Reklama

Reklama

Agnieszka Radwańska zapewniała wielkie wzruszenia, teraz robi to Iga Świątek

Jak porównać Agnieszkę Radwańską z Igą Świątek, gdy pierwsza w światowej czołówce była przez kilka ładnych lat, natomiast druga dopiero do niej wkracza, choć robi to okazale? Kilka wspólnych punktów się jednak znajdzie.

Polski tenis przez długie lata stał Agnieszką Radwańską. To o niej długo mówił cały świat. 

Jej zawodowa kariera zaczęła się w 2005 roku, kiedy miała 16 lat. W tym roku została mistrzynią juniorskiego Wimbledonu, w finale pokonując Austriaczkę Tamirę Paszek. Rok później okazała się najlepszą juniorką podczas Rolanda Garrosa. Tym razem w decydującym meczu wygrała z Rosjanką Anastazją Pawluczenkową.

Potem wystąpiła już w dorosłym Wimbledonie, gdzie zagrała dzięki "dzikiej karcie" otrzymanej za triumf w juniorskiej imprezie przed rokiem. Radwańska w debiucie w turnieju wielkoszlemowym zaprezentowała się bardzo dobrze, awansując do czwartej rundy. Po drodze pokonała Białorusinkę Wiktorię Azarenkę, Bułgarkę Cwetanę Pironkową i Tajkę Tamarine Tanasugarn. W 1/8 finału Polka odpadła z rozstawioną z numerem drugim Belgijką Kim Clijsters.

Następnie był jeszcze m.in wielkoszlemowy US Open, który Radwańska zakończyła na drugiej rundzie i awans do czołowej setki rankingu WTA. W całym sezonie awansowała aż o 324 miejsca, a jej postawa została zauważona, bo WTA wybrała ją debiutantką 2006 roku.

Reklama

Pierwszy zawodowy sukces przyszedł już w następnym sezonie. To było wygranie premierowego turnieju z cyklu WTA. Miejscem tego wydarzenia był Sztokholm, gdzie 5 sierpnia Radwańska pokonała w finale Wierę Duszewinę. Natomiast w US Open została rozstawiona jako pierwsza Polka w historii turniejów wielkoszlemowych.

Tenis. Agnieszka Radwańska w pierwszej "10"

W 2008 roku Isia, jak o niej mówią najbliżsi, zrobiła kolejny krok do przodu. Zaczęło się od ćwierćfinału wielkoszlemowego Australian Open, a potem przyszły trzy wygrane imprezy WTA. Wszystkie w pierwszym półroczu. W lutym to była Pattaya, w maju Stambuł, a w czerwcu Eastbourne. Po Wimbledonie, gdzie doszła do ćwierćfinału, po raz pierwszy awansowała do dziesiątki rankingu WTA (na 10. miejsce). Natomiast na zakończenie wystąpiła jako pierwsza Polka w mistrzostwach WTA, które były rozgrywane w Dausze. Radwańska była tam rezerwową, a na jeden mecz zastąpiła kontuzjowaną Serbkę Anę Ivanović. Polka w debiucie w tej imprezie wygrała z Rosjanką Swietłaną Kuzniecową.

Sezon 2009 to drugi z rzędu ćwierćfinał w Wimbledonie, finał turnieju WTA w Pekinie, a także kolejny występ w mistrzostwach WTA, także jako rezerwowa, gdzie wygrała niesamowity mecz z Azarenką, w którym przegrywała 4:6, 2:5 i rywalka miała piłkę meczową. Polka zdołała się jednak wybronić, wygrała pięć gemów z rzędu, doprowadzając do remisu, a następnie Białorusinka miała kłopoty zdrowotne i skreczowała w trzecim secie, w którym przegrywała 1:4.

Kolejny rok był również zakończył się "tylko" finałem w San Diego, a ostatni mecz tenisistka rozegrała w październiku, bo potem leczyła kontuzję.

Radwańska wróciła z przytupem w 2011 roku. Szczególnie dobra w jej wykonaniu była druga połowa roku. Najpierw triumfowała w turnieju w San Diego, potem w Tokio, a na koniec w Pekinie. Polka sezon zakończyła udziałem w mistrzostwach WTA, gdzie pierwszy raz wystąpiła jako pełnoprawna uczestniczka. Nie wyszła jednak z grupy, a na koniec roku była ósma w rankingu WTA.

