Reklama

Reklama

Sebastian Kowalówka: Zasłużyliśmy na awans

- Chorwacja w ciągu ostatnich dwóch lat zrobiła spory postęp. Do samego końca dzisiejszego meczu wynik był sprawą otwartą. Dobrze, że udało nam się strzelić trzeciego gola, który wprowadził w nasze szeregi sporo spokoju - mówił po meczu Sebastian Kowalówka, jeden z bohaterów dzisiejszego starcia z drużyną z Bałkanów. "Biało-czerwoni" wygrali 4-1 i zapewnili sobie awans na zaplecze elity.

Podopieczni Igora Zacharkina wygrali cztery mecze w regulaminowym czasie gry i wobec wpadek rywali zapewnili sobie promocję do dywizji IA, i to już przed meczem z Wielką Brytanią. Już teraz do "Wyspiarzy" przylgnęła łatka największego rozczarowania turnieju.

- Z Brytyjczykami zagramy dla naszych kibiców, dla rodzin, które trzymały za nas kciuki i wspólnie z nami wierzyły w końcowy sukces - podkreślił Kowalówka. - Zasłużyliśmy na awans. 

Reklama

Wychowanek oświęcimskiej Unii, obecnie grający w Comarch Cracovii, zdobył dwie bramki. Najpierw, w 10. minucie skutecznie wykończył akcję Arona Chmielewskiego i Grzegorza Pasiuta, otwierając tym samym wynik spotkania, a później znakomicie oszukał chorwackiego golkipera i zaskoczył go strzałem "od zakrystii". 

Gdy zapytaliśmy o ocenę dotychczasowych spotkań, odpowiedział: - Najtrudniej grało nam się z Litwą. Gospodarze tego turnieju, mający w składzie Dainiusa Zubrusa, postawili nam naprawdę ciężkie warunki. Chorwaci też chcieli się pokazać się z dobrej strony i spotkanie było bardzo wyrównane. 

W przyszłym roku "Orły" będą rywalizować w wyższej dywizji. - Tam wszystkie drużyny prezentują nieco wyższy poziom. Nie będzie już słabych zespołów i słabych meczów. Trzeba być skoncentrowanym przez pełne sześćdziesiąt minut - zapewnił "Muminek". 

Być może przyszłoroczne Mistrzostwa Świata dywizji IA zostaną rozegrane w Krakowie. Kandydatura Królewskiego Miasta ma zostać oficjalnie zgłoszona podczas najbliższego kongresu IIHF, który odbędzie się w maju w Mińsku. 

- Każdy z nas chciałby zagrać w nowej hali, przy 10 tysiącach żarliwie dopingujących kibiców. Oby tak się stało - zakończył Sebastian Kowalówka.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje