Reklama

Reklama

Comarch/Cracovia - JKH GKS Jastrzębie Zdrój 3-0 w półfinale Pucharu Polski hokeistów

Cudu na lodzie w Nowym Targu nie było. Faworyzowana Comarch/Cracovia w pierwszym półfinale Pucharu Polski pokonała JKH GKS Jastrzębie-Zdrój 3-0. Dramat przeżył bramkarz JKH David Zabolotny, który przypadkowo skierował krążek do własnej siatki.

- Utknęliśmy w korkach, dojechaliśmy na mecz w ostatniej chwili i pewnie przez brak solidnej rozgrzewki zaczęliśmy dość ospale - tłumaczył reprezentacyjny napastnik "Pasów" Damian Kapica, bo faktycznie - wbrew wynikowi - w I tercji nieco żywsi byli jastrzębianie.

Reklama

Ekipa Roberta Kalabera na początku meczu potwierdziła, że taktyką można nadrobić niedostatki w wyszkoleniu technicznym, które jest domeną naszpikowanych reprezentantami Polski krakowian. JKH GKS zatrzymywał ataki krakowian w zarodku, zanim skrzydłowi zdążyli się rozpędzić.

Zespół z Jastrzębia-Zdroju kilka razy zmusił do wysiłku Rafała Radziszewskiego. "Radzik" wykazał się refleksem, gdy zatrzymał strzał z bliska Juraja Petro, który zmienił kierunek lotu krążka po uderzeniu Jana Latala.

"Pasy" przetrwały trudne momenty i wyczekały na swą chwilę w przewadze. W niegroźnej sytuacji Tobiasz Bigos przewrócił Petra Szinagla, za co został odesłany do boksu kary. Krakowianie założyli "zamek", a wychowanek Podhala - Damian Kapica idealnie podał przed bramkę do Petra Novajovskiego, który z metra trafił do pustej bramki.

Po zmianie stron role się odwróciły się. Cracovia wysokim forecheckingiem likwidowała akcje rywala w zarodku, była agresywniejsza. Jastrzębianie chcieli wyrównać, lecz atakowali chaotycznie i rażąco nieskutecznie.

Pressing "Pasów" przyniósł skutek. Grzegorz Pasiut przechwycił krążek w tercji rywala, oddał za bramkę do Filipa Drzewieckiego, ten natychmiast zagrał do Kacpra Guzika, który miał już świetną okazję i sam mógł strzelać, jednak postanowił obsłużyć  Pasiuta, dla którego wbicie "gumy" do pustej bramki było bułką z masłem.

Mecz rozstrzygnął się przy stanie 2-0. Jastrzębianie mieli sporo sytuacji do strzelenia kontaktowej bramki. W okresie przewagi, po faulu Petra Szinagla, Leszek Laszkiewicz wyłożył krążek Richardowi Bordowskiego, ale dwa jego uderzenia z najbliższej odległości obronił Radziszewski. Później z dwóch metrów "Radzika" nie zdołał pokonać Tobiasz Bigos. I to się zemściło. 


JKH stracił bramkę grając w przewadze, a właściwie sam sobie go wbił bramkarz jastrzębian - David Zabolotny. David wyjechał do wybitego na oślep przez krakowian krążka i chciał go swojemu koledze zagrać za bramkę, ale niefortunnie wbił go do niej. Dramat młodego golkipera, który jest na co dzień filarem swojego zespołu. Mało kto będzie pamiętał po tym meczu, że jego koledzy łamali sobie strzeleckie zęby na Radziszewskim, za to każdemu utkwi w pamięci jego koszmarny błąd.

Po tym golu trener Robert Kalaber zdecydował się wysłać na lód po raz pierwszy w meczu czwartą "piątkę". Pewnie chciał dać złapać oddech sztandarowej pierwszej formacji, by ta mogła coś wskórać jeszcze w III tercji. W 44. min - po podaniu Bordowskiego - w sytuacji sam na sam z "Radzikiem" znalazł się as atutowy JKH - Leszek Laszkiewicz, który zwodem na forhend położył bramkarza, ale wtedy oddanie strzału uniemożliwił mu wracający z odsieczą Pasiut.

Ekipie JKH na pocieszenie został fakt, że na trybunach panowali kibice z Jastrzębia-Zdroju, którzy przez pełne III tercje prowadzili głośny, zorganizowany  i kulturalny doping. Kibiców z Krakowa we wtorek na Podhale dotarło kilkudziesięciu. Większa liczba szykuje się na środowy finał (godz. 18:30).


