Reklama

Reklama

Wojciech Wolski: Fajnie jest w domu, ale tęsknię za grą

Wojciech Wolski wraca do formy po ciężkiej kontuzji, ale zamiast siedzieć w domu, postanowił przyjechać do Polski i pomóc w szkoleniu młodych hokeistów na obozie "Byrski Camp". - Tyle się nauczyłem w NHL, że nie chcę, żeby to poszło na marne - przyznaje w rozmowie z Interią, urodzony w Zabrzu, kanadyjski hokeista, który na koncie ma ponad 400 rozegranych meczów w NHL.

Wojciech Wolski w ostatnich miesiącach przechodził naprawdę ciężkie chwile. Hokeista w październiku doznał bardzo poważnej kontuzji. W trakcie spotkania rosyjskiej ligi KHL zawodnik, przy dużej prędkości, uderzył głową w bandę. Doznał złamania czwartego i siódmego kręgu szyjnego, uszkodził rdzeń kręgowy i miał wstrząśnienia mózgu. Początkowo spekulowano nawet, że już nigdy nie będzie mógł wrócić na lód.

Wolski jest zawodnikiem rosyjskiego Mietałłurga Magnitogorsk. Obecnie powoli wraca do formy po kontuzji. To jednak nie przeszkodziło mu w tym, żeby przyjechać do Polski i jako gość specjalny, pomóc swojemu byłemu trenerowi - Jarosławowi Byrskiemu, w prowadzeniu obozu dla młodych hokeistów w Polsce - "Byrski Camp" (27-30 kwietnia). 

Adrianna Kmak, Interia: Jak pan czuje się w takiej nowej roli, jaką jest szkolenie młodych hokeistów?

Reklama

Wojciech Wolski, były zawodnik NHL: - Dobrze. Nie wiedziałem, że tak to polubię. Jak byłem młodszy, nigdy o tym nie myślałem. Chciałem grać w NHL i tylko to chodziło mi po głowie. Teraz mam dwójkę dzieci w domu i myślę trochę inaczej. Mam 31 lat i wiem, że nie będę jeszcze długo grał. Może jeszcze trzy, cztery lata? Nie wiem. Potem coś musi być. Tyle się nauczyłem w NHL, AHL i KHL i nie chcę, żeby to poszło na marne. Chciałbym, żeby chłopaki też mogli się ode mnie tego nauczyć. Mam jeszcze trochę pasji do hokeja. Fajnie tu być i rozmawiać z trenerami, chłopakami.

Po zakończeniu kariery trenerska droga może być dla pana rozwiązaniem?

- Tak. Pierwszy raz pomagam Jarkowi i jestem na lodzie 6-7 godzin dziennie. Bardzo to lubię. Fajnie jest nauczyć czegoś zawodnika i wiedzieć, że on później to wykorzystuje. Jestem bardzo szczęśliwy, że mogę to widzieć.

Wspominał pan, że czuję się już lepiej po kontuzji. Kiedy możemy spodziewać się pana powrotu na lód?

- Dużo lepiej się czuję. Jestem na lodzie i robię już wszystko normalnie. Myślę, że w następnym sezonie będę grał. Rozmawiam już z drużyną w KHL i sądzę, że wkrótce podpiszemy nowy kontrakt.

Rozumiem, że chce pan zostać w Rosji?

- Tak.

Śledzi pan poczynania Polaków na mistrzostwach świata w Kijowie?

-  Nie oglądałem, ale wszyscy o tym rozmawiają, więc słyszę, co się dzieje. Przegrali ostatnio (z Kazachstanem - przyp. red.), ale dobrze grają. Kazachstan ma bardzo dobrą drużynę. Występuje tam czterech albo pięciu chłopaków z KHL z Kanady. 

Czego brakuje Polakom, żeby grać w elicie. Hokeistów czy trenerów?

- W tej chwili hokeistów, ale jeśli chcesz coś z tym zrobić, to trenerów. Jak my tutaj przyjeżdżamy i nauczymy pewnych rzeczy jednego trenera, to on może trenować w ten sposób stu hokeistów. Gdyby tylko jeden zawodnik nauczył się tego wszystkiego, to mało może zrobić. Jeśli ja grałbym dla Polski, to pewnie mógłbym trochę pomóc, ale jakby był dobry trener, to byłoby jeszcze lepiej.

W Polsce grał pan w Sanoku. Nie wiem czy śledzi pan losy tej drużyny, ale teraz ma ona spore problemy, jeśli chodzi o sekcję hokeja.

Słyszałem o tym, ale szczerze mówiąc nie śledziłem dokładnie tej sytuacji. Gram w KHL, mam rodzinę, jeszcze próbuję oglądać NHL, to zajmuje sporo czasu.

Słyszałam, że niedawno został po raz drugi tatą. Jak pan się czuje w tej roli?

- Bardzo fajnie. Mój syn strasznie się cieszy, że ma siostrę. Cały czas się pyta, co ona robi, gdzie jest, czemu płacze, co ona chce. Jak mu mówię, że jest głodna, to biegnie do kuchni i próbuje jej dać coś do jedzenia. Bardzo fajnie jest w domu.

Przez kontuzję miał pan teraz trochę więcej czasu dla rodziny.

- Pierwszy raz od 12-13 lat byłem w domu więcej niż trzy miesiące. Trudno jest być tak daleko od rodziny, ale taka jest moja praca.

Tęskni pan za tą regularną grą w hokeja?

- Fajnie jest w domu, ale tęsknie za grą. Jak patrzę na meczę, to myślę o tym, że chce jeszcze grać. Kiedy mówili mi, że jest prawdopodobieństwo, że nie będę mógł grać, było mi bardzo ciężko tego słuchać.

Wspomniał pan, że będzie chciał co roku przyjeżdżać do Polski na takie obozy jak "Byrski Camp". Są jakieś konkretne plany?

- Na razie nie ma konkretnych planów. Chciałbym przyjechać na następny rok. Zobaczymy, czy to będzie możliwe. Nie wiem, co moja żona na to powie, ale fajnie by było, jakbyśmy mogli robić to co roku. Może moja rodzina też przyjedzie i będzie nam łatwiej?

Wahał się pan przed przyjazdem na "Bysrki Camp", czy od razu wiedział pan, że chce to zrobić?

- Nie. Jarek się zapytał i od razu powiedziałem, że jadę. Nie pamiętam kto, ale pytał się mnie: "Naprawdę? Pojedziesz tam?". Odpowiedziałem: "No tak. Czemu nie?".

Dla innych to była zaskakująca decyzja?

- Tak. Dziwili się, że pojadę na 10 dni, bo miałem kontuzję i urodziła mi się córka, ale dla mnie to było coś oczywistego.  

Rozmawiała: Adrianna Kmak

Dowiedz się więcej na temat: Wojtek Wolski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje