Nokaut na korcie. "Iga, jesteś legendą". I nagle wielka konsternacja
Iga Świątek przyciągnęła do Areny Gorzów tłumy kibiców, a później dała koncert w meczu, którego przegrać nie miała prawda. Jedyne pytanie tylko brzmiało, jak długo potrwa starcie drugiej rakiety świata z notowaną na 909. miejscu w rankingu WTA Elyse Tse z Nowej Zelandii. "Czasami dłużej trzeba gotować ziemniaki" - usłyszałem żart, komentujący ekspresowy przebieg pierwszego seta, który trwał ledwie 19 minut. W drugiej partii swój wielki moment miała Tse.

Turniej kwalifikacyjny Billie Jean King Cup w Arenie Gorzów, z pewnością nie odbiłby się takim echem, gdyby nie obecność w reprezentacji Polski sześciokrotnej triumfatorki turniejów Wielkiego Szlema. Gdy na kort jako pierwsza do singlowego boju wychodziła Katarzyna Kawa, trybuny już były szczelnie wypełnione, choć wielu kibiców utknęło w kolejce i spóźnili się na uroczyste rozpoczęcie. Czuć było jednak, że wszyscy tutaj oczekują na postać numer jeden, jedną z obecnie największych ambasadorek Polski na świecie.
Po meczu Kawy podopieczne kapitana Dawida Celta prowadziły w meczu 1:0 i było wiadomo, że Świątek zagra o postawienie kropki nad "i" przy końcowym rezultacie. Gdy raszynianka została zapowiedziana i wywołana na kort, przywitała ją burza braw i okrzyki rozentuzjazmowanych fanów.
Do pracy przystąpiła punktualnie o godzinie 17:26 i bardzo szybko dała do zrozumienia, że nie zamierza na korcie spędzić zbyt wiele czasu. Przebieg meczu z Tse był tak przewidywalny, że w pewnym momencie zaczęliśmy liczyć liczbę wymian w akcjach. I w ramach ciekawostki: w drugim gemie zawodniczki przeprowadziły akcję z dziesięcioma skutecznymi odbiciami, a nieoficjalny rekord padł w szóstym gemie, gdy kibice oglądali aż dwanaście wymian.
W pewnej chwili donośny, męski głos z trybun obwieścił: "pani Igo, jest pani legendą". I nie pozostawało nic innego, jak zgodzić się z tą oceną. - To dzieciaki od podawania piłek trenowały przez okrągły miesiąc, a Iga kończy partię szybciej, niż czasami wymaga tego ugotowanie ziemniaków - zażartował siedzący obok mnie mężczyzna. Doprecyzował, że 33-osobowa gromadka dzieci jest związana z Gorzowskim Centrum Tenisowym.
Drugi set również przebiegał według przewidywalnego scenariusza, aż do czwartego gema. W nim zupełnie niespodziewanie, skazywana na pożarcie Nowozelandka potrafiła wykorzystać swoje podanie i ekspresowy marsz Świątek na moment został przerwany. Tse uniosła ręce wysoko w takim geście, jakby właśnie odniosła życiowy sukces.
To był moment, gdy podrażniona Polka ostatecznie dopełniła dzieła. I stało się jasne, bez względu na wynik starcia deblowego, iż piątkowy mecz zakończy się triumfem naszej reprezentacji. 43 minuty - to była skrócona lekcja tenisa w wykonaniu Igi Świątek.
- Dziękuję, że wypełniliście całą halę, w takiej atmosferze naprawdę gra się wspaniale. Dla mnie to czysta przyjemność i cieszę się, że mogę tutaj zagrać, bo jest to wyjątkowe doświadczenie - przemówiła legenda tuż po spotkaniu, a kibice znów odpowiedzieli owacją na stojąco.
Z Gorzowa - Artur Gac