Po meczu powiedzieli:

Rudolf Rohaczek (trener Comarch/Cracovii):

- Oczekiwaliśmy ciężkiego meczu. Parę razy graliśmy w tym sezonie z JKH, więc wiemy, że to wymagający rywal, potrafi każdy błąd wykorzystać. Z dużym respektem podchodziliśmy do meczu. Wiedzieliśmy, że ważna będzie pierwsza tercja, nie chcieliśmy w niej stracić gola, dlatego postanowiliśmy ograniczyć do minimum liczbę błędów. Ta część meczu była zresztą najszybsza, najtwardsza, najwięcej walki było w niej. W II tercji wypracowaliśmy szanse i ze szczęściem zdobyliśmy trzecią bramkę. Z mojego punktu widzenia to była kluczowa sytuacja, po której my psychicznie poszliśmy do góry, a JKH w dół. Taka bramka zostawia  ślad w głowach. W III tercji naszym zadaniem było zachowanie czystego kąta i to się udało. Pod naszą bramką działo się sporo, ale Radziszewski wszystko posprzątał i tak, po ciężkim meczu, wygraliśmy 3-0.

- Dzięki chłopakom za grę, podejście, walkę.

Robert Kalaber (trener JKH GKS Jastrzębie-Zdrój):

- Wszystko jest proste - na początku była walka, były pojedynki, mieliśmy dwie szanse, trafiliśmy w poprzeczkę, a gdybyśmy strzelili na 1-0, to byłby inny mecz. Później złapaliśmy głupią karę, później w grze w osłabieniu zdarzył nam się drugi błąd - zostawiliśmy obrońcę pod bramkę i Cracovia objęła prowadzenie. W II tercji po naszej łatwej stracie krążka rywal strzelił na 2-0, a później stało się, co się stało. Zabolotny zawalił i od tego momentu to był bój moich graczy z samymi sobą, z głową. Próbowaliśmy coś zrobić, ale Cracovia nie zostawała złudzeń. Z takim rywalem jak Cracovia trzeba wykorzystywać okazje i nie popełniać błędów.

Krystian Dziubiński: (napastnik Comarch/Cracovii):

- Mecz nie był łatwy, straciliśmy dużo sił, decydująca była pierwsza tercja, w której wybroniliśmy sytuacje rywala, a w przewadze sami zdobyliśmy gola. To był pierwszy mecz po świętach, w zimnej hali, krążki skakały, nie wszyscy byli przyzwyczajeni do tych warunków. Grunt, że po naszej myśli poszedł ten mecz. Nie jesteśmy zmęczeni po kadrze. Na turnieju EIHC graliśmy trzy mecze w trzy dni, a tu mamy dwa spotkania w dwa dni, więc jest łatwiej.



Półfinał Pucharu Polski

Comarch/Cracovia - JKH GKS Jastrzębie-Zdrój 3-0 (1-0, 2-0, 0-0)


Bramki:

1-0 Novajovsky (16:51 Kapica, Noworyta w przewadze), 2-0 Pasiut (27:06 Guzik, Drzewiecki), 3-0 Dziiubiński (33:12 w osłabieniu)

Comarch/Cracovia: Radziszewski - Grman, Rompkowski, Szinagl, Dziubiński, Svitana - Kruczek, Wajda, Drzewiecki, Pasiut, Guzik - Noworyta, Novajovsky, Kapica, Słaboń, Urbanowicz -

JKH GKS Jastrzębie-Zdrój: Zabolotny - Bigos, Górny, Laszkiewicz, Ł. Nalewajka, Bordowski - Gimiński, Pastryk, Danieluk, Stantien, Kulas - Janaczek, Latal, Plichta, Petro, R. Nalewajka - Vrana, Szczurek,

Sędziowali Tomasz Radzik z Krynicy i Przemysław Kępa z Nowego Targu.

Kary: 8 oraz 8 min.

Kara po karze:

Novajovsky (3:30 2 min za atak kijem trzymanym oburącz na Plichcie)

Ł. Nalewajka (5:57 2 min za spowodowanie upadku Dziubińskiego)

Bigos (15:21 2 min za spowodowanie upadku Szinagla)

Szinagl (29:24 2 min za zahaczanie Plichty)

Noworyta (32:32 2 min za zahaczanie Bordowskiego)

Latal (48:51 2 min za trzymanie)

Gimiński (49:40 2 min za trzymanie Kapicy),

Dziubiński (55:30 2 min za przeszkadzanie).

Z Nowego Targu Michał Białoński

Dowiedz się więcej na temat: Puchar Polski w hokeju na lodzie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje