Reklama

Reklama

Laszkiewicz: Z Chorwatami zagramy ze świadomością, że to może być nasz najważniejszy mecz na MŚ

- W meczu z Holendrami kluczowe były dwie bramki strzelone w ciągu 10 sekund. Z Chorwatami zagramy ze świadomością tego, że to może być nasz najważniejszy mecz na mistrzostwach świata - powiedział RMF FM Leszek Laszkiewicz po trzecim zwycięstwie polskich hokeistów na MŚ Dywizji IB w Wilnie.

Edyta Bieńczak: W trzech meczach zapisaliście na swoim koncie trzy zwycięstwa. Najwyżej poprzeczkę zawiesili Litwini, z którymi wygraliście jedną bramką po bardzo nerwowej końcówce.

Leszek Laszkiewicz: - Litwini zagrali bardzo dobry hokej, bardzo agresywny, czym nas w tym meczu bardzo zaskoczyli. To gospodarze turnieju i widać, że doping własnej publiczności ich niesie. Dodatkowo ich bramkarz gra na wysokim poziomie, był dla nas ciężką do przejścia zaporą. Ale wygrywamy i to jest najważniejsze.
A propos agresywnej gry - po spotkaniu z Litwinami trener Igor Zacharkin mówił w rozmowie z INTERIA.PL: "W takiej brutalnej grze wyszły nasze niedostatki (...). W ciężkich sytuacjach nasi chłopcy gubią się, zapominają o tym, co wypracowaliśmy w procesie treningowym". Z drugiej strony chwalił was za to, że pokazaliście charakter.

- Nikomu nie gra się wygodnie, jeżeli przeciwnik gra mocno, agresywnie i z przodu. Na lodzie jest wtedy mniej czasu na realizację zadań, ale najważniejsze, że pokazaliśmy charakter, że zagraliśmy konsekwentnie do końca i że wygraliśmy ten mecz.

Jak dotąd tylko w spotkaniu z Litwinami oddaliście mniej strzałów na bramkę niż przeciwnik. Holendrów zasypaliście strzałami, ale dopiero w trzeciej tercji udało się wypracować bezpieczną przewagę.

- Bardzo nas cieszy, że w trzeciej tercji udokumentowaliśmy naszą dominację. W przeciągu 10 sekund strzeliliśmy dwie bramki, które były kluczowe dla tego spotkania. Później grało się nam zdecydowanie lepiej, na koniec dołożyliśmy jeszcze dwa gole i zasłużenie wygraliśmy.

Dobrze idzie wam gra w przewagach, w trzech meczach strzeliliście w przewadze pięć bramek. Wydaje mi się, że wcześniej ten element nie wychodził wam tak dobrze.

- Trzeba tu zwrócić uwagę, że nasza pierwsza piątka - Marcin Kolusz, Krzysztof Zapała, Tomasz Malasiński, Paweł Dronia i Rafał Dutka - grała ze sobą już wiele razy, ta piątka się praktycznie nie zmienia, chłopcy rozumieją się bez słów i grają te przewagi naprawdę świetnie. Naszej piątce, trochę mieszanej, bo ja dochodzę do piątki Grzegorza Pasiuta, również idzie to dobrze, bramki padają. Cieszymy się, bo to jest klucz do zwycięstw w światowym hokeju, teraz w przewagach zdobywa się najwięcej bramek. Popracowaliśmy trochę nad tym elementem przed mistrzostwami i bardzo się cieszymy, że te gole strzelamy.

Poniżej oczekiwań spisują się w turnieju Holendrzy, którzy nie zdobyli dotąd żadnego punktu, i chyba przede wszystkim Brytyjczycy, którzy mieli być waszym najpoważniejszym rywalem na drodze do awansu.

- Ciężko nam to teraz oceniać, na pełną ocenę będzie można pozwolić sobie po mistrzostwach. To jest turniej, każdy mecz może wszystko zmienić.

Przed mistrzostwami wydawało się, że najważniejsze, decydujące spotkanie rozegracie w sobotę z Brytyjczykami, a tymczasem na niespodziankę turnieju wyrośli Chorwaci - choć dzisiaj męczyli się mocno z Rumunami i wygrali dopiero po rzutach karnych.

- Przed mistrzostwami nie wiedzieliśmy wiele na temat Chorwatów, ale spodziewaliśmy się, że będzie to mocna drużyna, że to może być czarny koń turnieju. Mają wielu zawodników, którzy na co dzień grają w KHL-u, dużo młodych zawodników grających w różnych ligach. Tak że wartość mają wysoką i udowadniają to w tym turnieju. My będziemy gotowi jutro na twardą walkę. Będziemy grać z Chorwatami ze świadomością tego, że to może być nasz najważniejszy mecz na mistrzostwach.

Edyta Bieńczak

Reklama

Czytaj też na rmf24.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje