Było już 6:1 i 5:3 dla Świątek. Trzysetowy dramat na Campo Centrale
W czwartek na Foro Italico rozpoczęła się rywalizacja w 1/32 finału WTA 1000 w Rzymie - wszystkie zawodniczki z TOP 10 rankingu, które wyszły na kort, awansowały. A w piątek jako pierwsza z pozostałych swój mecz zaczęła Iga Świątek - na Campo Centrale jej rywalką była Caty McNally. Znają się świetnie, wspólnie grały, triumfowały razem w deblu w juniorskim French Open. Polka została przełamana już w pierwszym gemie, ale momentalnie odpowiedziała. Później sportowo była lepsza, niemal do końca drugiego seta. Aż pojawiły się nerwy. Decydował trzeci set, Iga wygrała 6:1, 6:7 (5), 6:3.

Iga Świątek nie jest typem zawodniczki, która poza kortem utrzymuje głębsze relacje z zawodniczkami, z którymi na nim rywalizuje. Choć zdarzają się wyjątki - i to jeszcze od czasów juniorskich. Grała wspólnie z Mają Chwalińską czy Kają Juvan, dziś obie są znacznie niżej od niej w rankingu, ale czasem dochodzi do wspólnych spotkań. Do tego grona można dołożyć też Caty McNally - zawodniczkę bardzo wszechstronną, o ogromnym potencjale, ale też w młodym wieku "prześladowaną" przez zdrowie. Być może gdyby nie problemy z łokciem, dziś byłaby w pobliżu rankingowego szczytu.
Z Igą wspólnie triumfowały w juniorskim Roland Garros w deblu - w 2018 roku. Dzień wcześniej zmierzyły się w półfinale singla - Polka miała meczbola w drugim secie, ale po trzysetowej batalii przegrała. Już po raz drugi - wcześniej Caty była lepsza w półfinale drużynowego Fed Cupu U-15, w 2015 roku w Przerowie. Tyle że obie potrafiły znaleźć też wspólny język, rok temu Amerykanka przypominała, że Iga... mieszkała też przez chwilę w jej domu. I trenowała z jej bratem, przygotowując się do rywalizacji w USA.
W profesjonalnym tenisie role się odwróciły - Iga pokonała McNally najpierw w Ostrawie, jesienią 2022 roku, ostatnio zaś w drugiej rundzie Wimbledonu. Choć w Londynie, w historycznym dla Polki turnieju na trawie, okazała się tą jedyną, która zabrała jej seta.
WTA 1000 w Rzymie. Pierwsze starcie Igi Świątek na Campo Centrale. Rywalkę Caty McNally
Już w gemie otwarcia Polka została przełamana, co w ostatnim czasie zdarzało się dość często. Raszynianka wolniej niż kiedyś "oswaja się" z kortem, popełnia sporo błędów. I tak było dzisiaj. Starała się grać na bekhend Amerykanki, do tego bardzo głęboko, w okolice końcowej linii. I nie trafiała.

Już w drugim gemie to się jednak zmieniło. Caty starała się wchodzić w te mocne wymiany, ale z upływem czasu miała w nich coraz mniejsze szanse. Na dodatek między pierwszym i drugim serwisem Amerykanki była ogromna dysproporcja. Iga zaś od razu ten drugi atakowała, jej returny siały spustoszenie.
Po 28 minutach i 57 sekundach był już koniec tej partii - Iga wygrała 6:1. Nie było żadnych wątpliwości, kto jest w tym spotkaniu lepszy. Zaskakiwało jednak "zero" po stronie winnerów McNally. Co też świadczyło o świetnej grze Igi - i jej ambitnego biegania do każdego zagrania rywalki.
Półtora miesiąca temu w Miami Świątek też wygrała pierwszego seta z Magdą Linette 6:1, a później sensacyjnie przegrała tamto spotkanie.I to był pierwszy przypadek od lata 2021 roku, gdy w regularnym turnieju WTA przegrała pierwsze spotkanie.
Dziś McNally na starcie drugiej partii wygrała w końcu gema przy własnym podaniu, w drugim zapisano jej pierwsze wygrywające zagranie. Tyle że na Igę to było jednak za mało. Świątek już nie grała tylko przez bekhend rywalki, jak w początkowej fazie spotkania. Teraz posyłała piłkę w różnych kierunkach, rozrzucała akcje, świetnie funkcjonował topspin, ale i potrafiła odpowiadać, w razie potrzeby, slajsami.

Gdyby Polka wykorzystała którąś z piłek na 4:1, a miała trzy szanse na kolejnego breaka, zapewne ten mecz zakończyłby się w nieco ponad godzinę. Amerykanka jednak się wybroniła. I można się było tylko zastanawiać, dlaczego tak rzadko korzysta ze swoich technicznych umiejętności, dlaczego tak rzadko "karci" Igę skrótami? Bo wykonywała je doskonale.
Im bliżej było spodziewanego końca tego spotkania, tym większe pojawiały się emocje. McNally nie odpuszczała, coraz mocniej ryzykowała. Obie musiały też sobie radzić z mocnymi podmuchami wiatru. Iga jednak pilnowała sytuacji w swoich gemach serwisowych, zwłaszcza przy stanie 30-30. Aż do dziesiątego gema, gdy przy takim wyniku jednak dwukrotnie się pomyliła. I w momencie "ostatniej szansy" McNally wyrównała na 5:5.

Z Linette też było 6:1 i 5:5 - wtedy Iga nie sprostała presji. Dziś dała radę, choć też pojawiły się ogromne nerwy. Polka dała się bowiem przełamać jeszcze raz, na 6:6. Decydował tie-break, w nim Amerykanka odskoczyła na 4:2. Po zmianie stron Iga wyrównała, ale już za moment pojawiły się dwa autowe ataki. I dwa setbole dla McNally na 1:1 w setach. Pierwszego Iga obroniła po najlepszej akcji w meczu, kapitalnej z obu stron. Ale drugiej już nie.
Minęło 110 minut gry, musiały szykować się do decydującego seta. I tak jak przez jakieś 80 minut mogliśmy być dość spokojni o losy tego spotkania, tak teraz - już nie.
Aż chciałoby się napisać, że na szczęście dla Polki, wrócił dobry serwis. Bo wygrała dwa swoje pierwsze gemy, a później przełamała rywalkę. Odskoczyła na 3:1, miała 40-30 w kolejnej rozgrywce. I serwis zawiódł, podobnie jak decyzje, gdy piłka trafiła już w karo. McNally cieszyła się z breaka, za kilka minut wyrównała na 3:3.
Decydujący okazał się ósmy gem. McNally prowadziła 40-15, ale to Iga, grając na swoich warunkach, wygrała cztery kolejne akcje. Przełamała Amerykankę na 5:3. I w przeciwieństwie do drugiej partii, tym razem dokończyła dzieła. A sędzia Ettore Russo zakończył mecz po minutach po 163 minutach. Iga wygrała 6:1, 6:7 (5), 6:1.
Swoją rywalkę w niedzielnym starciu o 1/8 finału Iga pozna wieczorem - wyłoni ją pojedynek Emmy Navarro z Elisabettą Cocciaretto.






![Polska zagra z Ukrainą w Lidze Narodów. Przegląd atutów rywali [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000MWZLHP114GYJQ-C401.webp)






