Reklama

Reklama

Selekcjoner kadry optymistą

Nowy trener hokejowej reprezentacji Polski Szwed Peter Ekroth jest na razie zadowolony z tego, co zobaczył oglądając mecze ligowe. Jest optymistą przed czekającym jego zespół turniejem kwalifikacji olimpijskich w Sanoku.

- Podejmując się tej pracy wiedziałem, że w Polsce jest mniej klubów hokejowych niż w Sztokholmie. Nie o ilość jednak chodzi tylko o jakość. Będziemy pracować z tym zawodnikami, których mamy, aby osiągnąć jak najlepsze wyniki. Jestem optymistą i pozytywnie patrzę na czekający nas turniej w Sanoku. Moim zdaniem stać nas na awans do kolejnej fazy eliminacji. Byłem twardym zawodnikiem i polscy hokeiści też tak mogą grać. Widzę to oglądając mecze PLH. Polacy prezentują wysokie umiejętności - powiedział Szwed podczas konferencji prasowej w Sosnowcu.

Reklama

Dodał, że na razie poznaje Warszawę - która bardzo mu się podoba - a po opuszczeniu stolicy często ma wrażenie, że ... podróżuje po swoim kraju. Przyznał, że nie skompletował jeszcze sztabu najbliższych współpracowników.

- Zatrudnienie trenera Ekrotha stwarza naszym zawodnikom szansę na wprowadzenie innej mentalności w hokeju. Nie oczekujmy jednak rewolucji ale tego, że nasi gracze zdecydują się tę szansę wykorzystać. Trwają rozmowy z kandydatami na asystentów, za wcześnie jednak na konkrety. W przyszłym tygodniu wybieram się do Szwajcarii na spotkanie z Henrykiem Gruthem. Chodzi o stworzenie systemu szkolenia polskich trenerów. Bo styl prezentowany przez nasze zespoły jest archaiczny, sprzed 30 lat. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich. Jestem prezesem od czerwca i gdybym miał nieograniczone środki - zrobiłbym pewnie więcej. Załatwialiśmy przyziemne kwestie, na przykład telefony, czy komputery, czy stroje dla kadry, ale też wyprostowane zostały zaszłości finansowe wobec zawodników. Nie przespaliśmy tego czasu. Jesteśmy na dobrej drodze do zbudowania sensownego sztabu ludzi - dodał prezes Polskiego Związku Hokeja na Lodzie Zdzisław Ingielewicz.

Trener pytany o sprawy szkolenia polskiej młodzieży nie chciał się wypowiadać. - Jest za wcześnie, dopiero go poznaję. Stąd m.in. moja wizyta w sosnowieckiej Szkole Mistrzostwa Sportowego. Jestem tu, by się tej młodzieży przyjrzeć. W Polsce na pewno są talenty na miarę Mariusza Czerkawskiego. Pytanie tylko, czy ci gracze są gotowi do takich wyrzeczeń. Bo cena jaką trzeba zapłacić, by osiągnąć taki poziom, jest wielka -zakończył.

W Sanoku (6-9 listopada) Polacy grać będą z Japonią, Wielką Brytanią i Rumunią. Zwycięzca awansuje do kolejnej rundy eliminacji.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje