Reklama

Reklama

Hokejowe MŚ w Katowicach. Leszek Laszkiewicz: Nie możemy stawiać się w roli faworyta

- Ostatnie wyniki reprezentacji pokazują, że możemy spodziewać się czegoś dobrego, ale nie możemy pompować balonika, bo znamy wartość drużyn, z którymi przyjdzie nam walczyć - przestrzega najlepszy polski hokeista ostatnich lat Leszek Laszkiewicz przed rozpoczynającymi się w sobotę w Katowicach mistrzostwami świata Dywizji IA. W sobotę mecz Polska - Włochy o 16.30 w TVP1.

Polska zagra z Włochami, Koreą Południową, Słowenią, Austrią i Japonią. Awans do elity wywalczy jedna lub dwie drużyny w zależności od do tego, jak spiszą się reprezentacje Francji i Niemiec podczas mistrzostw elity. Będą organizować MŚ w 2017 roku dlatego w tym roku nie mogą zostać zdegradowane. Obie podczas tegorocznych mistrzostw w Rosji zagrają w grupie B. Jeśli uplasują się na dwóch ostatnich pozycjach, to do Dywizji IA spadnie tylko najsłabsza drużyna z grupy A i w tej sytuacji awansuje tylko zwycięzca katowickiego turnieju. Wiadomo natomiast, że z turnieju w Katowicach do Dywizji 1B spadnie ostatni zespół. Zapowiada się bardzo ciekawy turniej.

Reklama

Interia: Jesteśmy w przeddzień wielkiej imprezy, ale tym razem zabraknie cię na mistrzostwach. Nie żałujesz decyzji o zakończeniu reprezentacyjnej kariery?

Leszek Laszkiewicz (najlepszy polski hokeista ostatnich lat, 18-krotny uczestnik MŚ, 8-krotny złoty medalista MP): - Nagrałem się w kadrze przez dwadzieścia lat. Mam teraz więcej czasu dla rodziny. Poza tym nie podjąłem decyzji o zakończeniu gry w reprezentacji z dnia na dzień, tylko zmagałem się z tym tematem przez dłuższy czas. Na pewno będę kibicował chłopakom. Wybieram się na dwa pierwsze mecze i będę mocno trzymał kciuki. Zwłaszcza, że w drużynie jest świetna atmosfera, chłopaki fajnie wyglądają. Widać, że w świetnym stylu wykonują pracę z trenerem Jackiem Płachtą i wygrywają. Są dobrze przygotowani, zmotywowani. Jest szansa, czego bardzo im życzę, żeby nasz hokej rozwijał się.

Zanosi się jednak na to, że o sukces będzie trudniej niż przed rokiem, bo przyjadą silniejsi rywale.

- Też mi się tak wydaje. Również z tego względu, że przed rokiem zrobiliśmy naprawdę świetny wynik. Ostatnie wyniki reprezentacji pokazują, że możemy spodziewać się czegoś dobrego, ale nie możemy pompować balonika, bo znamy wartość drużyn, z którymi przyjdzie nam walczyć. Naprawdę, będzie bardzo, bardzo ciężko.

Zgodzisz się z opinią, że równie dobrze można awansować do elity, co spaść do trzeciej ligi?

- Zdecydowanie tak. Dwa pierwsze mecze pokażą, czy będziemy grali o awans, czy o utrzymanie. Stopień trudności będzie większy, bo wyższe są też wymagania, ale pamiętajmy jak było przed rokiem. Też nikt nie wiedział, o co tak naprawdę będziemy grać. Tak samo będzie w tym roku. Nie możemy stawiać się w roli faworyta, bo tak nie jest. Każdy dobrze wie, że Słowenia czy Austria to naprawdę mocne zespoły.

Dlatego patrząc dzisiaj na ubiegłoroczne mistrzostwa, tym bardziej doceniamy trzecie miejsce. Wszyscy marzymy o awansie, ale zgodzisz się, że powtórzenie wyniku z Krakowa byłoby sukcesem?

- Tak. Najważniejsze, żebyśmy się nie cofnęli. Ważne, żebyśmy mieli określony jakiś standard tego co robimy i małymi kroczkami posuwali się do przodu. Każde wyższe miejsce niż w poprzednim roku byłoby wielkim sukcesem. Trzeba wspierać chłopaków, kibicować, bo będą liczyć na pomoc trybun, ale nie pompujmy balonu. Chłopaki potrzebują spokoju i będzie dla nich bardzo ważny.

Dopiero w maju dowiemy się czy do elity awansują dwa najlepsze zespoły turnieju w Katowicach, czy tylko zwycięzca. Nie jest to dobra wiadomość dla żadnej z ekip, ale z drugiej strony zapowiadają się jeszcze większe emocje. Kto jest dla ciebie głównym faworytem?

- Wydaje mi się, że może to być Słowenia. Mimo że nie przyjedzie w najmocniejszym składzie, to gra świetny hokej. Słoweńcy mają doświadczenie zdobyte w elicie, wystąpili na igrzyskach. Bardzo dobrych zawodników mają też Austriacy. Te dwie drużyny lekko wyróżniają się na tle pozostałych, które zagrają w Katowicach.

KLIKNIJ I CZYTAJ DALEJ!

Przez lata można było stawiać w ciemno, kto będzie w kadrze. W ostatnim czasie trener ma większy wybór. Brakuje ci kogoś w kadrze?

- Nie, trzeba zaufać trenerowi Płachcie. Naprawdę świetnie dobiera zawodników pod swoją koncepcję i osiąga z kadrą naprawdę rewelacyjne wyniki. Moim zdaniem decyzje trenera będą optymalne, bo obserwuje chłopaków na co dzień i wie, na kogo może liczyć w danym momencie i kto ma najlepszą formę.

Reprezentacja osiąga coraz lepsze wyniki, ale problemy naszego hokeja, o których rozmawialiśmy przed rokiem, tuż po ostatnim twoim meczu w kadrze, wciąż są aktualne. Widzisz szansę na to, żeby miało się coś poprawić także pod względem organizacyjnym i finansowym?

- Przez długie lata strasznie mnie bolało i martwiło, bo organizacja była naprawdę na żenującym poziomie. Cały czas każdy się wypowiadał, że trzeba postawić na młodzież, na lepszą organizację, ale to było tylko takie gadanie. Bolało mnie serce, gdy patrzyłem na to, co się dzieje z moją ukochaną dyscypliną, ale teraz widzę promyczek nadziei. Chodzi o zaangażowanie takich ludzi jak Henryk Gruth, Andrzej Tkacz, którzy coraz głośniej mówią o pomocy dla polskiego hokeja. Chcą wziąć w tym udział. Wiele razy mówiłem, że najbardziej mi żal, że przez lata działacze nie potrafili wykorzystać doświadczeń szczególnie Henryka Grutha. Ma naprawdę ogromną wiedzę o budowaniu systemu szkolenia młodzieży, bo od kilkunastu lat robi to w Szwajcarii i to z rewelacyjnym skutkiem. Musimy zacząć od szkolenia dzieci i trenerów.

Zawsze grałeś o najwyższe cele, a teraz problemy finansowe nie pozwoliły Jastrzębiu walczyć o medale. Wciąż masz motywację do gry?

- Nikt nie mógł przypuszczać, że pojawią się takie problemy ze sponsorami. Od razu przełożyło się to na o wiele mniejszy budżet, a co za tym idzie na kadrę zespołu. Niestety, nasze miejsce na koniec sezonu jest odzwierciedleniem tego, co się działo. Trochę bolało, bo po raz pierwszy w polskiej lidze nie zdobyłem żadnego medalu, ale nic na to nie poradzę. Dawałem z siebie wszystko, jak zawsze, i musiałem się z tym zmierzyć. Gdybym nie miał wcześniej złotego medalu na szyi, to mógłbym się martwić, ale teraz chcę się po prostu cieszyć grą.

Zostajesz w Jastrzębiu?

- Mam kontrakt ważny jeszcze przez rok, jednak z tego, co widzę, to w Jastrzębiu będzie jeszcze ciężej. Klub walczy o przetrwanie, ale działacze starają się zrobić wszystko, żeby hokej w Jastrzębiu nie zginął. Trzeba trzymać kciuki.

Myślisz o tym, żeby wykorzystać swoje doświadczenie w roli trenera?

- Tak, ale nie będzie to zależało tylko ode mnie. Mam bardzo duże doświadczenie i jeśli ktoś będzie chciał z tego skorzystać, to jak najbardziej.

Rozmawiał Mirosław Ząbkiewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL