Reklama

Reklama

Kto prezesem PZHL? W sobotę wybory sternika polskiego hokeja

73 delegatów wybierze w najbliższą sobotę nowe władze Polskiego Związku Hokeja na Lodzie. Od ich decyzji może zależeć to, czy nasz hokej zacznie ścigać świat czy będzie dryfował w kierunku niszowej rozrywki dla amatorów.

Obecny prezes PZHL Zdzisław Ingielewicz rozmowie z INTERIA.PL potwierdził w czwartek wcześniejsze zapowiedzi, że nie zamierza walczyć o drugą kadencję. Nowym szefem związku zostanie więc Piotr Hałasik lub Jacek Chadziński. Tuż przed Walnym Zjazdem Sprawozdawczo-Wyborczym PZHL wyżej stoją akcje pierwszego z nich.

Reklama

Piotr Hałasik jest biznesmenem z Sosnowca związanym z branżą energetyczno-górniczo-hutniczą. Wiedzę zdobytą w Akademii Ekonomicznej w Katowicach pogłębiał na uniwersytetach w USA i Rosji. Zrobił doktorat z zakresu biznesu i administracji. W przeciwieństwie do Chadzińskiego, dopiero wchodzi w środowisko hokejowe. Doświadczenie w zarządzaniu sportem zdobył jako prezes i właściciel siatkarskiego Płomienia, który za jego kadencji zdobył mistrzostwo Polski i dwukrotnie Puchar Polski.

Hałasik chce iść po sukces

Z jego kandydaturą początkowo wystąpiło kilka śląskich klubów. Jeździł po Polsce, przekonywał do siebie kolejnych działaczy i dwa dni przed wyborami może liczyć na głosy większości delegatów. - W środowisku hokeja panuje zła atmosfera. Ludzie, którym zależy na losie polskiego hokeja uznali, że może ktoś z zewnątrz złagodzi spory i wzajemną niechęć - powiedział Piotr Hałasik.

Gdy ogłaszał swoją kandydaturę, streścił swój plan w czterech punktach: podniesienie prestiżu reprezentacji, wyjęcie spod kurateli PZHL ligi, stworzenie planu szkolenia młodzieży i pozyskanie sponsorów dla reprezentacji i związku. Są to hasła podnoszone od lat przed każdymi wyborami, ale Piotr Hałasik przekonuje, że w tym momencie nie może jeszcze zdradzić swojego programu. - Będzie oparty na finansach. Dzisiaj - wstyd powiedzieć - jestem delegatem, a nie znam nawet sytuacji finansowej związku. Słyszę tylko, że jest dobra. O programie nie chcę w tej chwili mówić, bo każdy z nas może zbudować fantastyczny, ale będzie nierealistyczny do czasu, gdy nie będą za nim stały środki. To jest też moje przesłanie do zjazdu - powiedział.

Jak wyobraża sobie swoją rolę w nowym środowisku? - Chciałbym być spoiwem, które zjednoczy środowisko, bo po kilkudziesięciu rozmowach, które przeprowadziłem widzę, że jest wrogo nastawione do siebie. Potrzeba więc kogoś, kto z jednej strony będzie rządził twardą ręką, ale z drugiej jednoczył. Chcę wyjść z hasłem, że nie będzie przegranych. Mamy iść do przodu. Przed polskim hokejem stoi wielkie zadanie. Wspólnymi siłami musimy go odbudować. Puentując: chcę iść po sukces - przekonywał.
- Chcę uczciwie powiedzieć, że zaraz po zjeździe wyjeżdżam za granicę i kontakt ze mną będzie dopiero po 12-13 czerwca. Program, który ogłoszę powstanie na przełomie października i listopada, bo na ten rok nikt nie podpisze ze mną kontraktu. Robi się to pomiędzy sierpniem a październikiem, bo w normalnie funkcjonujących spółkach właśnie wtedy buduje się wydatki na następny rok czy lata - wyjaśnił.

- Wiem, że przede mną trudne zadanie, ale chcę podnieść rękawicę. Nie będę ukrywał, tam gdzie jest źle, sukces smakuje lepiej - przekonywał Piotr Hałasik.

Chadziński: Nie ma drogi na skróty

Atutem drugiego kandydata - Jacka Chadzińskiego jest znajomość problemów polskiego hokeja, bo funkcjonuje w środowisku od lat. Były międzynarodowy arbiter przekonuje, że chce iść drogą ewolucji a nie rewolucji. - Młodzież, młodzież i jeszcze raz młodzież, w hokeju nie ma drogi na skróty - twierdzi. - Wiem, że to może nie jest popularne, bo wszyscy chcieliby sukcesu na dziś, ale jeśli teraz nie zabierzemy się do roboty, to na parę lat nie będzie miał kto grać w reprezentacji. Trzeba stworzyć takie podstawy, aby za kilka lat nasza kadra zagościła w mistrzostwach świata elity na stałe, jak na przykład Norwegia, z którą jeszcze nie tak dawno wygrywaliśmy.
Zdaniem Chadzińskiego za szkolenie młodzieży powinien przede wszystkim odpowiadać PZHL, a całość miałby koordynować nasz były znakomity zawodnik, a później trener - Walenty Ziętara. - W każdym hokejowym regionie są ludzie, którzy od lat z powodzeniem pracują z młodzieżą. To ważne, aby tacy fachowcy się tym zajmowali.
Jeśli chodzi o pierwszą reprezentację, to zdaniem Chadzińskiego powinien ją objąć trener zagraniczny. - Mamy kilka kandydatów z Kanady, USA, Rosji czy Szwecji - zapewnia.
W sprawie rozgrywek ligowych kandydat na prezesa z Krakowa ma konkretny plan. - Do końca tego roku najwyższa klasa rozgrywkowa powinna zostać wyodrębniona ze struktur PZHL. Należy też powołać odrębną spółkę, która zajmie się zarządzaniem profesjonalną ligą, jak na przykład w siatkówce - uważa. - Liga w takim kształcie miałaby wystartować w sezonie 2013/14. Miałaby charakter zamknięty. Po prostu kluby, aby w niej grać musiałby spełniać konkretne wymogi licencyjne.
Chadziński zdaje sobie sprawę z kłopotów finansowych polskiego hokeja. - Nie obiecuję wirtualnych milionów, ale jest kilka firm i ludzi, które zechcą nam pomóc - deklaruje.
- Generalnie to PZHL ma być dla klubów, zawodników i trenerów, a nie na odwrót - to jego jedno z głównych haseł wyborczych.
Nowego prezesa PZHL poznamy w sobotę ok. godziny 15. Wszystko wskazuje na to, że na konkretny program uzdrowienia polskiego hokeja przyjdzie nam znacznie dłużej czekać.

Mirosław Ząbkiewicz, współpraca Grzegorz Wojtowicz

Dowiedz się więcej na temat: hokej | hokejowa reprezentacja | Polska Liga Hokejowa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje