabsze początki gemów, to w większości przypadków szybko i tak wychodziła na swoje. Przełamała rywalkę raz, za chwilę drugi raz, odskoczyła na 3:0. A Cirstea miała już dwa wykorzystane challenge - nieskutecznie prosiła o sprawdzenie śladów piłki.
Polka miała więc już po kilku minutach rywalizacji sporą przewagę, ale to nie tak, że i jej wszystko wychodziło. Sama też została przełamana, w piątym gemie Cirstea zaś wyszła ze stanu 0-40, miała przewagę. Pomogła przy tym i Iga, marnując wcześniej dość łatwe zagranie forhendem. Ostatecznie jednak Polka podwyższył na 4:1, a Rumunka... straciła ostatni challenge. Przydałby się jej później, bezradnie tylko rozkładała ręce.

Świątek prowadziła już 5:1 i miała trzy piłki setowe, podawała wtedy Cirstea. Polka trochę sama przyczyniła się do tego, nieco obniżyła poziom gry. Zakończyła seta po szóstym setbolu i 49 minutach gry - triumfowała 6:3.
Iga Świątek na drodze do awansu w Seulu. Sorana Cirstea wciąż nie odpuszczała
Po tym pierwszym secie Rumunka została na korcie, Iga powędrowała do szatni, chciała się przebrać i odświeżyć. W stolicy Korei Południowej w czwartek przynajmniej nie padało, ale wciąż jest bardzo ciepło, a do tego - wilgotno.

Po wznowieniu gry Iga szybko odskoczyła na 2:0, miała też świetną sytuację w kolejnym gemie, a kończyć go musiała na przewagi, broniąc break pointa. Na szczęście dla siebie - udanie. Obie przeplatały udane akcje z niewymuszonymi błędami, ale ostatecznie górę i tak brały większe umiejętności Polki. Przy czym i tak trzeba docenić wolę walki 35-latki, jej ofensywne usposobienie. Aby zagrozić faworytce, musiałaby być jednak niemal bezbłędna. A nie była.
Iga, choć nie bez trudu, wygrała po 93 minutach 6:3, 6:2.
Rywalkę Polki w ćwierćfinale wyłoni zaplanowane jako ostatnie na korcie centralnym spotkanie Barbory Krejcikovej z Emmą Raducanu.










![O której gra Maja Chwalińska? Gdzie oglądać mecz ze Sznajder? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/000N6HTI8Q35FTTN-C401.webp)

