Ostatni tytuł Iga Świątek zdobyła 21 września 2025 roku. Wówczas Polka w "pięćsetce" w Seulu rozprawiła się w finale z Jekateriną Aleksandrową, odwracając wynik po przegranej pierwszej partii. Aleksandrowa jest zawodniczką dobrą, ale trudno zaliczyć ją do ścisłej światowej czołówki.
Zwrot w meczu Świątek to nie wszystko. Natychmiastowa reakcja WTA
Dla Igi był to także ostatni indywidualny finał (grała w finale United Cup, reprezentując Polskę przyp. red.). Minął już niespełna rok, a forma Polki w tym czasie to prawdziwa sinusoida. Wciąż z reguły bez problemów radzi sobie z zawodniczkami na papierze słabszymi, ale problemy pojawiają się, gdy na jej drodze staje czołówka WTA.
Wielka radość Świątek. W końcu się udało, czekała ponad 14 miesięcy
W trwającym sezonie Iga tylko przegrywała z: Martą Kostiuk, Eliną Switoliną (dwa razy), Mirrą Andriejewą czy Jeleną Rybakiną. W większości były to mecze "do jednej bramki". Po pierwszym przegranym secie z Igi schodziło umowne powietrze, a rywalka bez kłopotów wygrywała drugą partię.
W tym sezonie bilans Igi po przegranym pierwszym secie jest dramatyczny. Taka sytuacja do dziś miała miejsce dziewięciokrotnie. Iga zdołała odwrócić losy meczu ledwie dwa razy. Zrobiła to przeciwko rywalkom, które trudno zaliczać do czołówki. Mowa o Evie Lys oraz Darii Kasatkinie.
Ta dziesiąta próba może okazać się przełomowa. Iga Świątek mierzyła się w 1/8 finału "tysięcznika" w Toronto ze znajdującą się w świetnej formie w tym sezonie Martą Kostiuk. Ukrainka kilka miesięcy temu pokonała Świątek w jej twierdzy - na Roland Garros. Wówczas pierwszy set był wyrównany, drugi dramatyczny.
Kostiuk w rankingu WTA Race plasuje się na dziewiątym miejscu z przewagą ponad tysiąca punktów nad 11. Igą Świątek. Znów zaczęło się tak, jak już wiele razy w tym sezonie. Nasza gwiazda przegrała pierwszą partię - tym razem bardzo gładko. Co więcej, nie obroniła w pierwszym secie swojego podania ani razu, a przy własnym serwisie wygrała... jeden punkt z siedemnastu. Mogłoby się wydawać, że z tego podnieść się już nie da.
3:6 Świątek w meczu z Kostiuk. Tak odpowiedziała Polka. Decydował trzeci set
Drugi set to była już jednak zupełnie inna historia. Iga podniosła poziom serwowania, zaczęła lepiej grać z głębi kortu, utrzymywać wymiany w korcie, czym stopniowo doprowadzała Kostiuk do frustracji. Ostatecznie tę partię wygrała 6:1. O narracji po tym meczu musiał więc zadecydować set trzeci.
W tym Świątek utrzymała swój wysoki poziom, choć miała problemy z zamknięciem meczu. Nie wypuściła szybko zdobytej przewagi, co w tym sezonie nie jest tak oczywiste. Ostatecznie wygrała 6:2 i to Iga zagra w ćwierćfinale. Po ostatniej piłce radość Polki była taka, jakby właśnie awansowała do finału szlema.
Trudno jej się dziwić. Widzieliśmy już taki scenariusz meczu w tym sezonie wielokrotnie i zwykle historia nie miała polskiego happy endu. Tym razem Iga pokazała namiastkę "starej siebie" i wykonała zadanie do końca. Ostatni raz udało jej się coś podobnego z rywalką takiego kalibru... 1 czerwca 2025 roku w 1/8 finału Roland Garros z Jeleną Rybakiną.
Minęło dokładnie 433 dni. Tyle czasu Iga potrzebowała, aby odwrócić losy meczu z rywalką ze światowej czołówki. Można wierzyć, że pokonanie Marty Kostiuk w tym stylu będzie symbolicznym kamieniem węgielnym pod sukcesy z trenerem Francisco Roigem, którego akurat w Kanadzie nie oglądamy.










