Reklama

Reklama

Koivunoro: Mieliśmy silniejszą drużynę niż Krynica

13 lat temu na polskich lodowiskach występował Mikko Koivunoro, który w barwach Podhala Nowy Targ zdobył brązowy medal. Imponował techniką, ale nie potrafił utrzymać nerwów na wodzy. - Wiele razy byłem sfrustrowany, głównie z dwóch powodów. Denerwowała mnie sytuacja na lodzie, a także to, że nie dostawaliśmy pensji na czas - powiedział nam po latach fiński napastnik.

13 lat temu na polskich lodowiskach występował Mikko Koivunoro, który w barwach Podhala Nowy Targ zdobył brązowy medal. Imponował techniką, ale nie potrafił utrzymać nerwów na wodzy. - Wiele razy byłem sfrustrowany, głównie z dwóch powodów. Denerwowała mnie sytuacja na lodzie, a także to, że nie dostawaliśmy pensji na czas - powiedział nam po latach fiński napastnik.

Jak wspominasz czas spędzony w polskiej lidze?

Mikko Koivunoro: - Gra w Polsce była dla mnie nowym doświadczeniem. Pamiętam wiele miłych rzeczy związanych z tym okresem. W głowie utkwiło mi także kilka nieprzyjemnych sytuacji i osoba pewnego człowieka, którego poznałem w Podhalu.

Kogo masz na myśli?

- Prezesa. Z członkami sztabu szkoleniowego i z pozostałymi zawodnikami dobrze się dogadywałem. Miałem też świetny kontakt z kibicami Podhala. Ale jak mówię, z prezesem nie potrafiłem się dogadać.

Reklama

Co się stało?

- Jak to ująć... Ja i Kim (Ahlroos - przyp. red.) nie otrzymaliśmy jeszcze całości wynagrodzenia.

Kiedy spojrzeliśmy do książki poświęconej historii Podhala Nowy Targ znaleźliśmy twoją metryczkę. Obok daty urodzenia widnieje pseudonim "Konfitura". Skąd on się wziął?  - Nie mam pojęcia.   Pamiętasz polskich zawodników? Z którym z nich współpracowało ci się najlepiej?

- Było ich kilku. Rafał Sroka, Jacek Zamojski, Janusz Hajnos, Mirosław Tomasik i Marek, który był naszym drugim bramkarzem. Zapomniałem jak się nazywa. 

Rączka...

- Właśnie.

W czasie twoich występów w Podhalu, na ligowym podwórku dominowała Unia Oświęcim, która była świetnie dowodzona przez Andreja Sidorenkę...

- Rzeczywiście, byli świetnie poukładaną drużyną, a Sidorenko doskonale znał się na swoim fachu.

Wam przypadła trzecia lokata. Nie udało wam się awansować do finału...

Przegraliśmy w półfinale, chociaż mogę przyznać, że mieliśmy silniejszą drużynę niż Krynica. Ale to rywale (KTH Krynica - przyp. red.) okazali się sprytniejsi.

Przesiedziałeś na ławce kar blisko 215 minut, przez co często twój zespół grał w osłabieniu. Chyba nie potrafiłeś utrzymać nerwów na wodzy?

- Długo by tłumaczyć. Wiele razy byłem sfrustrowany, głównie z dwóch powodów. Denerwowała mnie sytuacja na lodzie, a także to, że nie dostawaliśmy pensji na czas.

Wcześniej wspomniałeś o Kimie Ahlroosie, jak się wam współpracowało na lodzie? Czy dalej utrzymujecie ze sobą kontakt?

- Bardzo dobrze, może dlatego, że graliśmy ze sobą wiele lat w Anglii. Jesteśmy w stałym kontakcie w zasadzie od dwunastego roku życia.

Wiesz, że w minionym sezonie Podhale po raz pierwszy spadło do pierwszej ligi? Interesujesz się tym, co dzieje się w polskiej lidze?

- Tak, czasem zaglądam, ale o spadku Podhala dowiedziałem się od was... Co się na to złożyło?

Problemy finansowe. To głównie przez nie Podhale musiało grać młodymi zawodnikami. Działacze też nie potrafili znaleźć sponsora, który pomógłby klubowi.

- Ciężko przyjąć taką informację, bo to bardzo zasłużony dla polskiego hokeja klub. Mam jednak nadzieję, że szybko "zbiorą się do kupy" i w przyszłym sezonie wywalczą awans do ekstraligi.

Czym zajmujecie się obecnie?

- Prowadzę własną firmę, zajmuję się nieruchomościami. Kim pracuje w firmie importującej odzież.

Na koniec wróćmy pamięcią do rozgrywanych w Finlandii i Szwecji mistrzostw świata elity. Dlaczego "Suomi" nie zdobyli medalu na swoim terenie?

- Drużyna była dobra, ale nie wzięliśmy najlepszych zawodników na turniej. W mojej opinii trener pomylił się co do czterech zawodników, którzy nie dali reprezentacji tyle, ile bym po nich oczekiwał. Weźmy pod uwagę Jewgienija Małkina, na którego barkach opierała się gra Rosji. W naszej drużynie nie było aż tak dobrego zawodnika. Co do meczu o brązowy medal, to wydaje mi się, że moi rodacy nie dali z siebie wszystkiego, a bez pełnego zaangażowania nie da się przecież wygrać.

Rozmawiali Sebastian Królicki, Radosław Kozłowski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL