Reklama

Reklama

Polski hokej. Mirosław Minkina ponownie prezesem PZHL-u

Dotychczasowy prezes Polskiego Związku Hokeja na Lodzie Mirosław Minkina został dziś wybrany na nową kadencję, podczas Walnego Zgromadzenia Sprawozdawczo-Wyborczego, jakie się odbyło w Bytomiu. Za ponownym prezesowaniem Minkiny było 63 delegatów, przeciw 14, a wstrzymało się ośmiu.

Minkina był jedynym kandydatem, po tym jak zrezygnował Zbigniew Starzec, który w wypadku połamał sobie żebra.

Prezes Minkina ubiegał się o reelekcję. Po raz pierwszy Minkina sternikiem polskiego hokeja został po raz pierwszy 27 listopada 2018 r., zastępując Piotra Demiańczuka, który zrezygnował w październiku. Trzy lata temu chaos w polskim hokeju zaczął się, gdy w lutym z posady prezesa zrezygnował Dawid Chwałka, zostawiając długi i bałagan. Na skutek interwencji ówczesnego ministra sportu Witolda Bańki PZHL został ubezwłasnowolniony finansowo, a środki na przygotowania reprezentacji trafiały za pośrednictwem PKOl-u.

Reklama

W kwietniu 2017 r. Najwyższa Izba Kontroli wybiła wszystkie nieprawidłowości PZHL-u, na czele z niewłaściwymi przetargami na zakup sprzętu i obsługę transportową, niepublikowanie w terminie sprawozdania finansowego. Przez brak właściwego rozliczenia minister Bańka nakazał ówczesnemu zarządowi zwrot czteromilionowej dotacji na szkolenie.

Minkina chciał stawiać na naturalizowanych reprezentantów

Mirosław Minkina przywrócił stabilizację PZHL-owi, ale zbankrutowała jego idea o odbudowie siły seniorskiej reprezentacji w oparciu o naturalizowanych obcokrajowców. Poza bramkarzami Johnem Murrayem i mającym polskie korzenie Ondrejem Raszką, "stranieri" na dłuższą metę nie byli zainteresowani występami w "Biało-Czerwonych". Michael Cichy zniechęcił się do gry dla Polski po dziewięciu występach, a Alex Szczechura - po ośmiu.

Teraz najważniejszą misją Minkiny będzie ożywienie szkolenia, bez czego hokej popadnie w jeszcze głębszą anemię.

- Kwota źle rozliczanych dotacji z Ministerstwa Sportu przekracza sześć milionów złotych. Do tego dochodzą zobowiązania do naszych kontrahentów. Kwota długu związku przekracza 18 mln złotych wraz z odsetkami. Zajęć komorniczych jest na ponad 10 milionów złotych - poinformował podczas walnego Minkina.

Stary-nowy prezes zapowiedział wprowadzenie przepisu w Polskiej Hokej Lidze, który wymusi grę po sześciu Polaków w każdym zespole. Sęk w tym, że dziś ciężko będzie tylu dobrych graczy z naszym paszportem znaleźć. Spore nadzieje pokłada też w zmianie logotypu PHL-u. W ramach poprawy szkolenia zapowiada rozdysponowanie 500 kijów, kasków, łyżew w rodzących się ośrodkach hokejowych, takich jak choćby Malbork i Elbląg. Nie wiadomo jednak, kto w nich miałby szkolić. Skoro w piłce nożnej narzekamy na brak wykwalifikowanej kadry trenerskiej, to w hokeju jest jeszcze o klasę gorzej.

Mirosław Minkina zadeklarował pomoc w pozyskiwaniu środków na sport młodzieżowy, z programu "Trener", z którego można opłacić każdego szkoleniowca kwotą 5 tys. zł brutto.

Tomasz Jaworski i Zdzisław Zaręba w zarządzie

Walne zdecydowało, że nowy zarząd związku będzie siedmioosobowy. Oprócz prezesa w jego skład weszli dotychczas obecni w tym gremium: 

- Marta Zawadzka (z poparciem 72 głosów)

- były hokeista Polonii Bytom Adam Fras (68), 

- Danuta Piorun (61),

- Bogdan Rozwadowski (50.). 

Delegaci wybrali też do zarządu nowe osoby:

- byłego bramkarza reprezentacji Polski Tomasza Jaworskiego, który zyskał poparcie 53 delegatów i byłego napastnika Podhala Nowy Targ, dziś prezesa MMKS Podhale Zdzisława Zarębę (46 głosów).

Nie zyskali poparcia wystarczającego, by wejść do zarządu: Marcin Hadowski (27 głosów), Adam Zięba (21), Jakub Kapica (ojciec reprezentanta Polski i napastnika Comarch Cracovii - Damian zyskał 20 głosów), Radomir Szaraniec (20), dyrektor sportowy Stoczniowca Gdańsk Maciej Turnowiecki (18), Krok (16).

Gdzie jest Henryk Gruth?

Dziwnym trafem nikt nie wpadł na pomysł, aby zaprosić do Bytomia legendarnego Henryka Grutha, który na szkoleniu zjadł zęby i to według cenionej na świecie szwajcarskiej modły.

- Wróciłem na stałe do Polski, to jest mój kraj. Wielu się dziwi, dlaczego zdecydowałem się wrócić ze Szwajcarii, ale tam zawsze jesteś obcym człowiekiem, a tu jesteś u siebie... To zasadnicza różnica: w Polsce czuję się najlepiej, więc tutaj wróciłem. Każdemu kto zechce mogę służyć moim hokejowym doświadczeniem. Przez te dwadzieścia kilka lat na obczyźnie spotkałem się z systemami i koncepcjami szwedzkimi, fińskimi, kanadyjskimi... Ale do tej pory nikt w Polsce nie chciał z tego skorzystać, co mnie dziwi. Zjechałem na emeryturę, nikt dotąd się nie odezwał - powiedział Interii Henryk Gruth.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje