Reklama

Reklama

"Laszka": A mnie jest szkoda serii

- Szkoda, że przerwaliśmy tą passę zwycięstw. Zależało nam bardzo na kontynuowaniu jej, ale dzisiaj krążek nie chciał wpaść do siatki tyszan - żałował najlepszy napastnik ComArch Cracovii Leszek Laszkiewicz.

"Laszka" miał pecha pod bramką. W III tercji mógł zdobyć honorowego gola, ale stojąc przed pustą bramką z bekhendu przeniósł krążek nad poprzeczką. - Na pewno nie było tak, że po szesnastu wygranych z rzędu zabrakło nam głodu zwycięstw. Chcieliśmy, może aż za bardzo. Dlatego się nie udawało - analizował Leszek. - Poza tym ich bramkarz miał dzień konia.

Reklama

Najlepszy napastnik polskiej ligi musiał dzisiaj też stanąć do walki wręcz z Arturem Gwiżdżem. - Trzeba było bratu pomóc. Cała Polska wie, jak grają Krzak z Gwiżdżem. Przy nich musisz mieć oczy dookoła głowy, bo nigdy nie wiesz z której strony zostanie wyprowadzony cios - opowiada nam Leszek.

Michał Białoński, Interia.pl

Dowiedz się więcej na temat: napastnik

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje