Reklama

Reklama

Odrobny: Właśnie dlatego ciężki mecz zmęczył mniej niż trening

Bramkarz hokejowej reprezentacji Polski – Przemysław Odrobny w spotkaniu z HK Poprad (5-2) w ramach 66. Turnieju o Tatrzański Puchar obronił 36 strzałów, a po meczu … nie czuł się zmęczony. Dzisiaj, o godz. 15 „Biało-czerwoni” zmierzą się z wicemistrzem Słowacji – HC Koszyce.

Spotkanie z siódmą drużyną Słowacji Polacy wygrali 5-2, natomiast w rzutach karnych ulegli 0-1. Karne rozgrywa się na turnieju na wypadek, gdyby na koniec imprezy dwa zespoły miały taką samą liczbę punktów i identyczny bilans bramek.

Reklama

- Mecz z Popradem dobrze się dla nas ułożył. Przetrwaliśmy napór gospodarzy i wykorzystaliśmy swoje szanse bramkowe. W pierwszych dwóch tercjach udało mi się wybronić sporo strzałów, a w trzeciej w sukurs przyszli mi koledzy, którzy kilka razy wybili zmierzający do pustej bramki krążek. I o to w tym wszystkim chodzi, żeby się nawzajem uzupełniać - powiedział nam Przemysław Odrobny.

Wychowanek gdańskiego Stoczniowca był drugim bohaterem spotkania, po zdobywcy dwóch goli Leszku Laszkiewiczu.

- Chyba każdy mógł się przekonać, że nawet z ligowcem słowackim, jakim jest Poprad, był to zupełnie inny mecz, do jakich jesteśmy przyzwyczajeni w Polskiej Lidze Hokejowej. Inne jest tempo, to znacznie szybszy hokej - powiedział Przemek, z uwagi na fryzurę znany także jako "Wiedźmin".

Jak się czuję Odrobny po meczu, w którym obronił 36 strzałów? - Powiem szczerze, że jestem mniej zmęczony, niż po ostatnich treningach. Na nich trener Kirył nam - bramkarzom naprawdę daje w kość - nie ukrywa Przemysław. - Rodzicom właśnie mówiłem, że całe szczęście, iż nadeszły mecze, bo będzie można wreszcie odpocząć. Naprawdę, jeszcze nigdy nie trenowałem tak ciężko, jak teraz, przy rosyjskich szkoleniowcach.

- Z trenerem Korenkowem zaczynamy każdy trening o 15-20 minut wcześniej niż reszta zespołu, a kończymy jako ostatni. Do tego rano, przed wyjściem na lód, pracujemy jeszcze "na sucho" - opowiada Odrobny. - Trener Kirył zwraca uwagę na nasze nogi, abyśmy byli silni i dynamiczni, ciągle szlifujemy technikę. Nawet, gdy już opadamy z sił, on namawia motywując: "Jeszcze, jeszcze!" i o to chodzi, to przynosi efekty w takich meczach, jak ten z Popradem. Dlatego proszę się nie dziwić, że po takich przejściach treningowych nawet mecz, w którym rywal oddaje więcej strzałów i posiada przewagę, nie wydaje się być ciężkim. Mam też nadzieję, że moja dyspozycja będzie równie dobra w piątkowym spotkaniu z Koszycami (godz. 15), chociaż na regenerację zostanie zaledwie kilkanaście godzin.

O opinię po spotkaniu poprosiliśmy także trenera Popradu i byłego szkoleniowca polskich drużyn (Podhale, Sanok) - Milana Janczuszkę. - Mój zespół jest w trakcie przebudowy. W porównaniu do ubiegłego roku zostało nam tylko pięciu zawodników, na ich miejsce przyszli starzy wyjadacze jak Krotak, ale musiałem też skład uzupełniać naszą utalentowaną młodzieżą. Przeważaliśmy, dochodziliśmy częściej do sytuacji strzeleckich, ale mieliśmy za dużo bałaganu w obronie. Reprezentacja Polski była lepiej poukładana taktycznie i dlatego wygrała - podkreślał Janczuszka.

Z Popradu Michał Białoński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje