Niezwykły prezent dla Igi Świątek. Dwie dziewczynki przywiozły "skarb". Gwiazda reaguje
Obrazki podczas trwającego turnieju Billie Jean King Cup jednoznacznie pokazują, jak niesamowity status osiągnęła Iga Świątek w wieku zaledwie 24 lat. Najmłodsi, kibice w średnim wieku i starsi pragną za wszelką cenę być współuczestnikami tenisowego dzieła, które od kilku lat wychodzi spod rąk artystki z Raszyna. Aleksandra i Blanka z Bolszewa zarwały noc, aby przed wielogodzinną podróżą przygotować skarb, który miały nadzieję przekazać swojej idolce. Cel zrealizowały, a ten dzień pozostanie jednym z ich niezapomnianych.

Trwający w Gorzowie Wielkopolskim turniej Billie Jean King Cup na każdym kroku przypomina, że Iga Świątek jest obecnie sportowcem i osobowością tej wielkości, iż ludzie w każdym wieku chcą mieć ten przywilej, aby z bliska móc rozkoszować się jej grą w tenisa.
Iga Świątek łączy pokolenia. Wypieszczona laurka z Boleszewa
- Skąd pan przyjechał? To wyobraża pan sobie, że Iga gra w pana mieście, a pan nie idzie zobaczyć jej występu? Mamy ogromne szczęście, że objawiła się zawodniczka tego pokroju. Klasa na korcie i poza nim - nie mógł się nachwalić czołowej tenisistki świata starszy mężczyzna, mieszkaniec Gorzowa, ubrany w biało-czerwoną koszulkę i okolicznościową czapeczkę, w narodowych barwach.
W piątek Iga Świątek spędziła na korcie 43 minuty, a później, już po meczu deblowym swoich koleżanek, zatraciła się w dalszym pozowania do zdjęć, krótkich rozmówcach z fanami i rozdawaniu autografów. To sprawiło, że w cierpliwość musieli uzbroić się dziennikarze, którzy dłużej musieli czekać, aż cała kadra przybędzie na obowiązkową konferencję.
- Wiedziałam, że jak zagram w Polsce, to kibiców będzie sporo. I zawsze staram się jak najlepiej ich zadowolić. Myślę, że dłużej podpisywałam niż grałam, ale tak miało być. Cieszę się, że ci kibice, którzy zostali na debla, jeszcze chcieli później autografy. To sprawia, że czuję wsparcie, więc fajnie, że czasami mogę mieć takie interakcje, bo nie każdy może jeździć na turnieje zagranicą - powiedziała Iga Świątek.
Gwiazda tenisa uszczęśliwiła między innymi dwie dziewczynki, Aleksandrę i Blankę, które przyjechały do Gorzowa z Boleszewa koło Wejherowa, w województwie pomorskim. Obie dzierżyły w dłoniach sporych rozmiarów piłki, na którym widniały podpisy.
- Ja mam Igi Świątek, a wszystkie inne autografy są od zawodniczek z Pucharu Davisa - mówiła Aleksandra, obracając piłkę w dłoniach.
- Ja też mam od Igi Świątek - weszła jej w słowo Blanka. - I od innej tenisistki, której jeszcze nie znam - dodała. Ustaliliśmy, że chodziło o Katarzynę Kawę.
Aleksandra: Autograf od Igi jest najważniejszy. Na żywo oglądamy ją pierwszy raz. Po prostu "wow", że zobaczyliśmy z trybun Igę Świątek. Nie mogłam się doczekać - promieniała dziewczynka.
Z kolei Blanka udzieliła oczywistej odpowiedzi, dlatego mecz Igi miał wiele ze sprintu: - Iga świetnie gra, dlatego szybko go wygrała.
Iga Świątek: Rozmowy z dziećmi są zawsze inspirujące
Dziewczynki przyjechały do Gorzowa Wielkopolskiego razem z jednym rodzicem, który z satysfakcją słuchał pełnej emocji relacji małych kibicek.
- Mogę dodać fakt, że jedna z dziewczynek wieczorem przygotowała laurkę dla Igi. Udało się tę laurkę przekazać, a Iga powiedziała "dziękuję". Myślę, że dziewczyny są zachwycone tą sytuacją, bo coś, co było robione wieczorem i kosztem mniejszej ilości snu, okazało się być wykonane nie na darmo. To super, wielka frajda - podkreślił.
Na laurce znalazły się zdjęcia Igi, serduszko, flaga Polski, rakieta i jej imię. - Z Bolszewa przyjechaliśmy tutaj w niecałe pięć godzin. Po obejrzeniu kawałeczka debla wracamy, ale było warto - dodał.
Dziewczynki także podkreśliły, że to najlepsza rzecz, jaka mogła je spotkać. I nie mogą się doczekać, by kolejna okazja pojawiła się jak najszybciej. - Jeśli jeszcze będzie okazja zobaczyć Igę w Polsce lub niedaleko poza granicą, to chyba również pojedziemy - zapewnili.
Zapytana przez Interię Iga Świątek o tę sytuację, a także o inne, które najbardziej zapadły jej w pamięci, wypowiedziała się bardzo pochlebnie o wszystkim, czego doświadczyła w bliskości z fanami.
Wszystkie interakcje były bardzo pozytywne. Te wszystkie rozmowy, które można odbyć z dziećmi, są zawsze dodatkowo inspirujące. Sama pamiętam, jak podawałam piłki na turnieju J&S Cup w Warszawie, gdy grała w nim Caro Wozniacka i dosłownie jej podawałam piłkę, co było dla mnie przeżyciem, że "wow". Więc wyobrażam sobie też ich perspektywę i co mogą czuć. Staram się zawsze poświęcić komuś chwilę uwagi mimo tego, że tych osób jest bardzo dużo. Tym razem miałam okazję pogadać o "Grze o tron", o Taylor Swift, więc ciekawie, ciekawie.
Z Gorzowa - Artur Gac














