Pasjonująca bitwa o złoto. Oto nowi mistrzowie Polski
GKS Tychy nowym mistrzem Polski w hokeju na lodzie! Tyszanie w decydującym siódmym spotkaniu pokonali GKS Katowice 4:2, a o zwycięstwie zdecydowało zabójcze 99 sekund. To szósty tytuł w historii GKS-u Tychy, ostatni zdobyli pięć lat temu.

Świetne akcje, piękne bramki i sporo kontrowersji - siódmy mecz wielkiego finału Tauron Hokej Ligi był kapitalną reklamą hokeja, po której szampany otworzyli zawodnicy i kibicie GKS-u Tychy. Po pasjonujących sześciu spotkaniach, przechylili szalę finałowej rywalizacji na swoją korzyść i po pięciu latach ponownie świętują mistrzostwo Polski.
Od początku to jednak GKS Katowice rzucił się na rywali, jakby jutra miało nie być. Goście próbowali udowodnić przeciwnikom, że w drodze po mistrzostwo są już nie do zatrzymania i cały czas nękali bramkę Tomasa Fucika. Katowiczanie szybko też dopięli swego, bo już w czwartej minucie prowadzili. Za bramką mocno popracował Grzegorz Pasiut, idealnie wyłożył krążek do Jeana Dupuy, a ten z bliska wpakował go do siatki.
W tym momencie tyszanie znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji - jeszcze kilka dni temu mieli mistrzostwo na wyciągnięcie ręki, ale przegrali dwa kolejne spotkania, a bramkarza katowiczan Johna Murray'a nie byli w stanie pokonać od blisko 100 minut. To wszystko wyglądało jak przepis na wielką katastrofę, ale gospodarze nie dali się jednak złamać.
Po straconej bramce od razu rzucili się do odrabiania strat i dopięli swego w 10. minucie. Alan Łyszczarczyk uderzył z pierwszego krążka, łopatkę kija dołożył jeszcze Filip Komorski i twierdza Murray'a w końcu padła. Już do końca pierwszej tercji przeważali gospodarze, w celnych strzałach prowadzili aż 16:3, ale wynik wciąż był 1:1.
Do mistrzostwa Polski tyszan zdecydowanie przybliżyła druga tercja. GKS znów ostrzeliwał bramkę rywali (19:9 w uderzeniach celnych), ale tym razem robił to znacznie skuteczniej. Zabójcze było 99 sekund w połowie meczu, bo właśnie w tym czasie gospodarze zdobyli dwie bramki.
Najpierw Murray nie utrzymał krążka i z bliska do bramki wepchnął go Mark Viitanen. Znacznie bardziej efektowny był gol na 3:1. Katowiczanie nie wykorzystali kontry trzech na jedno, a jak należy rozwiązywać takie sytuacje w kolejnej akcji pokazali im rywale. Bartłomiej Pociecha wyłożył krążek do Mateusza Bryka, a ten był bezlitosny wobec przemieszczającego się Murray'a i ulokował krążek przy dalszym słupku.
W ostatniej odsłonie więcej z gry mieli katowiczanie, ale była to tylko lekka przewaga, a nie walka na śmierć i życie. Najgoręcej pod bramką Fucika było podczas gry gości w przewadze, ale bramkarz reprezentacji Polski spisał się bez zarzutu. Cztery minuty przed końcem Fucik został jednak zaskoczony uderzeniem spod niebieskiej przez Dupuy i katowiczanie mieli niespełna cztery minuty na zdobycie jednej bramki.
Katowiczanie próbowali, atakowali, wycofali bramkarza, ale skończyło się tylko stratą czwartej bramki i dokładnie o godz. 20:50 w hali po raz pierwszy rozległo się głośne: "mistrz, mistrz GKS!".
GKS Tychy - GKS Katowice 4:2 (1:1, 2:0, 1:1)
Bramki: 0:1 Dupuy (4. Pasiut), 1:1 Komorski (10. Kakkonen, Łyszczarczyk), 2:1 Viitanen (28. Paś, Pociecha), 3:1 Bryk (31. Jeziorski, Pociecha), 3:2 Dupuy (57. Wronka, Anderson), 4:2 Heljanko (60. do pustej bramki).
GKS Tychy: Fucik - Allen, Bryk, Łyszczarczyk, Komorski, Heljanko - Viinikainen, Kakkonen, Lehtonen, Monto, Jeziorski - Ciura, Kaskinen, Paś, Alanen, Vitanen - Pociecha, Ubowski, Larionovs, Turkin, Gościński.
GKS Katowice: Murray - Englund, Runesson, Wronka, Pasiut, Dupuy - Varttinen, Verveda, Kallionkieli, Sokay, Mroczkowski - Norberg, Koponen, Magee, Anderson, Salituro - Maciaś, Bepierszcz, Smal, Michalski, Hofman.
Stan rywalizacji: 4:3.











