Reklama

Reklama

Hokejowa reprezentacja po turnieju EIHC w Gdańsku. Plusy i minusy

Hokejowa reprezentacja Polski zajęła trzecie miejsce na turnieju EIHC o Puchar Niepodległości w Gdańsku. Nie była to dla nas najlepsza impreza ani pod względem organizacyjnym, ani sportowym. Trener Tomasz Valtonen i zawodnicy przekonywali jednak, że kadra zmierza w dobrym kierunku. Są jednak powody do wstydu - 300 kibiców na meczu reprezentacji w Polsce to kompromitacja.

Nasz zespół nie grał w optymalnym składzie. Zabrakło m.in. Patryka Wronki i Grzegorza Pasiuta, którego selekcjoner namówił do powrotu do kadry. Jeśli będą zdrowi i w formie, znacząco wzmocnią drużynę. Trzeba jednak dodać, że rywale przyjechali do Gdańska w jeszcze bardziej eksperymentalnych składach.

"Biało-Czerwoni" pokonali Japonię 3-2, choć grali słabo. Najlepszy mecz rozegrali przeciwko Włochom, ale ulegli 0-2, w identycznych rozmiarach jak dzień później Węgrom.

Siedem tercji bez goli

Nasi hokeiści w każdym meczu mieli lepsze i gorsze momenty. To, co się nie zmienia, to nieodpowiedzialnie łapane kary i nieskuteczność. Na dziewięć tercji rozegranych w Gdańsku nasz zespół strzelał gole tylko w dwóch.

Reklama

- To był kiepski turniej pod względem skuteczności. Ciężko wygrywać, strzelając tylko trzy bramki w całym turnieju. Lepiej brzydko wygrywać niż ładnie przegrywać. Liczy się wynik. To jest sport, każdy chce wygrywać, niezależnie od tego, czy to turniej, czy mecz sparingowy. Zwycięstwo zawsze podnosi na duchu - nie owijał w bawełnę Mateusz Bryk.

W dzisiejszym hokeju coraz mniej goli pada po soczystych strzałach z czystych pozycji, dlatego tak duże znaczenie ma utrudnienie pracy bramkarzowi - zasłanianie lotu krążka i zmiana kierunku strzału tuż przed bramką. Sami kadrowicze mówią o tym od lat, ale jest to element, który w naszej drużynie wciąż kuleje.

Padło pytanie, czy Mariusz Czerkawski mógłby pomóc naszym napastnikom w pracy nad poprawą skuteczności. - Co trener może zrobić, jak jest sytuacja dwa na jeden, albo sam na sam, a zawodnik nie strzela bramki? Ani Mariusz Czerkawski nie pomoże, ani Wayne Gretzky. Może pomóc tylko codzienna praca w klubach - odparł Valtonen.

Kto i co na plus?

Selekcjoner był zadowolony z gry obu bramkarzy - Ondreja Raszki i Johna Murraya. Pierwszy z nich świetnie spisał się w meczu z Japonią. W starciu z Węgrami dał się zaskoczyć w sytuacji, w której nie powinien, ale później wielokrotnie ratował zespół, także w sytuacjach sam na sam.

- Najlepszym naszym obrońcą na turnieju w Gdańsku był Patryk Wajda - chwalił Valtonen.

Spośród napastników zdecydowanie wyróżniał się Aron Chmielewski. Lata gry w Czechach przynoszą efekty, a dystans między nim a napastnikami z naszej ligi systematycznie rośnie.

Nowy kapitan kadry Krystian Dziubiński wrócił uwagę na dużą poprawę gry w osłabieniach. - Straciliśmy tylko jedną bramkę grając w osłabieniu - podkreślał. - Może grą w osłabieniach nie wygrywa się meczów, ale przez nią można przegrać.

Valtonen nie boi się stawiać na młodych zawodników i zapewnia, że jest z nich zadowolony. Młodszych kolegów chwalił też Paweł Dronia: - Jest wielu młodych chłopaków, zwłaszcza z Jastrzębia. Wykonują świetną pracę w klubie. Dostali szansę i pokazali się z dobrej strony. Trzeba dawać im szansę i kadra powinna pójść do przodu.

Reprezentacja gra przy spuszczonych kotarach

Pięknie podświetlona na biało-czerwono hala Olivia robiła wrażenie z zewnątrz, ale po przekroczeniu jej progów czar prysł. Wprawdzie organizatorom udało się uniknąć kompromitacji sprzed roku, gdy lód nie nadawał się do gry, ale tegorocznej edycji nie da się zaliczyć do udanych.

Do kuriozalnej sytuacji doszło już przed pierwszym meczem. Spotkanie Polska - Japonia miało się rozpocząć o godz. 18, a zaczęło się kwadrans później. - Byliśmy gotowi na rozgrzewkę, a musieliśmy siedzieć w szatni ubrani w sprzęt przez ponad dwadzieścia minut, bo nie była dogadana godzina rozpoczęcia meczu - tłumaczył Paweł Dronia, odpowiadając na pytanie, dlaczego drużyna potrzebowała całej tercji, żeby się obudzić.

To wręcz niewiarygodne, że mecze reprezentacji Polski oglądało w Gdańsku zaledwie 300-400 widzów! Zawstydzające, że część trybun trzeba było zakryć kotarą, żeby puste miejsca nie kłuły w oczy.

Wiceprezes Polskiego Związku Hokeja na Lodzie Robert Walczak przekonywał, że związek wykonał kawał dobrej roboty, żeby wypromować turniej i ściągnąć kibiców na trybuny. Postawił tezę, że kibice hokeja to kibice sukcesu. Tylko jakiego? Kiedy odnieśliśmy sukces, który przyciągnął kibiców na trybuny? Przecież po raz ostatni awansowaliśmy do elity w 2001 roku.

Dla porównania sobotni mecz Niedźwiadków Sanok z najsłabszą drużyną II ligi słowackiej oglądało w Arenie Sanok 1200 widzów. Podobną publikę mają ligowe mecze Lotosu PKH Gdańsk. Żaden z tych klubów nie zdobywa ostatnio trofeów, więc są jednak w Polsce kibice hokeja, a nie sukcesów.

Wiceprezes Walczak mówi, że tanie bilety na mecze reprezentacji były nie fair wobec kadrowiczów, ale PZHL nie może się obrażać na rzeczywistość. Skoro mamy drugi turniej z rzędu, na który przyszła garstka kibiców, to trzeba coś zmienić. Także ceny biletów. Jeśli nic się nie zmieni, to w kwietniu może się okazać, że mistrzostwa świata dywizji IB lepiej było zorganizować w małej hali Spodka.

Mirosław Ząbkiewicz, Gdańsk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje