Reklama

Reklama

Skandaliści skłócają środowisko i podcinają gałąź polskiego hokeja

Fani hokeja stosunkowo łatwo mogą się schować przed upałami. Choćby w Nowym Targu, dokąd z obleganego przez turystów Zakopanego są przecież dwa kroki, odbywa się międzynarodowy turniej żaków.

Miałem przyjemność obejrzeć w akcji ośmio-dziewięciolatków Unii Oświęcim, którzy górowali w każdym elemencie na HK Spisska Nova Ves. Już po 15 sekundach było 1-0, po dwóch 15-minutowych tercjach oświęcimianie prowadzili 10-0. I mieli wszystko. Nie tylko entuzjazm - dobrą jazdę, panowanie nad krążkiem, strzały z klepki i z nadgarstka, spryt w przedzieraniu się pod bandami.

Reklama

Blondwłosa zawodniczka wymiata na lewej obronie, a jej kolega ze środka ataku z nadgarstka potrafi wypalić tak, że krążek nie tylko leniwie unosi się - jak zwykle u takich maluchów - ale przechodzi wysoko nad bramką.

- Celowałeś pod poprzeczkę, czy w zegar - pyta z przekąsem trener młokosa, a na trybunach rodzice wcale nie są oszalali jak w starym porzekadle o KOR-ze (Komitet Oszalałych Rodziców), dominuje pozytywne wsparcie, oklaskiwanie maluchów po każdej zmianie, pokrzepianie po każdym upadku.

Pomyślałem, że na tym etapie, gdy cała karuzela jest sponsorowana głównie przez rodziców, nasz hokej wcale nie wygląda tak źle. Gorzej jest, gdy później, w juniorach, potrzebny jest system i odgórna organizacja. A ona bardzo niedomaga. Jakież to zderzenie z tym, co wyprawia PZHL na czele z wiceprezesem Wołoszem. Znajdują się pieniądze dla członków Komisji Rewizyjnej (za organizację MŚ), ale nie ma ich dla reprezentantów Polski. Konto PZHL-u regularnie bywa zajmowane przez komornika, ale konto Polskiej Hokej Ligi, gdzie również Wołosz szefuje, równie puste nie jest.

Ostatnim krzykiem mody PZHL-owej jest przenoszenie MŚ Dywizji IA z bardzo nowoczesnej hali Kraków Areny do 44-letniego "Spodka", który nie ma stałej instalacji mrożenia.

- Bardzo dobrze, że piętnujecie skandaliczną decyzję PZHL. Dla mnie to tak jakby wystawić do wyścigu malucha, podczas gdy w garażu stoi nowiuteńkie ferrari - piszą do mnie kibice.

Jeszcze jeden ciekawy głos, eksperta z ... Katowic. - Niezależnie od tego, gdzie w końcu odbędą się te MŚ - w Krakowie, czy w Katowicach, obecna hokejowa władza powinna być natychmiast zmieniona za żenujący sposób rozegrania tego i skłócenie dwóch największych ośrodków hokejowych w tym kraju - powiedział mi człowiek, który na hokeju zjadł zęby.

A wiceprezes PZHL-u Mariusz Wołosz opowiada bajki o tym, jak to przewagą Katowic jest obecność trzech miejskich lodowisk na MŚ (oprócz dużego "Spodka" tafla w małej hali tego obiektu i lód Naprzodu Janów), a przecież Cracovia zażądała od PZHL-u 100 tys. zł za dwa dni treningów. Wołosz - przez przypadek nie dodaje, a dziennikarz - przez niewiedzę - go nie zapyta, a po cóż panu teraz wynajmować inne obiekty? W kwietniu organizator MŚ musiał korzystać z obiektu Cracovii, bo na Kraków Arenie odbywał się koncert Robbiego Williamsa, który zarezerwowano na długo przed przyznaniem Polsce organizacji MŚ Dywizji IA, w zastępstwie Doniecka. Teraz, gdy o MŚ wiemy niemal z rocznym wyprzedzeniem, Arenę czy "Spodek" zamrozić można na długo przed pierwszym meczem i wszystkie ekipy mogą w trenować w obiekcie, na którym toczyć się będzie rywalizacja.

Główny - obok Wołosza - lobbysta przenoszenia MŚ z Krakowa do Katowic - Mirosław Minkina (patriota lokalny i szef śląskiego ZHL) planuje budowę w Katowicach Narodowego Centrum Lodowego. Dziwnym trafem zabiegi wszystkich regionalnych działaczy hokejowych doprowadziły do tego, że zasłużonego klubu HC GKS Katowice na próżno szukać w nowym terminarzu rozgrywek. Ale patykiem na wodzie to każdy pisać potrafi, Będzie EBEL, będzie stałe mrożenie lodu w "Spodku", będą gruszki na wierzbie.

Ale nie ma się co dziwić. Wszak obecny zarząd PZHL-u - za wyjątkiem Jacka Chadzińskiego, który jako jedyny został poparty przez kluby - to kontynuatorzy rządów Piotra Hałasika. Hałasik najpierw zbałamucił środowisko obietnicami bez pokrycia, później zadłużył PZHL na około 4 mln zł - m.in. własną pożyczką, po czym zniknął, a my do dzisiaj nie możemy znaleźć jego "dzieci": Olivii Gdańsk w KHL-u, Dream Teamu KTH Krynica w KHL-u, bądź w EBEL-u, ligi polsko-słowackiej, na rozmowy w sprawie której Hałasik i jego sekretarz rozliczyli kilka podróży za południową granicę i innych tego typu mrzonek godnych Nikosia Dyzmy.

Swoje możliwości wiceprezes Wołosz pokazał już w Bytomiu. Pan Mariusz był wiceprezydentem Bytomia i wiceprezesem Polonii. Jeden z czołowych klubów Europy przełomu lat 80./90. wciąż czeka na dobrobyt i nowe lodowisko, które dzisiaj nosi niechlubne miano najgorszego w lidze. Dość przypomnieć, że w zeszłym sezonie bytomianie musieli podejmować rywali w Jastrzębiu-Zdroju, gdyż w bytomskiej "Stodole" zawaleniem groził dach i nadzór budowlany nie wyraził zgody na użytkowanie hali. Prezesowi Mariuszowi Wołoszowi w Polonii wyszło słabo. Trampolina kariery po tych "osiągnięciach" wydźwignęła go do hokejowej centrali. Teraz wziął się za "ratowanie" całego polskiego hokeja.

Dowiedz się więcej na temat: hokej | Polska Hokej Liga | MMKS Podhale Nowy Targ

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje