Reklama

Reklama

Właśnie dlatego to były wyjątkowe hokejowe MŚ

Zakończone w niedzielę hokejowe MŚ elity w Czechach były wyjątkowe. Nie tylko dlatego, że jeszcze nigdy, na żadnej dużej imprezie (MŚ, IO, Puchar Kanady/Ameryki) Kanada nie rozbiła Rosji tak wysoko (6-1)); nie tylko dlatego, że jeszcze nigdy na żywo meczów MŚ nie oglądały takie tłumy - 741 690 osób. Głównie dlatego, że jeszcze nigdy czempionat nie był tak widowiskowy.

Mecze takie jak Szwecja - Kanada, w którym "Trzy Korony" prowadziły 3-0, 4-3, by ulec 4-6,  USA - Słowacja, w którym "Jankesi" prowadzili 3-0, by przegrywać 3-4 i wygrać po dogrywce 5-4, czy Rosja - Szwecja, w którym "Sborna" roztrwoniła komfortowe 3-0, by po wyrównaniu 3-3 jednak triumfować 5-3 przejdą do historii. Było w nich wszystko: walka, emocje, hokejowa maestria. Za wyjątkiem ćwierćfinału Czechy - Finlandia, w którym arbitrzy holowali nieco gospodarzy, sędziowanie było bez zarzutu.

Mają po 18 lat i już medal na szyi



Od pierwszego meczu, który miałem przyjemność śledzić na żywo w Ostrawie, najbardziej spodobali mi się Amerykanie. Mieszanka rutyny z młodością, niby trzeci garnitur, z zaledwie jednym graczem IO w Soczi (Justin Faulk), z dwoma niesamowitymi 18-latkami, którzy potrafili strzelać ważne gole (Dylan Larkin i Jack Eichel) "Jankesi" pokazali całe piękno hokeja. I ta, jakże prosta, a jednak rzadko obecna u czeskich trenerów, którzy zdominowali naszą ligę filozofia: - Większość moich chłopaków po raz pierwszy zetknie się z większymi, europejskimi lodowiskami, ale mam nadzieję, że na nich nasza waleczność i kreatywność jeszcze bardziej będą widoczne - wyłożył ją selekcjoner Amerykanów Todd Richards.

Reklama

I choć mówił, że młokosi tacy jak Larkin, czy Eichel przyjechali po naukę, to sami jej udzielili. Mało kto jeździ na łyżwach tak ci dwaj studenci z amerykańskich uniwersytetów, mało kto ma taką fantazję i umie ją wkomponować na potrzebę gry zespołowej.

Do finału ekipie "Jankesów" nie udało się dojechać. Zatrzymał ją podopieczny Richardsa z Columbus - Siergiej Bobrowski. Ale brązowy medal, wydarty gospodarzom, to i tak sukces dla tego zespołu.

Kanada po złoto, jak po swoje

Przy zachowaniu odpowiednich proporcji, tak jak w kwietniu Kazachstan przyjechał "posprzątać" na MŚ Dywizji IA w Krakowie i za wyjątkiem meczu z Orłami, nikt mu się nie postawił, tak do Pragi ekipa "Klonowego Liścia" po złoto przyjechała jak po swoje.

W wielkim finale więcej gwiazd miała Rosja (Aleksander Owieczkin, Jewgienij Małkin, Ilja Kowalczuk), ale kanadyjski superstar Sidney Crosby pokazał, że najpierw trzeba dograć koledze, a dopiero później strzelać gole.

Kanadyjczycy w Pradze mieli tylko czterech mistrzów olimpijskich z Soczi (obok Crosby’ego byli to Mike Smith, Dan Hamhuis i Matt Duchene), a jednak wygrali wszystkie 10 spotkań, z imponującym bilansem bramek 66-15, bo w hokeju liczy się wyrównany, świetny zarówno w ataku, jak i w obronie zespół!

- Wcześniej Kanada bazowała głównie na sercu, waleczności. Dzisiaj jest bardziej utalentowana, zdyscyplinowana, dominuje także taktycznie. Potwierdziła to i w Soczi, i w Pradze - zauważył dyrektor zarządzający hokejowej Ligi Mistrzów Szymon Szemberg.

O2 Arena w Pradze mogła pomieścić 17,4 tys. widzów, CEZ Arena w Ostrawie - 8,9 tys. W ten sposób Czesi pobili rekord świata frekwencji - wszystkie 64 mecze MŚ oglądało na żywo 741 690 tys. osób, czyli średnio na każdym spotkaniu było 11 589 kibiców! Żadnych stref buforowych, narody przemieszane i żadnej agresji!

Choć cztery najlepsze teamy w NHL walczą jeszcze o Puchar Stanleya, to w Czechach zaprezentowały się największe gwiazdy hokeja: Crosby, Jewgienij Małkin, a w końcówce także Aleksander Owieczkin.

