Reklama

Reklama

Polska - Austria na MŚ. Dieter Kalt: Mamy duży szacunek dla reprezentacji Polski

- Różnice między zespołami nie są duże i z pewnością nie jesteśmy w sytuacji, która pozwalałaby nam myśleć, że będziemy zdecydowanie najlepsi - przyznał były kapitan Austrii, a obecnie asystent trenera kadry Dieter Kalt przed dzisiejszym meczem z Polską (godz. 20 TVP Sport) na hokejowych MŚ Dywizji IA w Katowicach.

Co? Gdzie? Kiedy? Bądź na bieżąco i sprawdź Sportowy Kalendarz!

Reklama

Dieter Kalt był znakomitym napastnikiem. Zdobywał mistrzostwo Austrii, Niemiec i Szwecji. Grał na 14 mistrzostwach świata elity i trzech igrzyskach olimpijskich. Przed ośmioma laty był najlepszym zawodnikiem mistrzostw w Innsbrucku, podczas których jego ekipa pokonała "Biało-czerwonych" w boju o awans do elity (7-3).

Interia: W naszej reprezentacji jest dziesięciu hokeistów, którzy grali przed ośmioma laty w Innsbrucku. W waszej drużynie nie ma nikogo z tamtego zespołu. Jak to wytłumaczyć?

Dieter Kalt, asystent selekcjonera reprezentacji Austrii: - Może w Innsbrucku mieliście naprawdę młodych zawodników, nabrali doświadczenia i wciąż na nich opiera się kadra. Mieliśmy identyczną sytuację w Austrii. W ciągu ostatnich dziesięciu-dwudziestu lat najlepsi zawodnicy, to ta sama grupa. Ciężko było o to, aby do zespołu wchodzili młodzi hokeiści i przejmowali na swoje barki ciężar gry. Może nie mamy w Katowicach najlepszych, najbardziej doświadczonych naszych zawodników, ale kiedyś w końcu musiało dojść do zmiany pokoleniowej. W kadrze są teraz zawodnicy, którzy nie odgrywają wiodącej roli w swoich klubach i w reprezentacji stanęli przed nowym wyzwaniem. To trochę dla nich trudna sytuacja, ale widać, że robią postępy. Rozpoczęliśmy nowy projekt i gdy zawodnicy okrzepną, pokażą, na co ich stać. Może nawet więcej, niż inni się po nich spodziewa.

- Już jakiś czas temu zapadła decyzja o tym, że młodsi zawodnicy muszą zacząć odgrywać większą rolę w reprezentacji. Starsi zawodnicy powiedzieli: "ok, już nam wystarczy, jesteśmy trochę zmęczeni, chcemy grać dla reprezentacji, ale musimy skupić się na grze w klubach, chcemy więcej czasu poświęcić rodzinom, a do tego dochodzą kontuzje". Dlatego musieliśmy dokonać zmian, a rzeczywistość pokazuje, że to była dobra decyzja. Przed rokiem graliśmy naprawdę dobrze.

Nie macie problemu z młodzieżowym zapleczem? Dzieci w Austrii chcą uprawiać hokej?

- Tak. Część klubów sporo zainwestowała w programy młodzieżowe. Potrzeba cierpliwości, aby były efekty, ale uważam, że doszło do zmiana myślenia w wielu austriackich klubach. Zrozumiano, że nie ma innej drogi i trzeba inwestować w szkolenie dzieci i młodzieży.

W Polsce wciąż nie możemy tego przeskoczyć, a co w tym momencie jest największym problemem austriackiego hokeja?

- Przechodzenie zawodników z wieku juniora do seniora. To duży przeskok. Poziom ligi jest bardzo dobry, grają w niej świetni profesjonaliści, ale tym trudniejsze zadanie stoi przed młodymi hokeistami. Na trenerach jest spora presja wyniku, dlatego staramy się w wielu klubach tworzyć drugie drużyny, w których na niższym szczeblu rozgrywkowym będą ogrywać się młodzi zawodnicy. Chcemy, aby wcześniej wkraczali w świat dorosłego hokeja.

Każdy zespół na mistrzostwach w Katowicach trzyma kciuki za Francję i Niemcy, aby nie zajęły ostatnich dwóch miejsc podczas turnieju elity. Jeśli im się powiedzie, to z Katowic awans wywalczą dwie drużyny. Jaki jest pana scenariusz?

- Mamy nadzieję, że do elity awansują dwa zespoły. Rywalizacja jest zacięta i wyrównana, dlatego wszystko może się wydarzyć. Na świecie jest sześć-osiem zespołów czołówki, a później dziesięć-piętnaście, które prezentują bardzo podobny poziom. Ogromne znaczenie ma dyspozycja bramkarza, to czy dojadą najlepsi zawodnicy i czy będą zdrowi. Zespołom, które awansują do elity, trudno jest tam pozostać i Węgrzy w tym roku nie będą mieć łatwo, ale jeśli dobrze rozpoczną, będą mogli liczyć na świetnie broniącego bramkarza, to jest szansa, że utrzymają się.

Trudno rozgryźć waszą reprezentację. Austria w meczu z Koreą i Austria w spotkaniu z Włochami, to dwie zupełnie różne drużyny. Która z nich jest prawdziwa?

- Dokładnie, dwie różne drużyny. Korea okazała się bardzo silnym rywalem, my nie rozegraliśmy najlepszego meczu, ale mimo wszystko potrafiliśmy wygrać. Z Japonią graliśmy już lepiej, a plan na ten tydzień jest taki, żeby w każdym kolejnym spotkaniu prezentować się jeszcze lepiej. Mecz z Włochami był w naszym wykonaniu dużo lepszy. Znamy ich, wiemy, że to twardy przeciwnik, ale tym razem nie pozwoliliśmy im na wiele.

Co może powiedzieć pan o polskim zespole?

- Bardzo szanujemy polską drużynę. Zdajemy sobie też sprawę z tego, że ciężko gra się przeciwko gospodarzowi imprezy, gdy może liczyć na wsparcie kibiców. Zwłaszcza, gdy nie rozpoczął mistrzostw w taki sposób, w jaki zamierzał. Wiemy, jak to jest, bo wiele razy byliśmy w podobnej sytuacji. Czeka nas ciężki, fizyczny bój. Musimy być maksymalnie skoncentrowani.

Otwieracie tabelę po trzech kolejkach, ale gdyby nie udało się wam wywalczyć awansu do elity, to byłoby to dla was dużym rozczarowaniem?

- Chłopaki pokazali, że potrafią grać bardzo dobrze. Jeśli gramy zespołowo, zdyscyplinowanie, pomoże nam bramkarz, to trudno nas pokonać. W przeciwnym wypadku możemy przegrać z każdym. Wszyscy zdajemy sobie z tego sprawę. Dlatego równie dobrze możemy wywalczyć awans do elity, jak i pozostać w Dywizji IA. Różnice między zespołami nie są duże i z pewnością nie jesteśmy w sytuacji, która pozwalałaby nam myśleć, że będziemy zdecydowanie najlepsi.

Rozmawiał Mirosław Ząbkiewicz, Katowice

Dowiedz się więcej na temat: hokejowa reprezentacja | hokejowe MŚ

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama