Oto co spotkało Igę Świątek w Madrycie. Polka sama ujawniła
Iga Świątek od kilku dni przebywa w stolicy Hiszpanii, gdzie walczyć będzie o końcowy triumf w turnieju Mutua Madrid Open. Jeszcze przed rozpoczęciem zmagań polska zawodniczka opowiedziała o dość nietypowej sytuacji, która przytrafiła jej się w jednej z madryckich restauracji. Tenisistka nie kryła zaskoczenia tym, jak została potraktowana przez pracowników lokalu.

Iga Świątek, jej sztab oraz fani z pewnością liczyli na lepsze rozpoczęcie sezonu na mączce w wykonaniu Polki. Po tym, jak rozstała się ona z Wimem Fissettem, w roli głównego szkoleniowca Raszynianki w Niemczech zadebiutował Francisco Roig. Niestety, po tak krótkim okresie współpracy trudno było oczekiwać wyraźnych efektów - Polka w 1/8 finału turnieju rangi WTA 500 w Stuttgarcie wygrała co prawda z Laurą Siegemund 6:2, 6:3, jednak w ćwierćfinale musiała uznać wyższość Mirry Andriejewej, przegrywając z Rosjanką 6:3, 4:6, 3:6.
Sześciokrotna mistrzyni wielkoszlemowa nie miała jednak zamiaru przejmować się nieudanym występem w Porsche Tennis Grand Prix i zaraz po eliminacji z tego turnieju przeniosła się do Hiszpanii, gdzie odbywa się turniej rangi WTA 1000 - Mutua Madrid Open.
Jeszcze przed rozpoczęciem zmagań była liderka światowego rankingu kobiecego tenisa zdecydowała się zwiedzić... lokalne restauracje. W jednej w nich przytrafiła jej się dość ciekawa sytuacja. O kulisach nasza reprezentantka opowiedziała za pośrednictwem mediów społecznościowych.
Zaskoczyli Igę Świątek w Madrycie. Musiała się tłumaczyć
Na oficjalnym profilu turnieju w Madrycie pojawiło się nagranie z udziałem Igi Świątek. Organizatorzy Mutua Madrid Open chcieli wiedzieć, na jakim poziomie jest Iga Świątek, jeśli chodzi o znajomość języka hiszpańskiego. zawodniczka przyznała, że języka hiszpańskiego uczyła się w szkole i teoretycznie nie powinna mieć problemów z komunikowaniem się. Dodała, że obecny trener Francisco Roig bardzo ją motywuje do tego, aby przykładała się do nauki.
Na ciekawe wyznanie Polka zdecydowała się chwilę później. Ujawniła bowiem, że tuż po przyjeździe do Madrytu udała się do jednej z lokalnych restauracji i zdołała nawet zamówić danie w języku hiszpańskim. Jak wyznała, poszło jej na tyle dobrze, że pracownicy lokalu uznali, iż sportsmenka biegle posługuje się tym hiszpańskim i właśnie w tym języku zaczęli się z nią komunikować, co mocno ją zaskoczyło.
"Wczoraj zamówiłam jedzenie po hiszpańsku i nagle ludzie zaczęli mówić do mnie w tym języku. Byłam jak: "Przepraszam, ale umiem powiedzieć po hiszpańsku tylko "dos bocadillos" (dwie kanapki - przyp. red.) i to by było na tyle" - wyznała Świątek.