Następne dwa lata były jednymi z jej najlepszych w karierze. W 2012 roku zaczęła od kolejnego ćwierćfinału w Australian Open. Następnie były zwycięstwa w: Dubaju, Miami i Brukseli. Ten drugi "skalp" był o tyle cenny, że w finale bardzo ważnej imprezy pokonała Rosjankę Marię Szarapową. Dobrą formę Radwańska potwierdziła w Wimbledonie, gdzie jedyny raz w karierze doszła do finału turnieju wielkoszlemowego, przegrywając jednak w decydującym meczu z Amerykanką Sereną Williams. Po tej imprezie Polka awansowała na drugie miejsce w rankingu WTA, najwyższe w historii tenisa znad Wisły. W drugiej części był jeszcze finał w Tokio, natomiast w mistrzostwach WTA doszła do półfinału.

Tenis. Agnieszka Radwańska przegrywa z Sabine Lisicki

Radwańska jeszcze lepiej rozpoczęła 2013 rok. W przeciągu kilku dni triumfowała w turniejach w Auckland i Sydney, w tym drugim pokonując w finale Słowaczkę Dominikę Cibulkovą bez straty gema. Potem był finał w Stanfordzie, gdzie Cibulkova zrewanżowała się Polce i zwycięstwo w Seulu. Natomiast w Wielkim Szlemie Radwańska zanotowała dwa ćwierćfinały - Australian Open i Roland Garros oraz półfinał w Wimbledonie. W Londynie niespodziewanie pokonała ją Niemka polskiego pochodzenia Sabine Lisicki, w trzecim secie zwyciężając 9:7. Polka znowu wystąpiła w mistrzostwach WTA, ale przegrała wszystkie mecze w grupie.

W 2014 roku Radwańska zaczęła od półfinału w Australian Open, potem była porażka w finale turnieju w Indian Wells i triumf w Montrealu. W mistrzostwach WTA Polka doszła do półfinału, gdzie uległa Rumunce Simonie Halep.

Kolejne dwa lata były znów bardzo dobre dla Isi. W 2015 roku najpierw wygrała z Jerzym Janowiczem Puchar Hopmana, czyli nieoficjalne mistrzostwa świata par mieszanych, ale szczególnie udana dla niej była końcówka sezonu. W czerwcu Radwańska zagrała w finale turnieju w Eastbourne, przegrywając ze Szwajcarką Belindą Bencic. Zrewanżowała się jej we wrześniu w finale w Tokio. Potem było zwycięstwo w Tiencinie, a na koniec, największy sukces w karierze, triumf w mistrzostwach WTA w Singapurze. Polka przegrała dwa pierwsze mecze w grupie, ale zwycięstwo z Halep wystarczyło jej, aby, awansować. W półfinale pokonała w trzech setach Hiszpankę Garbine Muguruzę, a w finale, również w trzech setach, Czeszkę Petrę Kvitovą.

Kolejny sezon Radwańska zaczęła triumfem Shenzhenie, a potem wygrała jeszcze imprezy w New Haven i Pekinie. Zwycięstwo w stolicy Chin było jej ostatnim w karierze. W mistrzostwach WTA doszła do półfinału, a rok zakończyła jako trzecia zawodniczka rankingu.

Radwańska rok 2017 rozpoczęła od finału w Sydney, ale coraz większy wpływ na jej grę miały kontuzje. Wreszcie w 14 listopada 2018 roku Polka ogłosiła zakończenie kariery. W sumie zakończyła ją z 20 wygranymi turniejami WTA w grze pojedynczej. Radwańska pięć razy  (2011, 2012, 2013, 2014, 2015) zostawała ulubioną tenisistką publiczności, także pięć razy (2013, 2014, 2015, 2016, 2017) otrzymywała nagrodę za zagranie roku.

Tenis. Mieliśmy płakać za Agnieszką Radwańską

Wydawało się, że polski tenis stracił gwiazdę, którą trudno będzie zastąpić. - Sama byłam jedną z tych osób, które mówiły, że długo będziemy płakać za Agnieszką - mówiła Interii Joanna Sakowicz-Kostecka, była tenisistka i ekspertka tenisowa Canal + Sport.

Tymczasem na horyzoncie już widać było nachodzącą Świątek. Ta w 2018 roku pokazała się światu, idąc w ślady Agnieszki Radwańskiej, kiedy wygrała juniorski Wimbledon w grze pojedynczej. Potem Iga jeszcze grała w turniejach ITF, których w sumie wygrała siedem, ale cztery w 2018 roku.

