Reklama

Reklama

Czerkawski: Nie będę grać w Szwecji

- Turniej jest tylko odzwierciedleniem całego sezonu - po odwołaniu rozgrywek NHL dziwnego, rozbitego, dla wielu hokeistów po prostu straconego. Efekty ich niestabilnej formy widoczne są na taflach w Wiedniu i Innsbrucku, gdzie padają zaskakujące wyniki - powiedział na łamach "Życia Warszawy" Mariusz Czerkawski.

- To tylko pierwsza faza imprezy. W czwartek zacznie się prawdziwa bitwa. Od 1/4 finału przegrywający zespół odpada z rywalizacji - dodał nasz najlepszy hokeista.

Reklama

Zdaniem Czerkawskiego faworytem do końcowego triumfu jest reprezentacja Kanady.

- Sądzę, że oni jednak poważnie podchodzą do zawodów, skoro w ekipie znaleźli się najlepszy bramkarz Martin Brodeur i tacy zawodnicy jak: Rick Nash, Joe Thornton czy Siomon Gagne. Mogą im zagrozić Rosjanie. To drużyna gwiazd. Ich jedynym problemem jest to, że gwiazdy nie najlepiej się czują w tym zespole. Nieobliczalni są Amerykanie, którzy potrafią pokonać 5:1 Szwedów, aby następnego dnia zremisować z Ukrainą. Silni są Czesi, natomiast zastanawia postawa Finów. Ich awans do pucharowej fazy turnieju uzależniony był przecież od wyniku meczu Szwecji z Łotwą - mówił hokeista.

Czerkawski nie ma jeszcze sprecyzowanych planów na przyszły sezon, ale na pewno nie będzie grał w lidze szwedzkiej.

- W Szwecji już nie będę grać. To dla mnie prawie druga ojczyzna. Jednak o godzinie 15 robi się tam ciemno, a dojazdy na mecze autokarem do wiosek, gdzie diabeł mówi dobranoc, już mnie znużyły. Jeżeli więc nie podpiszę kontraktu w NHL, skorzystam z propozycji któregoś z włoskich, angielskich czy szwajcarskich zespołów. W Czechach ani w Rosji na pewno nie będę szukać pracy. Tam jest jeszcze gorzej niż w lidze szwedzkiej - stwierdził Czerkawski.

Dowiedz się więcej na temat: NHL | Czerkawski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje