Nagły telefon od przyjaciela Lewandowskiego, przekazał jedno. Świątek była w szoku
Był czerwiec 2022 roku, gdy ówczesna menadżerka Igi Świątek nagle i niespodziewanie otrzymała telefon od... przyjaciela Roberta Lewandowskiego. Tomasz Zawiślak miał do przekazania wówczas jedno. Potem spawy potoczyły się już szybko, a ich finałem było spotkanie tenisistki i piłkarza na trybunach po wygranym przez Polkę finale wielkoszlemowego turnieju Roland Garros 2022. Iga była w szoku.

Paulina Wójtowicz przez trzy lata, w okresie od 2019 do 2022 roku, pracowała dla Igi Świątek jako jej menadżerka. To na tamten czas przypadł moment wielkiego postępu w karierze polskiej tenisistki. Po raz pierwszy wygrała Wielkiego Szlema. Był to Roland Garros 2020. Później sukcesy przyszły lawinowo. W 2022 roku znów zwyciężyła w Paryżu, w tym samym roku zatriumfowała również w US Open. Sprawy nabrały rozpędu i ostatecznie Iga zdecydowała się rozstać z Wójtowicz, a zawodowe losy powierzyć międzynarodowej agencji marketingowej.
Dziś była współpracowniczka dzieli się wspomnieniami z pracy ze Świątek. "To projekt, którym będę się chwalić całe życie" - wyznaje w programie "Od kulis". I wraca pamięcią do jednego z momentów, który zaskoczył nie tylko ją, ale i samą Igę.
Wychodzą kulisy spotkania Świątek i Lewandowskiego. "Była naprawdę bardzo zaskoczona"
Był początek czerwca 2022 roku. Iga Świątek, po raz drugi w karierze, dotarła do finału French Open. Tam spotkała się z Coco Gauff i rozstrzygnęła losy meczu w dwóch setach. Wygrała 6:1, 6:3. Po wszystkim wbiegła na trybuny, by świętować ze sztabem szkoleniowym. I wtedy czekał na nią szok. W sektorze obecny był bowiem... Robert Lewandowski. Piłkarz pogratulował rodaczce triumfu, a zdjęcia z tamtej chwili lotem błyskawicy obiegły media.
Dziś Wójtowicz wspomina, jakie emocje towarzyszyły wszystkim w owym dniu. Mówi, jak historia w ogóle się zaczęła. "Zadzwonił do mnie Tomek Zawiślak [przyjaciel i współpracownik Roberta Lewandowskiego - przyp. red.] i powiedział, że Robert chciałby przyjść na mecz Igi. To była dla niej niespodzianka. Nie wiedziała, że on będzie. Była naprawdę bardzo zaskoczona" - objaśnia.
Skąd taka reakcja Igi? Okazuje się, że "Lewego" podziwiała już od lat. "Robert był dla Igi jednym z tych, którzy pokazali, że nawet pochodząc z kraju bez wielkiego zaplecza w danej dyscyplinie, można osiągnąć światowy poziom. Robert bez wątpienia ten poziom osiągnął i dlatego w tej relacji nigdy nie było miejsca na zazdrość czy rywalizację o to, kto ma lepsze kontrakty" - wyjaśnia Paulina Wójtowicz.
I sygnalizuje, że Igę Świątek od zawsze cechowało jedno. "Zawsze była bardzo skromna. Nie do końca zdawała sobie sprawę, jak dużą marką jest. Pamiętam sytuację, gdy powiedziałam jej, że na meczu był Bill Gates. Nie uwierzyła" - podsumowuje.