Kolejny sezon Świątek zaczęła już w cyklu WTA. W kwietniu doszła do pierwszego finału, w Lugano, przegrywając ze Słowenką Poloną Hercog. Dzięki temu awansowała pierwszy raz w karierze do czołowej setki rankingu. W turniejach wielkoszlemowych była druga runda w Australian Open, czwarta runda Rolanda Garrosa, pierwsza runda Wimbledonu i druga runda US Open. Sezon zakończyła już we wrześniu z powodu kontuzji stopy.

Poprzedni rok Świątek zaczęła od czwartej rundy w Australian Open. Potem przyszła pandemia koronawirusa, przerwa w rozgrywkach i w końcu powrót. Zmienił się jednak terminarz - Wimbledon w ogóle odwołano, a potem rozegrano US Open. W nim Polka doszła do trzeciej rundy. Natomiast na przełomie września i października odbył się Roland Garros. To był popis Świątek. Wygrywała kolejne mecze bez straty seta, w czwartej rundzie zrewanżowała się w Halep za porażkę sprzed roku, a w finale nie dała szans Amerykance Sofii Kenin. Tym samym została pierwszym reprezentantem naszego kraju, który wygrał turniej wielkoszlemowy w grze pojedynczej. To był też jej pierwszy w ogóle wygrany turniej na szczeblu zawodowym. Na koniec roku Świątek otrzymała nagrody WTA - dla ulubionej zawodniczki w odbiorze kibiców i dla zawodniczki, która uczyniła największy postęp, natomiast jej trener Piotr Sierzputowski został szkoleniowcem roku.

Tenis. Iga Świątek wyprzedziła Agnieszką Radwańską

W uznaniu zasług w styczniu 2021 roku Świątek zajęła drugie miejsce w plebiscycie "Przeglądu Sportowego" na najlepszego sportowca polski. Pobiła tym samym osiągnięcie Agnieszki Radwańskiej, która kilka razy była w pierwszej dziesiątce, ale najwyżej na trzecim, za dokonania w 2015 roku.

Świątek w poprzednim roku prezentowała się dobrze. Wygrała turniej w Adelajdzie, a potem w Rzymie, rangi WTA 1000, które można porównać do triumfów Agnieszka Radwańskiej w Miami czy Pekinie.

Zawodniczce z Raszyna nie udało się obronić tytułu w Paryżu, gdzie doszła do czwartej rundy, ale za to w grze podwójnej w parze Amerykanką Bethanie Mattek-Sands zagrały w finale, gdzie uległy rozstawionym z numerem drugim Czeszkom Barborze Krejčikovej i Kateřinie Siniakovej. W turniejach wielkoszlemowych Polka była jedyną zawodniczką, która w każdym dochodziła co najmniej do czwartej rundy. Dzięki dobrej postawie Świątek wystąpiła także w finałach WTA, gdzie odpadła w grupie, wygrywając jeden mecz. Przez chwilę była też na czwartym miejscu w rankingu, czyli najwyższym w jej karierze.

4 grudnia 2021 roku Iga Świątek zakończyła współpracę z Sierzputowskim, który trenował tenisistkę przez ponad pięć lat. Nowym szkoleniowcem został Tomasz Wiktorowski, który trenował wcześniej m.in. Agnieszkę Radwańską.

Te sezon zaczął się dla Świątek bardzo dobrze. Co prawda nie obroniła tytułu w Adelajdzie, ale doszła tam do półfinału, przegrywając z późniejszą triumfatorką Australijką Ashleigh Barty. Z kolei w Australian Open pobiła już osobisty rekord w tym turnieju i po raz pierwszy zagra w półfinale. To najlepszy wynik polskiego tenisa w Melbourne od 2016 roku, kiedy to w tej fazie wystąpiła Agnieszka Radwańska.

Świątek w wygranym ćwierćfinale z Kaią Kanepi rozegrała najdłuższy mecz w karierze, który trwał trzy godziny i minutę. To było w środę, a w czwartek Polka zmierzyła się  w półfinale z Amerykanką Danielle Collins. To też łączy Igę z Agnieszką. Isia w 2014 roku pokonała w ćwierćfinale po morderczym boju Azarenkę, by  dzień później, zmęczona, łatwo przegrać w półfinale z Cibulkovą.

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy