Iga Świątek otarła się o perfekcję. I nagle zaczęła mówić o wakacjach
Iga Świątek po raz czwarty z rzędu pokonała w bezpośrednim pojedynku Karolinę Muchovą, ale to zwycięstwo w Indian Wells było najszybszym w jej starciach z Czeszką. Polka zagrała doskonale, rywalka była bezradna, przegrała 1:6, 1:6. W 57 minut! - Wykorzystałam wszystkie moje okazje. I cieszę się, że zdążyłam przed deszczem - skomentowała wiceliderka światowego rankingu jeszcze na korcie. A chwilę po tym jak zeszła, na dobre się rozpadało.

Iga Świątek po raz czwarty z rzędu zameldowała się w ćwierćfinale zmagań WTA 1000 w Indian Wells, zarazem po raz piąty w piątym tegorocznym turnieju, wliczając United Cup, jest na tym etapie zmagań. Rozgromiła Karolinę Muchovą 6:1, 6:1 - co samo w sobie jest już niezwykłe. Dotąd bowiem, nawet w finale French Open, toczyła z reprezentantką Czech zacięte boje, zwykle trzysetowy. Nieco inaczej było w Sydney, ale też szły łeb w łeb, a Polka była po prostu lepsza w końcówkach setów.
We wtorek w Kalifornii dzieliła je zaś przepaść. Pierwszego seta Polka wygrała w nieco ponad 28 minut 6:1, sama popełniła zaledwie dwa niewymuszone błędy. Perfekcyjnymi zagraniami sprawiała, że z Muchovej ulatywała energia, w drugim secie nie było jej już praktycznie w ogóle. Ten drugi set był o kilkadziesiąt sekund krótszy, całość zamknęła się w 57 minut. Iga wygrała po raz 17. w tym sezonie, było to jej najkrótsze spotkanie. Poprzednie, wygrane 6:0 i 6:1 w Melbourne z Evą Lys, było o 2 minuty dłuższe.
Doskonała gra Igi Świątek, koncert w Indian Wells. 57 minut i radość z awansu do ćwierćfinału
O ile w poprzednich dniach rozgrywki w Indian Wells toczyły się w upale, to nagle temperatura na południu Kalifornii spadła o kilkanaście stopni. I tak ma być też w kolejnych dniach, a do tego już mocno wieje - i moc wiatru ma wzrastać. A do tego zapowiadane są opady deszczu, które zresztą nieco opóźniły początek spotkania Polki i Czeszki. Gdy już obie pojawiły się na korcie centralnym pięknego kompleksu w tenisowym raju, Iga załatwiła sprawę lekko, szybko i przyjemnie. Przynajmniej dla niej.

Przede wszystkim - doskonale poradziła sobie z warunkami, dużo lepiej od Muchovej, która jednak częściej nie trafiała w kort. - Czułam się świetnie, mimo ze pewne inne umiejętności musiały wejść do gry. Trzeba się było przystosować do tych warunków, mocno się na tym skupiłam - ceniła w rozmowie z Andrew Krasnym.
A później dodała, że uwielbia Indian Wells - i raczej nie są to pochwały, jakie często słyszymy z ust zawodniczek. Impreza w Indian Wells rokrocznie wygrywa bowiem rankingi ocen wystawianych przez jej uczestników. - Mam tylko nadzieję, że pogoda będzie taka jak wcześniej. Gdy dwa dni temu szybko skończyłam mecz, czułam się trochę jak na wakacjach, miałam czas dla siebie - opowiadała Iga.
Iga Świątek lubi... oglądać grę Karoliny Muchovej. I w Kalifornii wnioski przeniosła na kort
Z kolei w rozmowie z Żelisławem Żyżyńskim w Canal+ Iga oceniła grę swoją i Karoliny Muchovej. Znają się doskonale, bo często razem trenowały w przeszłości, a nawet i tu, w Kalifornii, ledwie tydzień temu. - Wtedy te punkty wyglądały inaczej. Lubię ją oglądać, jak gra, jak się porusza. Znam już jej grę, także ten nasz finał Roland Garros sprawił, że lepiej ją poznałam, także w trudnych momentach - mówiła Iga. I dodała:
Taktycznie zrobiłam wszystko, co powinnam była zrobić. Wyszłam z taką pewnością, że nie dałam Karolinie wejść w ten mecz. Tyle że to, jak się gra, zależy też od drugiej strony. I dzisiaj mogłam grać na luzie i wykorzystywać swoje mocne strony
Polka zapewniła też, że zawsze jest coś do poprawy - red. Żyżyński zapytał ją bowiem, co tu jeszcze może zrobić lepiej? Choć i tak 23-latka dłużej się zastanowiła nad odpowiedzią. - Nie wiem, może przypomnienie rzeczy, których nie użyłam w trakcie meczu. Wszystko trzeba odświeżać na treningach - powiedziała.
Swoją kolejną rywalkę pozna w nocy polskiego czasu - będzie nią Qinwen Zheng lub Marta Kostiuk.
Zobacz również:













