Reklama

Reklama

Hokej. 44 lata temu Polska wygrała z ZSRR. Jobczyk: Trzeba lodowisk i szkolenia

8 kwietnia 1976 roku polscy hokeiści jedyny raz pokonali reprezentację Związku Radzieckiego. Na mistrzostwach świata w Katowicach wygrali 6-4. - Trzeba szkolić młodzież, ale do sukcesu konieczna jest budowa lodowisk - powiedział strzelec trzech goli w tamtym spotkaniu Wiesław Jobczyk.

Rosjanie byli murowanym faworytem, dwa miesiące wcześniej na igrzyskach olimpijskich w Innsbrucku Polacy przegrali z nimi 1-16.

Reklama

- Była wtedy walka o ten wyjazd, bo konkurencja była ogromna. Na każde miejsce było po trzech zawodników. W efekcie pojechały indywidualności, nie było zespołu, ani atmosfery. W wiosce olimpijskiej "zeszło powietrze". Tyle, że mimo to... zajęliśmy szóste miejsce, co dziś jest chyba marzeniem wielu. Mówiono, że na olimpiadzie byliśmy nieudacznikami. To daje do myślenia, pod jaką graliśmy presją"] - ocenił Jobczyk.

Jego zdaniem podczas MŚ w katowickim Spodku atmosfera w nieco zmienionej personalnie reprezentacji była już zdecydowanie lepsza. - A dodatkowym zawodnikiem była publiczność. Po raz pierwszy u siebie graliśmy przed tak dużą widownią. To był szok, dodał nam sił i radości - przypomniał napastnik.

Wtedy w elicie występowało osiem zespołów. Dwa ostatnie, w tym "Biało-Czerwoni" - spadły do niższej dywizji. W tegorocznych MŚ - odwołanych z powodu epidemii koronawirusa - miało rywalizować w Szwajcarii 16 ekip. Polacy mieli na przełomie kwietnia i maja walczyć w Katowicach w MŚ Dywizji 1B o awans na zaplecze elity.

- Nie ma się co oszukiwać, jesteśmy w trzeciej lidze. Realnie patrząc, w najbliższych latach nie mamy szans, żeby dojść tak wysoko. Bez pracy z młodzieżą ciężko będzie stworzyć dobrą kadrę. Przede wszystkim jednak brakuje lodowisk. Nowe nie powstają, nie ma gdzie trenować. Jeżeli w dużym mieście jest jedno czy dwa, a ćwiczyć można o 6 rano czy o 23, to nie można wymagać, by hokej szedł do przodu. Najpierw trzeba mieć lodowiska, żeby mieć gdzie uczyć się jazdy na łyżwach i gry. Potem można myśleć o sukcesach - stwierdził 125-krotny reprezentant Polski.

Zaznaczył, że w kadrze za jego czasów nie dostawało się pieniędzy, były jednak nagrody. - Jeśli dobrze pamiętam, to za utrzymanie mieliśmy dostać po fiacie 126P. Nawet pojechaliśmy do fabryki i już prawie wybieraliśmy kolory. Jednak wszystko się rozwiało 21 sekund przed końcem meczu z RFN i na otarcie łez dostaliśmy po pozłacanym zegarku Tissot. Mam go do dziś - stwierdził trzykrotny olimpijczyk.

Porażka z RFN 1-2 zadecydowała o opuszczeniu przez Polaków hokejowej elity. Jobczyk zauważył, że w latach 70, nie grali w polskiej lidze hokejowej obcokrajowcy. - Mieliśmy reprezentację A i B. Konkurencja była wielka. Graliśmy na bardzo wysokim poziomie, jeździliśmy na turnieje po całym świecie. Sezon kadrowy wyglądał zupełnie inaczej niż dziś. Po zakończeniu ligi były majowe wczasy zdrowotne w Krynicy czy Kołobrzegu, potem po trzy tygodnie spędzaliśmy na zgrupowaniach w Cetniewie i Zakopanem, a cały sierpień wypełniał udział w turniejach. Tak wyglądały przygotowania kadrowiczów - wyjaśnił strzelec 86. goli dla drużyny narodowej.

Prowadzeni przez fińskiego trenera Tomasza Valtonena Polacy na początku lutego polecieli do Kazachstanu na olimpijskie prekwalifikacje bez żadnego zgrupowania czy treningu w kraju. Po niespodziewanym pokonaniu w decydującym spotkaniu gospodarzy 3-2 awansowali do sierpniowych głównych eliminacji, w których zmierzą się w Bratysławie z gospodarzami, Austrią i Białorusią. Awans do igrzysk w Pekinie (2022) wywalczy tylko zwycięzca.

Piotr Girczys

Dowiedz się więcej na temat: Wiesław Jobczyk | hokej

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje