W środę 9 lipca Iga Świątek, otwiera się w nowym oknie może dokonać rzeczy historycznej - po raz pierwszy w karierze awansować do półfinału Wimbledonu. Stanie się tak, jeśli na korcie numer 1 pokona Rosjankę Ludmiłę Samsonową, otwiera się w nowym oknie, dla której to... pierwszy ćwierćfinał Wielkiego Szlema w ogóle. Początek tego spotkania o godz. 14.
Według przedmeczowych wyliczeń sztucznej inteligencji, Polka ma 78 procent szans na wygraną, Rosjanka - tylko 22. Gdyby spojrzeć na ich bezpośrednie potyczki w przeszłości, sytuacja się nie zmienia. Grały ze sobą cztery razy, cztery razy górą była Polka. Tylko pierwsze z nich było długie, trzysetowe - trwało ponad trzy godziny: trzy lata temu w Stuttgarcie. Później Polka wygrywała łatwo, w Dubaju, Pekinie i Nowym Jorku.
I choć najmniej gemów Rosjanka ugrała w Dubaju, zaledwie jeden, to najkrótsze było to w stolicy Chin. Trwało tylko 70 minut, Iga wygrała swój pierwszy tytuł WTA 1000 w 2023 roku i zaczęła pogoń za Aryną Sabalenką. By jednak miesiąc później odebrać Białorusince utraconą pozycję i zostać najlepszą zawodniczką świata w całym sezonie.
Iga Świątek - Ludmiła Samsonowa 4:0. Piąte starcie w Londynie, dla obu szansa na historyczny sukces w Wimbledonie
Aryna Sabalenka goniła wtedy Igę Świątek przez kilka miesięcy. Była o włos od przejęcia fotela liderki rankingu już podczas French Open, ale w półfinale jej plany pokrzyżowała Karolina Muchova. A później w półfinale Wimbledonu - Ons Jabeur.
W końcu jednak Białorusince ta sztuka się udała, już podczas US Open, gdy w czwartej rundzie Polkę po raz kolejny "dopadła" Jelena Ostapenko, otwiera się w nowym oknie. Sabalenka nie musiała już nawet w Nowym Jorku wygrać, choć przegrany przez nią finał z Coco Gauff sprawił, że Iga odzyskała jeszcze nadzieje na odzyskanie pozycji przed końcem roku.
Potrzebowała jednak wielkiego sukcesu, a do tej pory nie wygrała w sezonie żadnego turnieju WTA 1000. W Dubaju w finale uległa Barborze Krejcikovej, w Madrycie - Sabalence.
W stolicy Chin grała zaś znów znakomicie. Jedyne problemy miała w ćwierćfinale z Caroline Garcią, ale też Francuzka doskonale serwowała. 16 asów w meczu ze Świątek - to zdarza się rzadko, w tym roku udało się w Dosze jeszcze Lindzie Noskovej. Polka jednak wygrała, w półfinale przerwała serię 16 zwycięstw Gauff, pokonała Amerykankę 6:2, 6:3.
W finale trafiła na Samsonową, której gra jakby jej pasowała. Dla Rosjanki awans do decydującej potyczki już był wielkim wyczynem, co potwierdziło zresztą starcie o tytuł i ponad 1,2 mln dolarów nagrody.
Finał był tylko ukoronowaniem wspaniałej dotychczasowej gry. Dowodem, że ze Świątek nic złego się nie dzieje.
- pisał wtedy w Interii relacjonujący to spotkanie red. Olgierd Kwiatkowski, otwiera się w nowym oknie.
Rosjanka, która w półfinale ograła Jelenę Rybakinę, nie miała nic do powiedzenia. Nie dlatego, że sama obniżyła poziom. To Polka byłą perfekcyjna do bólu, w pierwszym secie nie popełniła żadnego niewymuszonego błędu. Wygrała 6:2, drugiego zresztą tak samo. Od przełamania na 3:1 obie zmierzały już do końca spotkania.

Iga wygrała tytuł, odrobiła cześć strat do Sabalenki, zostało między nimi 630 punktów. Niedługo później w Cancun rzeczywiście odebrała "jedynkę" Sabalence - wygrywając turniej w zimnie, wietrze i deszczu. Jako jedyna poradziła sobie z tymi warunkami.
Ciekawe było jednak coś innego. Samsonowa zakwalifikowała się do turnieju WTA Elite Trophy w Chinach, dla zawodniczek spoza WTA Finals. I w Zhuhai, przed pierwszym starciem, wypaliła, zapytana o "światową jedynkę, otwiera się w nowym oknie:
Iga. Na sto procent. Czuję, że to ona jest prawdziwym numerem jeden
Dziś Świątek na pozycję numer jeden nie ma żadnych szans, wątpliwe też, by sztuka dogonienia Białorusinki udała się jeszcze w tym sezonie. Choć nie jest to niemożliwe. Jeśli Polka wygra Wimbledon, otwiera się w nowym oknie, a w finale pokona Sabalenkę, będzie miała w rankingu Race stratę niespełna dwóch tysięcy punktów. A to on oddaje sytuację w 2025 roku.














