Męczarnie Igi Świątek ze 148. rakietą świata. Szokujący początek, mnóstwo błędów, ale jest awans
Iga Świątek wróciła do rywalizacji w tourze 23 dni po odpadnięciu z US Open. Powrót nie poszedł jak z płatka. Polka w drugiej rundzie turnieju WTA 500 w Tokio miała problemy ze 148. w rankingu Mai Hontamą. Reprezentantka gospodarzy prowadziła w pierwszym secie 4:1, ale w decydujących momentach okazywała się słabsza od raszynianki, która wygrała 6:4, 7:5 i w ćwierćfinale zmierzy się z Weroniką Kudiermietową.

W pierwszych fragmentach meczu w grze Igi Świątek było widać pośpiech, zdecydowanie zbyt wczesne kończenie wymian. Polce przeszkadzała długość i parabola returnu Mai Hontamy, która także świetnie spisywała się w defensywie. W dodatku wiceliderka rankingu wyglądała słabo w grze przy siatce. Konsekwencją tych wszystkich elementów były przełamania dla Japonki w trzecim i piątym gemie (na 1:2 i 1:4). Po 28 minutach rywalizacji raszynianka miała aż 18 niewymuszonych błędów.
Od szóstego gema nieco się przebudziła. Po częściowym "odłamaniu" poszła za ciosem i na tablicy wyników za parę chwil było już 4:4. Hontama zaczęła się irytować, jej skromne warunki fizyczne zaczęły odgrywać coraz ważniejszą rolę (ma ona 164 centymetry wzrostu). Nie była w stanie przerwać zmiany strony dominującej w tym meczu i to Świątek ostatecznie zapisała seta na swoje konto. Polka nie zrobiła tego w najbardziej efektownym stylu, miała tylko 53 procent pierwszego podania, ale najważniejszą rzeczą jest wynik.
Iga Świątek - Mai Hontama. 41 niewymuszonych błędów wiceliderki rankingu WTA
Drugą partię czterokrotna zwyciężczyni turniejów wielkoszlemowych zaczęła źle, od utraty serwisu do 30, ale szybko się zrehabilitowała. W kolejnych dwóch gemach po stronie returnu wygrywała aż do 15. Po kilku kolejnych minutach miała komfort wyniku 5:1, co zwiastowało, że przed nielicznie zgromadzonymi kibicami na korcie centralnym w Tokio została tylko końcówka konfrontacji.
Nic bardziej mylnego. Dynamika meczu nagle się odmieniła, a 148. rakieta świata wróciła do dyspozycji z początku otwierającego seta i odrobiła stratę podwójnego breaka. Wkrótce na tablicy świetlnej pokazało się 5:5, a Polka nie wykorzystała dwóch meczboli po stronie returnu. W końcówce była już jednak dokładniejsza i przełamała rywalkę, wygrywając 7:5 i jednocześnie awansując do piątkowego ćwierćfinału, w którym zmierzy się z Weroniką Kudiermietową. Będzie w nim musiała podnieść poziom swojego tenisa. 41 niewymuszonych błędów przeciwko Rosjance zapewne nie uszłoby na sucho.
Środowym zwycięstwem poprawiła bilans meczów z kwalifikantkami na 22-2 (5-0 w tym roku). Była to też jej druga wiktoria w karierze na japońskiej ziemi - pierwszy raz miał miejsce na igrzyskach olimpijskich przed dwoma laty (przeciwko Monie Barthel).
Zobacz również:











