Iga Świątek okazała się bezkonkurencyjna w zakończonym właśnie turnieju WTA 1000 w Toronto. W finale pokonała Jelenę Rybakinę 6:2, 6:3. W imprezie oddała rywalkom w sumie ledwie dwa sety.
Polka przystępowała do gry jako ósma rakieta świata. Już przed bezpośrednim starciem o tytuł było wiadomo, że awansuje co najmniej o jedną pozycję w rankingu WTA. Triumf pozwolił jej wskoczyć od razu na 5. pozycję.
Świątek z tytułem w Toronto, po chwili takie słowa Celta. Wypalił bez wahania
Iga Świątek w TOP 5 rankingu WTA. Toronto wielkim przełomem? Pierwszy tytuł Polki w tym sezonie
Świątek sięgnęła po 26. trofeum w głównym cyklu WTA w momencie, gdy większość obserwatorów straciła wiarę w jej szybki renesans. To jej pierwszy tytuł w tym sezonie. I zarazem premierowy po podjęciu współpracy z trenerem Francisco Roigiem.
Na piątej lokacie w światowym rankingu po raz ostatni notowana była 29 czerwca. Po porażce w 1/8 finału Wimbledonu z Alexandrą Ealą spadła o trzy pozycje. Po 46 dniach wraca na miejsce, które zajmowała przed londyńskim turniejem.
Dzięki tytułowi z Toronto Raszynianka awansowała także w zestawieniu WTA Race. W tej chwili jest tutaj 10. Tym samym wraca do rywalizacji o szósty z rzędu występ w WTA Finals.
Polka traci do ósmej Lindy Noskovej 730 pkt. Czeszka jako triumfatorka tegorocznego Wimbledonu udział w imprezie wieńczącej sezon ma praktycznie pewny. Bardziej interesuje nas zatem dystans, jaki Iga traci do siódmej Coco Gauff. Do odrobienia jest 920 pkt.
To strata, którą w najbliższych tygodniach będzie można skutecznie zniwelować. Okazji nie zabraknie: US Open (2000 pkt.), a do tego "tysięczniki" - w Cincinnati (turniej trwa), Pekinie i Wuhan.