Mamy Kraków Arenę, ale organizację musimy poprawić

Z uwagą obserwowałem organizacyjną stronę MŚ elity i porównywałem ją do tego, co mieliśmy w Krakowie, podczas MŚ Dywizji IA. Oczywiście, trzeba pamiętać o zachowaniu proporcji - budżet MŚ elity to blisko 100 mln zł, u nas był dziesięciokrotnie mniejszy, dlatego trudno liczyć na takie hocki-klocki, jak oznakowanie każdego zjazdu z autostrady, czy trasy 11 (Czeski Cieszyn - Opava) drogowskazem prowadzącym do CEZ Areny z napisem "Ice Hockey". Nie ma co liczyć na wielkie billboardy, które głoszą kto z kim i kiedy gra na MŚ - to wszystko kosztuje.

Ale odwzorować organizację meczu jako widowiska od Czechów powinniśmy jak najbardziej. W porównaniu do Ostrawy, której CEZ Arena pamięta lata 70. minionego stulecia, a gruntownie ją przebudowano na MŚ  2004 roku, Kraków Arena jest obiektem o klasę lepszym, jednak trzeba dołożyć do niej organizację widowiska, jaką mają Czesi. W tym względzie, to na razie oni nas deklasują.

Na dobrą sprawę, na MŚ Dywizji IA widzowie byli pozostawieni samym sobie, a w Ostrawie, w Pradze jeszcze bardziej, mieli widowisko, jakiego u nas nie znajdą nawet na i tak świetnie zorganizowanej siatkówce, w wydaniu męskiej reprezentacji.

Już na pół godziny przed meczem na telebimach prezentowane były skróty z wcześniejszych drużyn obu ekip. Publiczność zabawiali: cheerleaderki, DJ z kamerzystą, robiący wywiady z fanami, kiss camera (na telebimach prezentuje się parę w serduszku, namawiając do pocałunku), wędrujące po całej hali pluszowe maskotki Bob i Bobek, które były atrakcją zwłaszcza dla milusińskich.

Z głośników bawiły publiczność największe przeboje. Początek meczu w rytm "Highway to hell" (AC/DC), później solówki Slasha ze złotych czasów Guns’n’Roses, "I love rock’n’roll" Joan Jett, "Kalinka" dla Rosjan,  "Born in the USA" dla Amerykanów, czy ABBA dla Szwedów.

Po każdej karze na telebimie widzieliśmy animacje z zajączkami w roli głównej - Bobem i Bobkiem, które prezentują na czym polegało przewinienie i winowajca, ze spuszczonymi uszami, wędruje do boksu kar.

Takie widowisko można chłonąć godzinami.

- Mam sporo obserwacji po MŚ w Pradze, na ich podstawie przyszłoroczne MŚ Dywizji IA z pewnością zorganizujemy lepiej niż te tegoroczne - powiedział nam prezes PZHL-u Dawid Chwałka.

Czołówka punktacji kanadyjskiej MŚ:

Jason Spezza (Kanada) - 14 pkt (6 goli + 8 asyst)

Jordan Eberle (Kanada) - 13 pkt (5 goli + 8 asyst)

Taylor Hall (Kanada) - 12 pkt (7+5)

Siergiej Mozjakin (Rosja) - 12 pkt (6+6)

Matt Duchene (Kanada) - 12 (4+8)

Oliver Ekman-Larsson (Kanada) - 12 (2+10)


Najwięcej strzałów na bramkę na MŚ:

Kanada - 416

Czechy - 337

Rosja - 290


Najmniej strzałów na bramkę:

Niemcy - 143

Słowenia i Dania - po 145


Najlepsi strzelcy MŚ:

1. Tyler Seguin (Kanada) - 9 goli

2. Filip Forsberg (Szwecja) - 8 goli

3. Taylor Hall (Kanada) - 7 goli

4. Jaromir Jagr (Czechy) - 6 goli

    Siergiej Mozjakin (Rosja) - 6 goli

    Brock Nelson (USA) - 6 goli

    Jason Spezza (USA) - 6 goli

Najlepsi bramkarze MŚ:

1. Connor Hellebuyck (USA): 94.79 proc (obronił 200 z 211 strzałów)

2. Sebastian Dahm (Dania) - 93.17 proc. (obronił 150 ze 161 strzałów)

3. Mike Smith (Kanada) - 93.02 proc. (obronił 160 ze 172 strzałów)

4. Pekka Rinne (Finlandia) - 92.72 proc. (obronił 154 ze 166 strzałów)

5. Cristobal Huet (Francja) - 92.25 proc. (obronił 119 ze 129 strzałów)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje