Turniej w Pekinie zaczął się w środę, ale dopiero w czwartym dniu rywalizacji ostatnich 16 zawodniczek rozpoczęło w nim rywalizację. Mowa o tenisistkach rozstawionych w górnej połowie drabinki, czyli w tej, w której najwyżej rozstawione zostały: Jelena Rybakina, Coco Gauff, Elina Switolina oraz Iga Świątek.
Dla Polki to arcyważny turniej w kontekście walki o miejsce w WTA Finals - musi odrabiać straty właśnie do Switoliny, ale przede wszystkim - Karoliny Muchovej. Czeszka już w piątek wywalczyła awans do 1/16 finału, dziś odpowiedzieć mogła na to sama Iga. Jej pierwsze spotkanie z grającą tu z Dziką kartą Xinyu Gao zaplanowano jako drugie na największym obiekcie Capital Group Diamond. Wcześniej zaś zakończyło się starcie, które wyłoniło rywalkę Polki lub Chinki w kolejnym etapie. A grały o to Chorwatka Donna Vekić i Chinka Lin Zhu. Ich mecz odbył się na stadionie HBSC Group.
WTA Pekin. Donna Vekić walczyła o 1/16 finału. Rywalką Lin Zhu
30-letnia Chorwatka została w tym turnieju rozstawiona z "30", choć w rankingu WTA jest obecnie na 40. pozycji. To też efekt wielu wycofań tuż przed startem zmagań w stolicy Chin. Wicemistrzyni olimpijska z Paryża i tak poczyniła spory progres, bo przecież jeszcze w kwietniu była zawodniczką spoza setki, musiała przebijać się przez kwalifikacje nawet w imprezach rangi WTA 500.

Tak było w Linzu - turnieju, który był dla niej jakimś przełomem. Wygrała pięć spotkań, dopiero w półfinale uległa Anastazji Potapowej. Swoją wszechstronność pokazała w czerwcu w londyńskim Queens. Tam też zaczęła zmagania od starcia w pierwszej rundzie kwalifikacji z Carole Monnet, dokładnie tak samo jak w Linzu. A później wygrywała mecz za meczem, w finale sprawiła psikusa Brytyjczykom, ograła 6:0, 7:6 (6) Emmę Raducanu. Ten tytuł pozwolił jej wrócić w okolice 35. miejsca na świecie, niemniej... nie był końcem zawirowań. Vekić przegrała kolejnych pięć spotkań, a licząc też ostatni występ w Singapurze - siedem z ośmiu. Dziś zaczynała grę w Pekinie, jej dyspozycja byłą sporą niewiadomą.
Rywalkę Chorwatki, Lin Zhu, stać bowiem na niespodzianki w domowych zmaganiach, choć 31. tenisistka świata sprzed trzech lat znów zaliczyła spory regres. Choć dwa dni temu pokazała w meczu z Alycią Parks, jak należy wyprowadzać rywalkę z równowagi.
Dziś sama miała jednak gigantyczne problemy, pierwsza partia trwałą tylko 25 minut, Lin Zhu nie wygrała choćby jednego gema przy własnym serwisie. Mało tego, wywalczyła zaledwie trzy punkty. Raz sama wywalczyła breaka, niemniej set zakończył się pewnym triumfem Vekić 6:1.
Chorwatka prowadziła także w drugiej partii 4:0, można już było odliczać minuty do komendy "gem, set i mecz". Stało się coś dziwnego, niczym w nowojorskim starciu Świątek z Qinwen Zheng. Donna nagle się pogubiła, przegrała jednego gema, za chwilę drugiego, trzeciego. A wreszcie i całego seta - 4:6.
Można się było zastanawiać, czy faworytka zdoła się pozbierać. Najpierw zdołała doprowadzić do sytuacji, w której gra znów była wyrównana, nie uciekały już jej kolejne gemy. A od stanu 2:2 w trzeciej partii znów dominowała. Skończyło się na nerwach i strachu, ale też awansie. Triumfowała 6:1, 4:6, 6:2.
I to właśnie Chorwatka będzie rywalką Świątek, która w późniejszym spotkaniu pokonała 6:2, 6:3 Xinyu Gao, otwiera się w nowym oknie. Mecz odbędzie się w poniedziałek.














