Reklama

Reklama

Wayne Gretzky skończył 54 lata. Najlepszy hokeista wszech czasów

​W piłce, gdy myślisz: "najlepszy na świecie", słyszysz spór. Dla jednych Pele, dla innych Maradona, jeszcze dla innych Messi czy Ronaldo. W hokeju jest prosto: liczy się tylko Wayne Gretzky. Wayne wczoraj skończył 54 lata.

Najlepszego hokeistę wszech czasów ukształtował jego ojciec - Walter (76 lat), który zbudował Wayne’owi lodowisko pod domem i wtajemniczał go w hokejową sztukę już w wieku trzech lat. Powtarzał naszemu bohaterowi i jego braciom: "Podążajcie zawsze tam, gdzie zmierza krążek, a nie tam, gdzie być powinien".

Wbrew obiegowej opinii, że Gretzky ma polskie korzenie, dziadek Wayne’a - Anton Greckij był posiadaczem ziemskim w Imperium Rosyjskim, wspierał cara Mikołaja II i mieszkał w Grodnie. Po wybuchu Rewolucji Październikowej uciekł wraz z Białą Emigracją przez USA do Kanady.

Reklama

Walter Gretzky podkreślał w wywiadach, że czuje się Białym Rosjaninem. Na pytanie: "Rosjaninem?" Odpowiadał: "Niet, Białoruś".

Jeśli w Waynie płynęła odrobina polskiej krwi, to zawdzięczał ją babci. Anont Gretzky wziął sobie za żonę imigrantkę z Podhajców (wówczas Polska, dziś Ukraina) - Marię.

Wróćmy do Wayne’a. Jego największe triumfy z Kanadą, to wygranie Pucharu Kanady - turnieju, w którym ekipa "Klonowego Liścia" (w odróżnieniu od MŚ) grała w najsilniejszym składzie, w latach 1984, 1987 i 1991. PK w 1996 roku rozgrywano pod szyldem Pucharu Świata i wówczas Kanadyjczycy - z Gretzky’ym w składzie - musieli uznać w finale wyższość ekipy USA.

Rywalizacja Gretzky'ego z zespołem ZSRR była imponująca. W parze z Mario Lemieux potrafił odprawiać świetnie zgraną, naszpikowaną gwiazdami pokroju Fetisow, Łarionow, Makarow, Krutow paczkę trenera Wiktora Tichonowa.

Był wierny barwom. Mówisz "Gretzky", myślisz - Edmonton Oilers i wspaniała era lat 80. tego klubu. Wayne spędził w nim 10 sezonów, licząc z tym 1978-79, rozegranym jeszcze w lidze WHA.

Osiem lat poświęcił na grę w Los Angeles Kings. Oprócz tego była końcówka rozgrywek 1995-96 w St. Louis Blues i trzy lata w New York Rangers. Karierę zakończył w 1999 roku.

Wrażenie, jakie zostawił po swych fantastycznych rajdach i strzałach, zostanie w głowach hokejowych fanów do końca świata.

Liczby są monstrualne:

- 1487 meczów w NHL

 - 894 goli (rekord wszech czasów, drugiego na liście - Gordiego Howa wyprzedza o 93 gole)

- 1963 asysty (rekord wszech czasów, drugiego na liście - Rona Francisa wyprzedza o ponad 700 asyst)

- 2857 punktów (rekord wszech czasów, drugiego na liście - Marka Messiera wyprzedza bez mała o tysiąc pkt!)

- 73 gole w osłabieniu.

Edmonton poprowadził po Puchar Stanleya cztery razy (1983, 1985, 1987 i 1988), więc nic dziwnego, że postawili mu pomnik przed Rexall Place.

W 1990 roku agencja Associated Press uznała go Najlepszym Sportowcem Dekady. Osiem lat wcześniej Sports Illustrated wręczył mu statuetkę dla Sportowca Roku.

Sprowadzono go do Los Angeles, by wydobyć w tym mieście hokej z piwnicy, bo Kings byli mało istotną rozrywką dla miasta, a i w hierarchii NHL nie liczyli się. W sezonie 1992-93 hat-trick "The Great One" dał "Królom" zwycięstwo nad Toronto Maple Leafs i historyczny awans do finału Pucharu Stanleya. Pierwsze starcie z Montrealem Kings wygrali, lecz trzy kolejne przegrali po dogrywce, by w decydującym ulec 1-4.


Ostatni mecz jaki rozegrał w karierze, to porażka 1-2 w barwach New York Rangers z Pittsburgh Penguins, w Madison Square Garden.

- To był mój najwspanialszy dzień w hokeju... Wszystko, co mi dostarczało tyle radości w hokeju od dziecka - podróże na treningi z mamą Phyllis i tatą Walterem, podróże na mecze z rodzicami, wyszukiwanie ich na trybunach, wszystko to wróciło i stanęło mi przed oczyma podczas tego ostatniego meczu w Nowym Jorku - rozczulił się Wayne. I nic dziwnego. To były wspaniałe lata.



Autor: Michał Białoński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje