Artur Gac, Interia: Jak odbiera pani upragniony, długo wyczekiwany awans Igi Świątek do finału wielkiego turnieju WTA 1000 w Toronto, który dał jej trudny mecz z Eliną Switoliną?
Alicja Rosolska: - Tylko możemy się cieszyć i na pewno sama Iga też, że w końcu może w takim stylu powrócić na większe turnieje i zachodzić daleko. Znamy Igę, więc na pewno jeszcze nie postawiła kropki nad "i" będzie chciała wygrać w Toronto. Cieszę się, że jest w stanie już wygrywać z tymi dziewczynami, które są waleczne i z czołówki, są trudnymi przeciwniczkami. Jest na pewno na dobrej drodze i myślę, że to jest super krok, żeby budować swoją pewność siebie, która ostatnio jej szwankowała.
Patrząc na ostatnie miesiące w wykonaniu Igi i mając swoje refleksje, gdzie upatrywała pani główną przyczynę tego, jak wyglądały mecze Igi nie tylko w starciu z mocniejszymi przeciwniczkami, przy nieustannej sinusoidzie swojej gry? Nieraz wręcz niewytłumaczalnie uciekał jej gem za gemem.
- Stety i niestety tenis to bardzo gra mentalna i trzeba mieć naprawdę mocną głowę, żeby sobie poradzić grając przez tyle lat na tourze. Wiadomo, że zdarzą się momenty trudniejsze, gdy głowa po prostu już potrzebuje trochę wypoczynku. I pomimo tego, że się robiło to przez tyle lat i tak świetnie, jak Iga, w pewnym momencie wychodzi, że ona też nie jest robotem. Potrzebowała przerwy i może znalezienia jakiegoś dystansu. Cieszę się, że teraz zaczyna wygrywać takie mecze i mam nadzieję, że już pójdzie tylko do góry.
Wejść na szczyt to ogromne wyzwanie, ale na nim wytrzymać w tak globalnej dyscyplinie sportu, gdy cały czas jest się na świeczniku, to piekielne wyzwanie. Po drodze też popełnia się różne błędy, od których nie jest wolny nawet sportowiec z sześcioma tytułami Wielkiego Szlema.
- Oczywiście, że każda zawodniczka popełnia błędy i to jest po prostu pytanie jak sobie z nimi radzi. A jeśli się jest na topie, to każda zawodniczka, która wychodzi na taką topową zawodniczkę, po prostu wchodzi bardziej zmotywowana i bez żadnej presji. Zazwyczaj wie, że musi zagrać lepszy tenis niż potrafi, więc wtedy stawiają na bardzo agresywny tenis, wszystko na jedną kartę i grają. Pamiętam, jak opowiadała mi Caroline Wozniacki, że odkąd ona stała się numerem jeden, to nagle wszystkie przeciwniczki grały przeciwko niej życiówkę i były bardzo ciężkie do pokonania. Po prostu takie zawodniczki nie mają nic do stracenia.
Iga będąc cały czas na topie, zmagała się z dziewczynami, które chciały jej dorównać i chciały ją pokonać. To było bardzo ciężkie i w zasadzie jest niesamowite, że tak długo umiała się utrzymać mimo tego wszystkiego.
Miała pani w ostatnim czasie sposobność, by odbyć z Igą choćby krótką rozmowę, ale od serca i na osobności?
- Nie, ostatnio z Igą nie miałam okazji rozmawiać. Nawet na Wimbledonie nie udało nam się spotkać. Udało mi się spotkać z jej teamem, ale z Igą się jakoś mijałyśmy w Londynie.
Przed Igą bój w finale z Jeleną Rybakiną, z którą Iga ma rachunki do wyrównania. Kazaszka jest w wielkiej formie, depcze po piętach liderce WTA Arynie Sabalence. I pokazuje, że potrafi wychodzić nawet z naprawdę trudnych momentów.
- To będzie kolejne, wielkie wyzwanie dla Igi, bo też wiemy, że Rybakina nieraz już pokonywała Igę. Nawet jak Iga była w tej lepszej formie, więc to będzie bardzo dobry mecz. Będę oczywiście trzymała kciuki za Igę i życzyła jej powodzenia.
Kluczem w tym starciu będzie to wszystko, co już dawało Idze przewagę, czy biorąc pod uwagę, jak wiele Rybakina już nauczyła się o Idze, potrzebny byłby niesztampowy element w taktyce?
- Myślę, że jeśli Iga będzie wierzyła w siebie, to może z Rybakiną wygrać. Jednak wydaje mi się, że ciut większą faworytką może być w tym przypadku Rybakina. Jednak myślę, że jeśli Iga wyjdzie na swoich najwyższych obrotach i z pewnością siebie, to oczywiście jest w stanie z Rybakiną wygrać.
Rozmawiał Artur Gac, Interia
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: artur.gac@firma.interia.pl













