Iga Świątek nie dała szans Chince. 6:1 na koniec, awans Polki do kolejnej rundy w Montrealu
Ze sporym poślizgiem rozpoczęła się dzisiejsza rywalizacja z udziałem Igi Świątek na turnieju WTA 1000 w Montrealu. Polka najpierw musiała czekać na zakończenie spotkania Samsonowa - Osaka, a następnie na wysuszenie kortu po opadach deszczu. Kilkanaście minut przed godz. 21:00 czasu polskiego nasza reprezentantka w końcu zameldowała się na korcie. Jej rywalką w meczu o awans do trzeciej rundy okazała się Hanyu Guo. Mistrzyni Wimbledonu miała trochę problemów z serwisem na przestrzeni całego pojedynku, ale ostatecznie triumfowała 6:3, 6:1.

Turniej WTA 1000 w Montrealu stanowi dla Igi Świątek pierwszy występ od Wimbledonu. Polka przybyła do Kanady z myślą o kontynuacji świetnej serii, jaką zapoczątkowała podczas wielkoszlemowej imprezy w Londynie. Nasza reprezentantka zameldowała się w Ameryce Północnej w ubiegłą środę. Miała zatem kilka dni na zaaklimatyzowanie się do nowych warunków. Trenowała przez ten czas z różnymi tenisistkami, m.in. z Biancą Andreescu, Anastazją Pawluczenkową czy Emmą Navarro.
Na pierwszy mecz 24-latki od momentu zakończenia rywalizacji w stolicy Wielkiej Brytanii trzeba było zaczekać aż do dziś. Dość nieoczekiwanie raszyniance przyszło się zmierzyć z Hanyu Guo. Chinka najpierw w efektownym stylu przeszła przez eliminacje, a później rozprawiła się w pierwszej rundzie z Julią Putincewą. Zawodniczka z Azji plasuje się na dopiero 259. miejscu w singlowym rankingu. Zdecydowanie lepsze wyniki osiąga w deblowych zmaganiach. W zestawieniu najlepszych tenisistek w grze podwójnej znajduje się na 33. lokacie.
W potyczce ze Świątek nie miała zatem nic do stracenia, mogła pokazać się szerszej publiczności. Tym bardziej, że wszyscy byli ciekaw, jaką formę zaprezentuje Iga po Wimbledonie. Panie musiały jednak chwilę poczekać na swój pojedynek. Najpierw wydłużyła się rywalizacja pomiędzy Ludmiłą Samsonową i Naomi Osaką, a chwilę po ostatniej piłce tamtego spotkania spadł deszcz. Na szczęście opad, który był intensywny, okazał się krótkotrwały. Organizatorzy zatroszczyli się o szybkie wysuszenie kortu i po 45-minutowym opóźnieniu panie mogły pojawić się na arenie i przeprowadzić rozgrzewkę.
WTA Montreal: Iga Świątek kontra Hanyu Guo w drugiej rundzie singla
Mecz rozpoczął się od serwisu Świątek. Polka rozpoczęła od bardzo dobrego podania na ciało rywalki, ale później zanotowała sporo kłopotów. W pierwszym gemie nasza reprezentantka popełniła w sumie trzy podwójne błędy serwisowe, przez co panie toczyły rywalizację na przewagi. Ostatecznie Iga utrzymała podanie bez potrzeby bronienia break pointów. Na koniec premierowego rozdania posłała asa i objęła prowadzenie. Po zmianie stron Guo miała aż trzy okazje na wyrównanie, ale nie wykorzystała żadnej z nich. W końcu pojawiła się szansa na przełamanie dla raszynianki po świetnym forhendzie. Mistrzyni Wimbledonu posłała agresywny return przez środek kortu, po którym Hanyu nieczysto odbiła piłkę i zrobiło się 2:0.
Po chwili 24-latka powiększyła swoją przewagę. Nie przeszkodził w tym nawet kolejny podwójny błąd serwisowy. W trakcie wymian Świątek łapała coraz lepszy rytm i dało się to zauważyć w trakcie czwartego rozdania. Wówczas nie dała żadnych szans Chince, przełamała ją do zera. Gdy Polka uzyskała już wyraźne prowadzenie - 4:0, wkradło się lekkie rozluźnienie. Guo nabrała trochę śmiałości i odrobiła jednego breaka, a potem dorzuciła drugie "oczko" na swoje konto. Raszynianka nie pozwoliła jednak przeciwniczce na całkowite zniwelowanie różnicy. Iga przypilnowała reszty przewagi do końca partii i triumfowała w niej 6:3.
Druga część rywalizacji rozpoczęła się od serwisu Guo. Zanosiło się na gema dla Chinki, gdyż prowadziła 40-15, ale Świątek doprowadziła do stanu równowagi. Później to Polka miała okazje na przełamanie. Przy pierwszej świetnie wybronił się Hanyu, jednak potem Iga dopięła już swego i wyszła na prowadzenie. Po zmianie stron 259. rakieta świata próbowała natychmiast zniwelować różnicę. Po dobrej, głębokiej piłce pod linię końcową, pojawiły się dwa break pointy z rzędu dla rywalki Igi. Przy drugiej z nich nasza reprezentantka popełniła błąd z bekhendu i na tablicy wyników zagościł rezultat 1:1 w drugiej odsłonie.
To nie był koniec festiwalu przełamań. W następnym rozdaniu zobaczyliśmy kolejne okazje dla returnującej. Tym razem to Guo wyrzuciła piłkę przy drugim break poincie i mistrzyni Wimbledonu ponownie znalazła się z przodu. Świątek jako pierwsza zdołała utrzymać swoje podanie w drugiej partii, choć nie obyło się bez problemów. Źle rozpoczęła gema, po podwójnym błędzie serwisowym zrobiło się 0-30 z jej perspektywy. Ostatecznie wygrała rywalizację na przewagi. To był kluczowy moment dla dalszych losów spotkania. Polka złapała świetny rytm i nie oddała rywalce już ani jednego "oczka" do końca pojedynku. W trzech ostatnich gemach wygrała aż 12 z 13 punktów. Ostatecznie raszynianka triumfowała 6:3, 6:1 po 72 minutach gry. O awans do 1/8 finału powalczy z Anastazją Pawluczenkową lub Evą Lys.
Dokładny zapis relacji z meczu Iga Świątek - Hanyu Guo jest dostępny TUTAJ.















