Reklama

Reklama

Polska - Węgry. Dziś bój hokeistów o awans do finałowej rundy kwalifikacji olimpijskich

Przed polskimi hokeistami jeszcze daleka droga na igrzyska w Pjongchang. Mimo tego dzisiejszy bój z Węgrami (godz 18. w Budapeszcie) będzie miał wyższą stawkę niż sam triumf w turnieju 2. rundy kwalifikacji i awans do finałowej rozgrywki.

Po nieudanych mistrzostwach w Kijowie w 2011 roku i reformie systemu rozgrywek MŚ nasz zespół na dobrze ugrzązł w trzeciej lidze. Plan błyskawicznego powrotu na zaplecze elity splajtował po bolesnej porażce z Koreą na mistrzostwach w Krynicy-Zdroju. W takiej sytuacji naszą kadrę przejmował trenerski duet mistrzów świata Igor Zacharkin - Wiaczesław Bykow. 

Reklama

Rozpoczął się proces odbudowy, który po ich odejściu, z powodzeniem kontynuuje Jacek Płachta. Drużyna zaczęła wygrywać z silniejszymi rywalami, triumfować w turniejach EIHC, a przed rokiem na mistrzostwach świata w Krakowie walczyła nie o utrzymanie, tylko o awans i to do ostatniej minuty ostatniego meczu. 

Teraz czas na kolejny krok. Przed wyjazdem na Węgry Płachta nie maskował się frazesami w stylu: "jedziemy zagrać trzy dobre mecze", tylko postawił sprawę jasno: jedziemy wygrać. Czas na pokonanie faworyta na jego własnym lodzie w meczu o realną stawkę, a nie w spotkaniu towarzyskim. Na takie zwycięstwo, jak z Włochami podczas MŚ elity w Szwecji czekamy już kilkanaście lat.

Nie chodzi o potwierdzenie, że kadra idzie w dobrym kierunku, bo co do tego nie ma wątpliwości. Chodzi o to, by złamać kolejną barierę i nadać zmianom szybszy bieg. Nawet jeśli dziś pokonamy bratanków, to drogę na igrzyska wciąż będziemy mieli długą i ostro pod górkę. Dzisiejsze zwycięstwo byłoby ogromną mentalną zaliczką dla naszej drużyny przed zbliżającymi się mistrzostwami zaplecza elity w katowickim Spodku.

Co dzisiaj trzeba będzie zrobić, aby wygrać?

Marcin Kolusz, kapitan "Biało-czerwonych": - Najważniejsza będzie dyscyplina taktyczna, ale większe znaczenie niż zazwyczaj będzie miało zaangażowanie. Wygra ta drużyna, która będzie bardziej chciała, bardziej walczyła i więcej jeździła.

Mateusz Rompkowski, obrońca "Biało-czerwonych": - Choć ostatni mecz z Węgrami przegraliśmy, to dla mnie podstawowy wniosek z tamtego spotkania był taki, że możemy z nimi wygrywać. Podstawą będzie gra w obronie, unikanie błędów i kar.

Paweł Dronia, obrońca reprezentacji Polski: - Szanse oceniam 50 na 50. Węgrzy będą mogli liczyć na swoich kibiców, ale my zniwelujemy to naszą taktyką.

Adam Bagiński: - Co nas czeka? Wojna. Nasza drużyna cały czas się rozwija. Stanowimy naprawdę zgrany zespół i proszę mi wierzyć, jest wielu chłopaków, którzy chcieliby być w tej drużynie.

Rich Chernomaz, trener reprezentacji Węgier: - Żeby wygrać, musimy zminimalizować błędy, zwłaszcza gdy będziemy przy krążku. Potrzebujemy bardzo solidnej gry w defensywie. Musimy zagrać z ogniem, pasją i determinacją.

Frank Banham, najbardziej doświadczony zawodnik reprezentacji Węgier: - Zapowiada się bardzo wyrównany mecz. Nie sądzę, aby padło wiele bramek. To będzie spotkanie podobne do ostatniego, jakie stoczyliśmy na mistrzostwach w Krakowie, zwłaszcza że składy obu drużyn nie zmieniły się. Bardzo ważne będzie dobre wejście w mecz. To jak się ułożą pierwsze minuty, może mieć ogromne znaczenie.

Isztvan Sofron, napastnik węgierskiej kadry: - Polska również ma dobry zespół. Wysoko wygrali oba mecze w Budapeszcie. W zeszłym roku mieliśmy okazję przekonać się, że są wytrzymali na trudy turnieju. Jesteśmy faworytami, ale trzeba zachować ostrożność. Jeśli będziemy trzymać się tego, o czym mówiliśmy w szatni i zagramy na sto procent, to możemy wygrać.

Z Budapesztu Mirosław Ząbkiewicz​


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje