Tragiczna śmierć dziennikarki. Ona i jej dzieci zginęli na miejscu
Niezwykle wstrząsające wieści docierają do nas ze Stanów Zjednoczonych. Jessi Pierce, wieloletnia korespondentka NHL, zginęła tragicznie w pożarze swojego domu w White Lake Bear. W budynku znaleziono także ciała trzech potomków dziennikarki. Śledczy badają sprawę i starają się ustalić dokładną przyczynę pożaru.

Jessi Pierce była cenioną amerykańską dziennikarką sportową, od lat związaną z ligą National Hockey League. Przez ostatnią dekadę pracowała jako korespondentka NHL.com, a w ostatnich latach szczególnie blisko relacjonowała wydarzenia związane z drużyną Minnesota Wild. Była stałą bywalczynią meczów, znaną z profesjonalizmu, pasji i serdecznego podejścia do ludzi. Jej obecność w loży prasowej, często z uśmiechem i ciepłym słowem dla innych, na długo zapadła w pamięć współpracowników i sportowców.
Nie żyje Jessi Pierce. Zginęła w pożarze, nie żyją także dzieci dziennikarki
Do ogromnej tragedii doszło w minioną sobotę, 21 marca. 37-letnia dziennikarka zginęła w pożarze swojego domu. Wraz z nią śmierć poniosła trójka jej dzieci: 8-letni syn Hudson, 6-letni syn Cayden oraz 4-letnia córka Avera. Wiadomość ta wstrząsnęła nie tylko środowiskiem hokejowym, ale także lokalną społecznością Minneapolis/St. Paul, gdzie Pierce była dobrze znaną i lubianą postacią.
Jak donosi "The Guardian", jako pierwsi płonienie wydostające się z domu dziennikarki sportowej przy Richard Avenue w White Bear Lake zauważyli jej sąsiedzi, którzy nie wahali się ani chwili i wezwali posiłki. Straż pożarna pojawiła się na miejsce wkrótce potem, jednak budynek był niemal całkowicie zajęty ogniem. W środku strażacy odnaleźli ciała 37-letniej Pierce oraz jej potomków.
Po jej śmierci liga wydała oficjalny komunikat. "Cała rodzina National Hockey League składa rodzinie Pierce modlitwy i najgłębsze kondolencje z powodu śmierci Jessi Pierce i jej trójki małych dzieci. (...) Jessi kochała naszą grę i była cenionym członkiem zespołu NHL.com przez dekadę. Będzie nam jej bardzo brakować" - napisano w oświadczeniu.
Głos zabrał również klub Minnesota Wild. "Mamy złamane serca i łączymy się z całą hokejową społecznością w żałobie po tragicznej stracie Jessi i jej dzieci. Niech spoczywają w pokoju" - czytamy w komunikacie.
Jedynym członkiem rodziny, który uniknął tragedii był mąż dziennikarki, Mike. Mężczyzna przebywał wówczas poza domem ze względu na zawodowe obowiązku. W sprawę zaangażowali się śledczy, którzy starają się ustalić dokładną przyczynę pożaru.








