Reklama

Reklama

Iga Świątek wróciła do Polski i zdążyła już posprzątać pół domu

- To był mój największy cel, żeby udowodnić stabilność, pokazać, że turniej wygrany przed dwoma laty nie był przypadkiem. Jestem więc dumna z siebie i swojego zespołu, tym bardziej, że ranking przerósł nasze oczekiwania - powiedziała Iga Świątek, która w sobotę po raz drugi zwyciężyła w wielkoszlemowym Rolandzie Garrosie.

We wtorek w Lublinie odbyła się konferencja prasowa, związana z programem Dobra Drużyna PZU, którego najlepsza tenisistka na świecie jest ambasadorką.

- Jest inspiracją dla młodych ludzi, pokazuje im, w jaki sposób można realizować cele - mówiła Beata Kozłowska-Chyła, prezes ubezpieczyciela, opowiadając o programie promującym aktywność fizyczną dzieci i młodzieży. W ramach trzyletniego programu PZU wspiera finansowo szkolne i inne amatorskie kluby i drużyny sportowe, szczególnie w mniejszych ośrodkach w ramach wyrównywania szans.

Uwaga wszystkich skierowana była jednak przede wszystkim na Świątek, bo to było jej pierwsze wystąpienie w Polsce po paryskim sukcesie. - To był mój największy cel, żeby udowodnić stabilność, pokazać, że turniej wygrany przed dwoma laty nie był przypadkiem. Jestem więc dumna z siebie i swojego zespołu, tym bardziej, że ranking przerósł nasze oczekiwania - stwierdziła tenisistka, która od 4 kwietnia jest na jego czele.

Reklama

Tenis. Sukces Igi Świątek nie byłby możliwy bez zespołu

Sukces nie byłby możliwy bez jej zespołu

- Wszyscy ci ludzie są specjalistami w swoich dziedzinach, ale najważniejsze, że spędzając ze sobą czas dobrze się bawimy. To dla mnie druga rodzina, z którą spędzam czasami więcej czasu niż z pierwszą - mówiła Świątek.

Czy w przeszłości marzyła o takich wynikach, jakie obecnie osiąga - już dwa wygrane turnieje wielkoszlemowe, seria sześciu zwycięskich imprez z rzędu i triumfów w 35 kolejnych meczach?

- Nie wyobrażałam siebie na szczycie, z trofeami. Żyłam z dnia z na dzień, czerpałam z tego że mogę grać w tenisa i wygrywać mecze. Ciężko było mi uwierzyć, że będę osobą, która osiągnie sukces, bo wiele rzeczy może się wydarzyć. Teraz też myślę o kolejnym meczu. W tenisie trzeba mieć świadomość, że dyspozycja dnia może nie być najlepsza albo przeciwnik może zagrać świetnie - stwierdziła Świątek.

Czy przyzwyczaiła się już do presji, która na pewno jej towarzyszy?

- Radzę sobie zaskakująco dobrze. Zawsze zdawałam sobie sprawę, że jak osiągnę sukces, to będę musiała sobie radzić z takimi rzeczami. Jest kilka rodzajów presji. Na korcie jedyną, jaką mogę czuć to ta, którą sama na sobie nałożę i na razie potrafię sobie z nią poradzić - mówiła. 

Tenis. W meczu Qinwen Zheng był zimny prysznic

Czy w Paryżu miała jakiś kryzysowy moment?

- W każdym turnieju nadchodzi moment zwątpienia. Czułam, że się w rozkręcę, jak wygram kilka meczów. Mecz z Chinką (Qinwen Zheng - przyp. red.), w którym nie mogłam domknąć pierwszego seta, mimo prowadzenia, potraktowałam jak zimny prysznic. Nawet mój zespół planuje tak, abym lepiej grała w drugim tygodniu - powiedziała Świątek.

Polka miała ostatnio bardzo intensywny okres.

- Organizm dobrze funkcjonuje. Dzięki temu, że mam dobry zespół i dużo odpoczywam. Reaguje bardzo dobrze na te wydarzenia, choć nie miałam wcześniej takiej sytuacji, że wygrywałam kilka turniejów z rzędu - powiedziała Świątek, która po sukcesie w Paryżu wreszcie trochę odpoczywa.

- Rozsadza mnie jednak energia. Mam wrażenie, że moje ciało jest tak przyzwyczajone do zajęć, że ponieważ dwa dni już nie trenowałam, to wczoraj zdążyłam posprzątać pół domu - dodała.

Tenis. Iga Świątek nie wie, czy zagra gdzieś przed Wimbledonem

Teraz nadchodzi czas na korty trawiaste. Polka miała wystąpić w przyszłym tygodniu w Berlinie, ale to jednak nie jest pewne. Byłby to generalny sprawdzian przed wielkoszlemowym Wimbledonem, który rozpocznie się 27 czerwca. - Na dniach będziemy podejmować decyzję. Trawa jest specyficzną nawierzchnią, więc warto byłoby na niej zagrać, ale ostatni miesiąc był dla mnie na tyle intensywny, że od kilku dni nie wzięłam rakiety do ręki. Zobaczymy, co przeważy - stwierdziła Świątek.

- Mam nadzieję, że w tym wypadku pomoże mi trener Tomasz Wiktorowski, biorąc pod uwagę jego osiągnięcia z Agnieszką Radwańską na trawie. Na trawie serwis ma duże znaczenia, poruszanie też musi się zmienić, chciałabym również popracować nad grą wolejem - dodała.

Jako ambasadorka Dobrej Drużyny PZU tak wyobraża sobie swoją rolę.

- Chciałabym być osobą, która inspiruje dzieci, aby uprawiały sport. Nie musi on być profesjonalny. Sama zaczynałam uprawianie sportu nie od wyczynu. Chcę więc do tego zachęcić dzieci i chciałabym, aby miały dobrą zabawę - powiedziała Świątek, która liczy też na efekt po zakończeniu przez nią kariery.

- Moim celem jest, aby tenis stał się wtedy bardziej popularny, niż jest obecnie - mówiła.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL