W pierwszej rundzie turnieju WTA 500 w Seulu Iga Świątek otrzymała wolny los. To oznaczało, że turniejowa "jedynka" rozpocznie zmagania od drugiego etapu. Tam trafiła na Soranę Cirsteaę, z którą do tej pory mierzyła się pięciokrotnie i za każdym razem opuszczała kort jako triumfatorka.
Szóste starcie Polka i Rumunka rozpoczęły około godz. 9:30 polskiego czasu. Mistrzyni Wimbledonu nie miała zbyt wielkich problemów ze zdobywaniem kolejnych gemów. W końcu na tablicy świetlnej widniał 5:1. W siódmym gemie pierwszej partii piłka była po stronie 35-latki.
Tego nikt się nie spodziewał. Komentatorzy aż jęknęli ze zdziwienia
W pewnym momencie Świątek prowadziła już 40:30, miała piłkę setową, jednak rywalka zdołała doprowadzić do równowagi. Po podaniu Sorana Cirsteay Polka odpowiedziała krosowym forhendem, na który Rumunka zareagowała zagraniem po linii.
Uderzona przez nią piłka wyraźnie zmierzała w kierunku autu, jednak po drodze zahaczyła o taśmę i... no właśnie. Trudno uwierzyć, co stało się później. Sędzia liniowy krzyknął "aut!", lecz bardzo prawdopodobne, że po zmianie trajektorii lotu piłka wylądowała w korcie.
Doskonale widziała to rumuńska zawodniczka, która poprosiła o sprawdzenie całej sytuacji. Problem w tym, że... nie miała już możliwości challenge'u. Kiedy zdała sobie z tego sprawę, stanęła jak wryta, dosłownie.
- Nie może tego sprawdzić Sorana Cirstea! Dawno nie mieliśmy takiej sytuacji - mówili komentatorzy Canal+Sport. Jedno jest pewne, nie dowiemy się już, czy sędzia faktycznie pospieszył się z wywołaniem piłki autowej.
Pierwszą odsłonę Rumunka przegrała 3:6. Spotkanie trwa nadal.














