Reklama

Reklama

"Stocznia" rządzi w PLH

Po 15 kolejkach na szczycie tabeli Polskiej Ligi Hokejowej jest Energa Stoczniowiec. Gdańszczanie mają przewagę 9 punktów nad drugim Zagłębiem (sosnowiczanie rozegrali jeden mecz mniej) i aż 12 nad Naprzodem i Cracovią. Przed tygodniem niespodziewanie wysoko przegrali w Sanoku, ale w miniony weekend pokonali mistrzów i wicemistrzów Polski.

W piątek odprawili Cracovię (4:2), a w niedzielę GKS Tychy, strzelając trzy gole i niepozwalając rywalom nawet na honorowe trafienie.

- Po ciężkim boju wygraliśmy, po prostu byliśmy dzisiaj skuteczniejsi - ocenił na stronie klubu trener Henryk Zabrocki. - Zdawaliśmy sobie sprawę że będzie to ciężki mecz, przecież graliśmy z wicemistrzem Polski, z drużyną o dużym potencjale, począwszy od bramkarza, skończywszy na napastnikach jak Parzyszek, Bagiński czy Bacul. Musieliśmy być bardzo skoncentrowani. Przede wszystkim myśleliśmy o obronie ale w ataku też sobie radziliśmy. Naszym zadaniem była gra pressingiem. W pierwszej tercji nam to zupełnie nie wychodziło, było dużo chaosu, niecelnych podań, graliśmy "kupą", popełnialiśmy dużo błędów. Na szczęście mieliśmy z tyłu Przemka Odrobnego, który spisywał się bez zarzutu. Praktycznie jedna zaczepna akcja, podanie krążka od kija do kija, wyjście z własnej tercji, Łopuski do Marka Wróbla, Marek do Jankowskiego i w końcu Wojtkowi udało się strzelić bramkę, bardzo ładną zresztą. Miał jeszcze dwie tak zwane setki ale Arek Sobecki wykazał się znakomitym refleksem.

Reklama

- Od drugiej tercji nasza gra wyglądała już bardzo dobrze, było szybkie tempo akcji, one się zazębiały, przestaliśmy faulować i efektem były dwie bramki oraz prowadzenie 3:0. W szatni przed trzecią tercja powiedzieliśmy sobie, że nie ma żadnej obrony Częstochowy - relacjonował szkoleniowiec. - W trzeciej tercji dalej graliśmy swoje, na cztery ataki, tutaj ukłon w kierunku tej czwartej formacji, ten czwarty atak miał za zadanie głównie grę defensywną, żeby zawodnicy z pierwszych trzech piątek mieli więcej sił i to nam się udało dlatego jestem zadowolony, przypomnę, że na środku grają z konieczności i Tomek Ziółkowski i Marek Wróbel, są to nominalni skrzydłowi tym bardziej to cieszy, że ci 19-latkowie radzą sobie bardzo dobrze.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama